Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 6 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (26 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (25 pkt.)

Mioduski: Nasz list do Celticu został źle zrozumiany

- Jestem świadomy, że Celtic mógł nie zgodzić się na żądania Legii. Ale mógł odpowiedzieć, że to, co się stało, faktycznie jest nie fair, ale takie są przepisy i tyle - mówi współwłaściciel Legii Warszawa Dariusz Mioduski.

W czwartek UEFA odrzuciła apelację Legii w sprawie walkowera w meczu 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów przeciwko Celticowi Glasgow. Drużyna mistrza Polski została ukarana dyskwalifikacją, ponieważ w jej składzie zagrał nieuprawniony zawodnik. Legia będzie się jeszcze odwoływać do CAS (Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu).

Reklama

Legia pokonała w Warszawie Celtic 4-1, lepsza była także w rewanżu w Edynburgu (2-0). Jednak w końcówce tego drugiego spotkania na boisku pojawił się Bartosz Bereszyński, który nie odbył wcześniej kary zawieszenia za czerwoną kartkę. UEFA przyznała Celticowi walkowera 3-0, zmieniając stan rywalizacji na 4-4. Mistrz Szkocji awansował dzięki jednej bramce zdobytej na wyjeździe.

Gdy UEFA wszczęła postępowanie w tej sprawie, Mioduski podjął próbę kontaktu z Celtikiem, która pozostawała bez odpowiedzi.

- Nasz list otwarty do Celticu został źle zrozumiany. Nam przede wszystkim chodziło o zwrócenie uwagi na brak kontaktu, o to aby rozpocząć dialog. Jestem świadomy, że Celtic mógł nie zgodzić się na żądania Legii. Ale mógł odpowiedzieć, że to, co się stało faktycznie jest nie fair, ale takie są przepisy i tyle. Wtedy byłbym niezadowolony, ale otrzymałby odpowiedź i wiedział na czym stoimy. A nie było kompletnie nic. To było najbardziej rozczarowujące - powiedział Mioduski w rozmowie z BBC, cytowany na legia.net.

- Podczas odwołania od werdyktu UEFA zademonstrowaliśmy, że przepis regulaminu nie jest na tyle jednoznaczny, na ile utrzymuje UEFA. Nie czuję, że złamaliśmy zasady, a jedynie inaczej zinterpretowaliśmy przepisy - twierdzi Mioduski.

- Poza tym przesłanie przepisu zostało wypełnione, bo Bereszyński nie przez przypadek pauzował w pierwszych trzech meczach i dlatego nie sądzimy, aby był to przypadek wymagający tak surowej kary... - wyjaśnił współwłaściciel Legii.

- Niezależny trybunał uwzględni nasze argumenty. Wiemy, że szanse nie są bardzo duże, ale jak długo te szanse będą, to będziemy walczyć - powiedział.

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Mioduski | Legia Warszawa | UEFA | Liga Mistrzów | Celtic Glasgow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL