Reklama

Reklama

Michał Kucharczyk doznał kontuzji po odebraniu medalu!

Legia Warszawa pokonała w ostatniej kolejce Pogoń Szczecin 3-0 i zapewniła sobie 11. tytuł mistrza Polski w historii. „Wojskowi” na stadionie świętowali zdobycie mistrzostwa razem z kibicami, a kontuzji tuż po odebraniu medalu nabawił się Michał Kucharczyk.

Piłkarz Legii tak bardzo cieszył się z mistrzostwa, że postanowił energicznie wyskoczyć na podium znajdujące się na murawie. Niestety niefortunnie upadł na rękę i ostatecznie zakończył fetę z kontuzją.

Cała sytuacja wyglądała bardzo zabawnie, ale jak się później okazało miała nieco przykre skutki. Kucharczyk wskoczył na podium i się poślizgnął, upadając na rękę. Wszyscy mieli świetna zabawę, ale piłkarz „Wojskowych” ostatecznie musiał opuścić świętujących kolegów w obecności lekarza.

Na razie nie wiadomo, jak poważna jest kontuzja piłkarza. Pewne jest jednak, że na długo zapamięta celebrację 11. mistrzostwa w historii Legii.

Reklama

Sam mecz z Pogonią przy Łazienkowskiej jednak nie zachwycał. Spotkanie nie dostarczyło praktycznie żadnych emocji. Wszyscy zebrani na stadionie doskonale zdawali sobie sprawę, że Piast nie będzie w stanie przegonić Legii. W swoją rolę wpisali się też szczecinianie, którzy wprawdzie nie prezentowali się źle, ale nie byli też drużyną, która chciałaby komukolwiek popsuć szampańskie nastroje.

Poziom niedzielnego meczu spotkania przy Łazienkowskiej najlepiej opisują okoliczności, w jakich Legia zdobyła pierwszego gola. Po niespełna kwadransie gry Tomasz Jodłowiec z daleka kopnął piłkę, ta odbiła się od Jakuba Czerwińskiego i wtoczyła się do bramki, obok bezradnego Jakuba Słowika. Pogoń, choć ustami trenera Czesława Michniewicza, deklarowała ofensywną grę, to tak naprawdę tylko raz zagroziła Arkadiuszowi Malarzowi. Było to w pierwszej połowie, kiedy to świetną "główkę" Władimira Dwaliszwiliego odbił bramkarz Legii.

Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w końcówce. Najpierw do siatki trafił Nemanja Nikolić, a chwilę później Kasper Hamalainien. Warto podkreślić, że oba gole padły po rykoszetach. Tor lotu piłki zmieniali Czerwiński i Ricardo Nunes. Od tego momentu na dobre już zaczęło się odliczanie do końcowego gwizdka.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL