Reklama

Reklama

  • 1 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 3 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 5 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 6 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 7 .Cracovia (1 pkt.)
  • 8 .Górnik Łęczna (1 pkt.)

Górnik Łęczna wraca do ekstraklasy! A był dopiero szósty w tabeli

Górnik Łęczna po czterech latach wraca do ekstraklasy. O wyjazdowym zwycięstwie z ŁKS zdecydowała jedna bramka zdobyta w dwunastej minucie przez Serhija Krykuna.


Górnik jak spadł z ekstraklasy w 2017 roku, to dopiero zatrzymał się w drugiej lidze. Od sezonu 2019/2020 zaczęła się jednak odbudowa klubu. Zespół z Łęcznej wszedł do pierwszej ligi i teraz jako beniaminek stanął przed szansą, by wywalczyć kolejny awans. Podobną drogą przeszedł wcześniej ŁKS. Od sezonu 2017/2018 rok po roku awansował z drugiej ligi do ekstraklasy. Spadł z niej rok temu i teraz po zaledwie sezonie w pierwszej lidze, mógł do niej wrócić. Obecność w finale barażów tych drużyn był niespodzianką, bo w lidze zajęły piąte i szóste miejsce. Potrafiły jednak na wyjeździe pokonać GKS Tychy (Górnik) i Arkę Gdynia (ŁKS).

Reklama

Tuż przed ważnym spotkaniem działaczom udało się uzyskać zgodę, by stadion mógł się wypełnić w 50 procentach. Na dodatek posiadacze karnetów na mecz barażowy wchodzili bez konieczności zakupu biletów. W ŁKS znaleźli nawet mały sektor, do którego wpuścili kilkudziesięciu fanów Górnika.

Przed meczem obaj szkoleniowcy podkreślali, że bardzo ważna będzie regeneracja, bo ich zawodnicy rozgrywali mecze co trzy dni. Na treningu zawodnicy musieli dobrze wyglądać, bo postawili prawie na tych samych podstawowych zawodników.

Trener Marcin Pogorzała dokonał dwóch zmian w podstawowym składzie w porównaniu do meczu z Arką. Za kontuzjowanego Kamila Dankowskiego na prawej obronie był Marcin Wolski. Ważna roszada nastąpiła w bramce. Po Arkadiuszu Malarzu już w Gdyni było widać, że dokucza mu uraz. Zastąpił go niespełna 20-letni Dawid Arndt, dla którego był to dopiero dziesiąty występ w dorosłej piłce. Na papierze to duża strata dla łodzian. Kamil Kiereś, szkoleniowiec Górnika, dokonał tylko jednej zmiany - w miejsce Bartłomieja Kalinkowskiego wybiegł Tomasz Tymosiak.

Początek spotkania to lekka przewaga gospodarzy. Częściej byli przy piłce i łatwiej przedostawali się pod pole karne rywali. Tam jednak doświadczona obrona gości (średnia wieku bramkarza i obrońców to niemal 32 lata) łatwo radziła sobie z próbami ŁKS. Piłkarze z Łęcznej nieco uśpili przeciwników i przeprowadzili zabójcza akcję. Michał Mak pognał prawą stronę, dośrodkował w pole karne, a tam Serhij Krykun wyprzedził Marcina Wolskiego i Górnik prowadził.

Łodzianie rzucili się do odrabiania strat i mocno naciskali. Próbowali grać z pierwszej piłki, próbowali dryblingów, próbowali dośrodkowań, ale obrona Górnika reagowała spokojnie i pewnie. Po półgodzinie gry piłkę mieli przez 74 proc. czasu, ale celnego strzału nie oddali. Goście ustawili się w bardzo niskim pressingu - najbardziej wysunięty zawodnik było na około 35-40 metrze, zagęścili środek pola, a jak trzeba było faulować, robili to z dala od pola karnego. W końcu jednak przed okazją stanął Wolski, ale Maciej Gostomski skrócił kąt i obrońca ŁKS tylko trącił piłkę. W 39. minucie powinno być 1-1, ale Pirulo w świetnej sytuacji nie trafił w bramkę.

Tuż przed przerwą kibice ŁKS odpalili race, a sędzia Jarosław Przybył na około pięć minut musiał przerwać spotkanie. Ta przerwa wybiła z rytmu łodzian. W końcówce pierwszej połowy Górnik zdążył jeszcze trzy razy zagrozić bramce, a po strzale głową Pawła Baranowskiego piłka odbiła się od poprzeczki.

Po zmianie stron ŁKS znów zaatakował, było coraz goręcej w polu karnym. Były akcje skrzydłami, stałe fragmenty, ale defensywa Górnika wciąż była wystarczająco szybka, by wyprzedzać ełkaesiaków i wyjaśniać sytuacje. Dopiero w 57. minucie pierwszy celny strzał oddal Pirulo. Chwilę późnej wejście smoka mógł zaliczyć Piotr Janczukowicz, ale jego uderzenie świetnie odbił Gostomski. Po jednym z nielicznych wypadów szanse na gole miał Przemysław Banaszak, ale Arndt z kłopotami odbił. Po rzucie rożnym ten sam napastnik z kilku metrów trafił w bramkarza.

Zawodnicy Górnika umiejętnie kradli czas. Co kilka minut któryś z gości padał na murawę i czekał na pomoc masażystów. To doprowadzało do szewskiej pasji piłkarzy i kibiców ŁKS. W ostatnim kwadransie gospodarze niemal nie schodzili z pola karnego przeciwników. W 80. minucie Pirulo trafił w poprzeczkę. Po chwili losy awansu powinien rozstrzygnąć Banaszak - biegł sam od połowy, kopnął piłkę obok Arndta, ale także obok słupka.

ŁKS walczył do końca, ale tego dnia nie znalazł sposobu na obronę Górnika i Gostomskiego w bramce.

ŁKS - Górnik Łęczna 0-1 (0-1)

Gole: Krykun (12.)

ŁKS: Arndt - Wolski, Moros, Marciniak, Klimczak - Rozwandowicz (77. Tosik)  - Pirulo, Dominguez (77. Sekulski), Trąbka, Gryszkiewicz (58. Janczukowicz) - Ricardinho (82. Rygaard).

Górnik: Gostomski - Kukułowicz (75. Goliński), Baranowski (70. Pajnowski), Midzierski, Leandro - Mak, Tymosiak, Cierpka (59. Kalinkowski), Mak (74. Matei) - Banaszak, Śpiączka (75. Wojciechowski).

Żółte kartki: Pirulo - Tymosiak, Cierpka, Banaszak.

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).

AK

Dowiedz się więcej na temat: ŁKS | Górnik Łęczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje