Reklama

Reklama

ŁKS na krawędzi. Zawodnicy już rozwiązują kontrakty

Miała być walka o ekstraklasa, a są olbrzymie długi, kolejni piłkarze składają wnioski o rozwiązanie kontraktu z winy kluby i w najbliższym sezonie (sezonach) ŁKS czeka walka o przetrwanie. – Nie ma zagrożenia ogłoszenia upadłości – twierdzi Jarosław Olszowy, prokurent klubu.

 W ubiegłym tygodniu dwukrotny mistrz Polski opublikował raport finansowy, z którego wynika, że klub ma ponad 7 mln złotych długu i to za okres lipiec 2020 - czerwiec 2021 roku.

Piłkarze ŁKS rozwiązują kontrakty

W tym sezonie kłopoty finansowe dawały znać o sobie kilka razy. Już jesienią kilku piłkarzy składało wnioski o rozwiązanie kontraktów w związku z zaległościami. W niektórych przypadkach sytuację udało się na trochę załagodzić, ale Duńczyk Mikkel Ryggard zrobił to skutecznie. Dopóki nie znalazł klubu, ŁKS nadal musiał mu płacić około 10 tysięcy euro miesięcznie. Kolejna bomba wybuchła na początku roku, kiedy FIFA, a w ślad za nią PZPN nałożył na klub zakaz transferowy za jeszcze starsze zaległości. I tu udało się wyprostować, bo klub spłacił zobowiązania wobec dwóch byłych zagranicznych zawodników.

Reklama

W międzyczasie zawodnicy, którzy wciąż nie mieli zapłaconych pensji, na boisku zwykle zawodzili, choć paradoksalnie na kolejkę przed końcem wciąż mają szansę na awans (tyle że ŁKS nie dostał licencji na ekstraklasę, ale ma się odwołać). W końcówce sezonu miarka jednak się przebrała i kolejni zawodnicy informują o rozstaniu z klubem z al. Unii. Na razie to tylko obcokrajowcy - zawodnicy, którzy mieli by liderami i ciągnąć grę zespołu, ale rozczarowali.

200 tysięcy złotych z gola

Zaczął Antonio Dominguez - miał rządzi środkiem pola, ale tego nie zrobił. W tym przypadku klub stwierdził, że Hiszpan odchodzi z ŁKS z "powodów osobistych". Zawodnik w mediach społecznościowych opublikował oświadczenie, w którym stwierdził wprost, że to efekt zaległości finansowych.

Kolejny, który odszedł to Ricardinho. Przychodził do klubu w styczniu 2021 roku i miał zaprowadzić ŁKS do ekstraklasy. I dostał za to królewskie warunki - podobno zarabiał około 16 tys. euro miesięcznie. Jeszcze w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu w miarę spełniał oczekiwania - sześć goli, ale awansu nie było. W kończących się rozgrywkach zawiódł na całej ligi - zero bramek. Wychodzi na to, że jeden gol kosztował klub ponad 200 tysięcy złotych!

Co działo się w ostatniej kolejce naszej Ekstraklasy - sprawdź w naszym programie wideo!

Napastnicy ŁKS (prawie) bez goli

Kolejny "snajper", który w tym sezonie miał wesprzeć Ricardinho w zdobywaniu bramek - Stipe Jurić trafił zaledwie dwa razy. Też już rozwiązał kontrakt. Można się spodziewać, że wkrótce umowy zakończą też kolejni Hiszpanie - Nacho Monsalve (właściwie cały sezon kontuzjowany) i Javi Moreno, zawodnik typu: dużo dymu, mało ognia. Na boisku kręcił rywalami, ale efektów nie było. Zamiast goli czy asyst, uzbierał sześć żółtych kartek.

Zawiódł też kolejny hiszpański as - środkowy napastnik Samuel Corral w tym sezonie nie trafił do siatki. Jedyny z zagranicznych zawodników, który broni się liczbami to Pirulo - 10 goli i pięć asyst. I raczej jedyny, na którym ŁKS mógłby coś zarobić i ratować budżet.

Kibice ŁKS żądają "głowy" dyrektora sportowwgo

Za polityką transferową ŁKS od kilku lat stoi Krzysztof Przytuła. Początki były dobre, bo znalazł np. Daniego Ramireza, który miał duży wkład w awans ŁKS do ekstraklasy (w 2019 roku). Ostatnio jednak strzelał kulą w płot, a nabytki nie tylko nie pomogły zespołowi wrócić do krajowej elity, ale wprowadziły klub w olbrzymie tarapaty finansowe.

Spada na niego olbrzymia fala krytyki, bo brak sukcesu sportowego to jeden z najważniejszych elementów, że ŁKS stanął na krawędzi katastrofy. Część kibiców otwarcie domaga się, by dyrektor sportowy odszedł z klubu. W mieście pojawiły się nawet transparenty, w których tego - delikatnie mówiąc - żądają.

Długi właścicielskie

Choć piłkarze ŁKS odchodzą z zespołu jeszcze przed zakończeniem sezonu Jarosław Olszowy, prokurent spółki na klubowej stronie twierdzi, że sytuacja nie jest aż taka zła. "Nie ma takiego zagrożenia [upadku ŁKS - przyp. red.]. Sprawozdanie, które opublikowaliśmy dotyczy roku finansowego kończącego się w czerwcu 2021. Od tego czasu w klubie podjęto szereg działań, które miały zmienić tę sytuację" - twierdzi. "Na pierwszy rzut oka szokującą może się wydawać kwota zobowiązań, ale większa część tej sumy dotyczy zobowiązań klubu wobec akcjonariuszy. Od tego czasu został podniesiony kapitał akcyjny i dziś wynosi ponad 10,5 mln zł, a jesteśmy w trakcie rejestracji podniesienia kapitału o kolejny milion złotych."

Zaległości wobec piłkarzy sięgają trzech miesięcy, co daje im prawo do składania wniosków o rozwiązanie kontraktów. Jeśli klub w ciągu 14 dni nie zareaguje, zawodnik jest wolny. ŁKS i tak musi mu wypłacać kontrakt do momentu znalezienia nowego zespołu, w którym dostanie tyle samo lub więcej. Jeśli mniej, musi wyrównać.

ŁKS walczy nie o ekstraklasę, ale o płynność

Jeśli zagraniczni zawodnicy, nie będą dostawali pieniędzy złożą roszczenia do FIFA. Federacja już ma ŁKS na celowniku za niedawne problemy. Na razie nałożyła tylko zakaz transferowy, ale kolejne kary mogą być dużo bardziej bolesne.

- Koncentrujemy się na celach krótkoterminowych, czyli na zapewnieniu klubowi płynności finansowej, utrzymywaniu w ryzach jego finansów i przede wszystkim staramy się, aby zobowiązania klubu nie rosły - dodaje Olszowy. 

Reklama

Reklama

Reklama