Reklama

Reklama

PGE GKS Bełchatów spada z Ekstraklasy. Kiereś: Wygodniej byłoby nie wracać

Po raz drugi w trzech ostatnich sezonach piłkarze PGE GKS-u Bełchatów spadli z Ekstraklasy. - Chciałbym, żeby klub nie przepadł w otchłani pierwszoligowej. W tej chwili trudno mi jednak powiedzieć, co będzie dalej - stwierdził po wtorkowym meczu z Koroną Kielce trener Kamil Kiereś.

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek GKS wciąż liczył się w walce o utrzymanie. We wtorkowy wieczór bełchatowianie zafundowali swoim kibicom thriller.

W 90. minucie spotkania z Koroną drużyna Kieresia objęła upragnione prowadzenie, by w 92. minucie oddać dwa punkty. Mecz zakończył się remisem 2-2, co oznacza spadek Bełchatowa.

Spadek to tym bardziej bolesny, że GKS był beniaminkiem Ekstraklasy, a początek sezonu miał rewelacyjny i zanosiło się na walkę w górnej części tabeli.

- Z mojej perspektywy najlepiej by było na te cztery kolejki nie wracać do Bełchatowa. Po dwumiesięcznym odpoczynku i rozmowie z działaczami uznałem jednak, że po pewnych ruchach kadrowych będę mógł dotrzeć do zawodników. I to się udało. Niestety, nie przełożyło się to na taką liczbę punktów, by na ostatni mecz jechać z nastawieniem walki o utrzymanie. Teraz ten mecz będzie miał dla nas jedynie wymiar statystyczny - powiedział po spotkaniu Kiereś.

Reklama

Trener GKS-u wiosną oddał drużynę w ręce Marka Zuba. Ten kompletnie sobie nie poradził, nie wygrywając żadnego spotkania i pod koniec sezonu zespół znów objął Kiereś, ale nie zdołał już uratować go przed degradacją.

- Na pewno wygodniej byłoby nie wracać. W ostatnich trzech latach, a zwłaszcza w 2013 roku, włożyłem jednak dużo pracy w to, by ten klub nie przestał istnieć. I nadal mi na nim zależy. Chciałbym, żeby nie przepadł w otchłani pierwszoligowej. W tej chwili trudno mi jednak powiedzieć, co będzie dalej - mówił ze smutkiem Kiereś.

Tak szkoleniowiec skomentował decydujące spotkanie:

- Z braku realizacji taktyki na własne życzenie straciliśmy bramkę. Po przerwie graliśmy już jednak tak, jak zakładaliśmy, co szybko dało efekt w postaci wyrównania. W 81. minucie przeszliśmy na ustawienie z trzema obrońcami i to się opłaciło. Objęliśmy prowadzenie i nawet na ławce czuć było euforię i to, że pojedziemy dalej bić się do Łęcznej. Niestety, moment nieuwagi zniweczył ten wysiłek - podsumował.

Sprawdź sytuację w tabeli Ekstraklasy!


Reklama

Reklama

Reklama