Reklama

Reklama

"Miał być FC Hollywood, a jest FC Bollywood!" Co się stało z Legią Warszawa?

- Zęby bolały oglądając nasz zespół. W pierwszej połowie prezentowaliśmy ustawienie 4-2-4, bo nasi skrzydłowi przykleili się do bocznych obrońców – kręcił głową trener Legii Jan Urban. Legia miała ruszyć z kopyta po mistrzostwo Polski, ale na początku rundy wiosennej została w blokach. Po porażce z Koroną w Kielcach w sobotę zaledwie zremisowała u siebie z ostatnim w tabeli PGE/GKS-em Bełchatów.

Po transferach z gatunku "opad szczeny"  mistrzostwo miało być tylko formalnością dla Legii, a emocje miały się zacząć dopiero latem, w walce o Ligę Mistrzów. Tymczasem jedynym atutem Legii jest fakt, że znowu nikt nie chce zgarnąć mistrzowskiej korony. Z całej czołówki nikt nie prezentuje takiej walki i ambicji jak Korona, a  punkty zgodnie gubią Lech i Górnik w starciach z zespołami znacznie słabszymi.

"Miał być FC Hollywood, a jest FC Bollywood" - śmieją się złośliwi, ale trenerowi i właścicielom Legii nie jest do śmiechu.

Spłaszczona tabela i regularne wpadki teoretycznie żelaznych faworytów - wedle takiego schematu toczy się życie w Ekstraklasie już drugi sezon z rzędu. Po ostatnich niepowodzeniach Legii i Lecha prezes PZPN-u Zbigniew Boniek napisał na Twitterze:

Reklama

"Po pierwszych dwóch kolejkach Ekstraklasy jest jeden wniosek: zero logiki, 100 procent przypadkowości, wszystko możliwe. To trochę smutne."

- Czeka nas ciężki mecz w Bielsku-Białej - mówi trener Urban i wcale nie żartuje. Porównywać potencjałów obu ekip nie ma sensu. Bez tego na dźwięk słów Urbana przechodzą ciarki po plecach.

W starciu z rewolucyjnie odmłodzonym Bełchatowem jego podopieczni stworzyli zaledwie jedną dobra okazję (w końcowych minutach przewrotką strzelał Michał Kucharczyk). Więcej się nie udało, choć na boisku były takie tuzy, jak Danijel Ljuboja, Jakub Kosecki, czy Marek Saganowski. I nie wszystko da się wytłumaczyć absencjami m.in. Miroslava Radovicia i Michała Żyry.

Co się dzieje z Legią? Zapytaliśmy o to jej byłego reprezentacyjnego napastnika Cezarego Kucharskiego.

- W Warszawie nie zdobywa się łatwo mistrzostwa Polski. Kluczowe znaczenie może mieć sfera mentalna zespołu Jana Urbana. Legia oczywiście ma najmocniejszy skład, ale to wcale nie znaczy, że wygra wyścig po tytuł - podkreśla Kucharski.

- Po transferowym pokazie siły wszystkie drużyny z Ekstraklasy będą jeszcze bardziej zdeterminowane w meczach przeciwko Legii. Zespół powinien sobie z tym poradzić, ma wystarczająco wielu doświadczonych piłkarzy, którzy z niejednego pieca chleb jedli.

Właśnie od starych wyjadaczy teraz najwięcej zależy. Oni powinni wziąć na swoje barki większą odpowiedzialność za wydarzenia na boisku - uważa nasz rozmówca.

- Legia musi pamiętać, że piłka nożna to sport drużynowy, dlatego odradzałbym jej piłkarzom granie "pod siebie". Ubiegły sezon pokazał, jak bardzo takie podejście może zaszkodzić. Przede wszystkim trzeba grać dla drużyny, bo żaden piłkarz na świecie nie jest w stanie wygrać meczu w pojedynkę - dodaje Cezary Kucharski. - Wiadomo, że ego piłkarzy jest wysokie. W Warszawie szczególnie, więc płynące z każdej strony pochwały wpływają na obniżenie koncentracji i determinacji. Teoretycznie wydaje się, że zwycięstwo, sukces łatwo przyjdą, a wcale tak nie jest.  Zagrożenie, iż pojawi się takie myślenie, dotyka zwłaszcza duże kluby, którymi media się szczególnie interesują. Piłkarze udzielają masę wywiadów, stają się popularni, a wszystko to powoduje, że ich motywacja jest niższa niż w innych klubach.

- Nad stroną mentalną trzeba popracować szczególnie, ale jest jeszcze inny problem. Według mnie, w meczu z Bełchatowem Legia nie wyglądała dobrze od strony przygotowania fizycznego - twierdzi Kucharski.

Czy zawiedziony jest grą nowych nabytków Legii? - Oczywiści, każdy nowy piłkarz potrzebuje okresu aklimatyzacji i to nie tylko w Legii. Poza tym, grać w Legii Warszawa, to zupełnie inna sprawa, niż grać w Śląsku Wrocław, Polonii, czy Lechu. Myślę, że Dwaliszwili, Brzyski, Bereszyński i Jodłowiec odczują to na własnej skórze, ale to dobrzy piłkarze, którzy z presją i oczekiwaniami powinni sobie poradzić - zaznacza eks-legionista.

- Po dwóch wiosennych kolejkach można powiedzieć, że ten sezon może być podobny do ubiegłego, a losy mistrzostwa będą się ważyć do samego końca. Każda drużyna, która słabo wystartowała na wiosnę, będzie teraz podwójnie zmobilizowana, żeby odrobić straty" - powiedział nam Kucharski.

Jakie wnioski ze straconych na wiosnę pięciu punktów wyciągnął Jan Urban, zobaczymy już w 18. kolejce.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL