Reklama

Reklama

Wielka awantura po meczu Legia - Jagiellonia

Legia Warszawa po kontrowersyjnym karnym w doliczonym czasie gry pokonała 1-0 Jagiellonię Białystok. Po meczu doszło do awantury. Piłkarze gości nie mogli się pogodzić z takim obrotem sprawy. - W domu chyba sobie whisky pier...nę - mówił załamany Michał Probierz.

- To nie pierwszy raz. Jeździmy te kilometry, żeby wygrywać mecze, a ku... oni są cały czas osrani, ku..., na tym boisku ci sędziowie - krzyczał na antenie Canal Plus obrońca "Jagi" Sebastian Madera.

Jeszcze na murawie piłkarze Jagiellonii doskoczyli do sędziego Pawła Gila, a pod szatniami o mało nie doszło do bójki Igorsa Tarasovsa z Jakubem Koseckim. Ten drugi miał ochotę policzyć się z piłkarzem gości, który kopnął mikrofon Canal Plus i uderzył nim rzeczniczkę Legii Izabelę Kuś.

- Niewydrukowane tabele mówią jedno, zawsze kontrowersje są oceniane na naszą niekorzyść. Na Lechu dostaliśmy gola ze spalonego, a dzisiaj takiego karnego. Nie wiem, jak mam się do tego odnieść - stwierdził Michał Pazdan.

Reklama

- Na tej konferencji powinienem powiedzieć dzień dobry i do widzenia - mówił po spotkaniu trener Jagiellonii Michał Probierz.

- Widziałem już obie sporne sytuacje w telewizji. Nam należał się rzut karny po faulu Bartosza Bereszyńskiego na Przemysławie Frankowskim. Natomiast rzut karny absolutnie nie należał się Legii - skomentował trener.

- Po meczu rozdzielałem zawodników, aby żaden z nich nie dostał żółtej kartki. Naszemu bramkarzowi Bartłomiejowi Drągowskiemu, po męsku kazałem uciekać do szatni - relacjonował pomeczowe zajścia Probierz.

- Zastanówmy się nad sensem polskiej piłki. Sędziowie się szkolą, a i tak popełniają takie błędy - mówił trener.

- Moją pierwszą myślą po tym spotkaniu było zrezygnowanie z trenerki i zajęcie się np. menedżerką. Po takich decyzjach sędziowskich zastanawiam się nad sensem trenowania - podkreślił.

- W domu chyba sobie whisky pier...nę - zakończył szkoleniowiec.

Swoje zdanie na temat wydarzeń na boisku miał trener Legii Henning Berg.

- Zagranie ręką gracza Jagielloni było ewidentne i rzut karny był podyktowany prawidłowo - ocenił Norweg.

- Poprzednia sytuacja w naszym polu karnym, kiedy Bartosz Bereszyński starł się z Przemysławem Frankowskim była bardzo trudna do oceny. Nawet analizując ją w zwolnionym tempie ciężko jest ocenić czy doszło do kontaktu między zawodnikami. Widziałem wiele podobnych sytuacji i nigdy nie był podyktowany rzut karny - powiedział szkoleniowiec Legii.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL