Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)

Ligowy klasyk Legia - Widzew w 1. kolejce Ekstraklasy

Sezon piłkarskiej ekstraklasy zaczyna się od mocnego uderzenia. Już w sobotę w ligowym klasyku Legia podejmie Widzew. Sektor gości zapełni się prawie dwoma tysiącami kibiców, którzy zobaczą w barwach rywali m.in. byłego piłkarza łódzkiej ekipy Łukasza Brozia.

Zdecydowanym faworytem sobotniego starcia w Warszawie jest broniąca tytułu Legia, ale mecz jedynych polskich uczestników Ligi Mistrzów z kilku powodów zapowiada się ciekawie.

Reklama

Pierwszym jest wspomniany Broź. Ofensywnie grający obrońca przez siedem lat stanowił silny punkt Widzewa (w ostatnim sezonie zdobył osiem bramek, najwięcej w drużynie), ale latem rozwiązał umowę z przeżywającym problemy finansowe klubem.

- Podpisując kontrakt z Legią, znałem terminarz i wiedziałem, na co się decyduję. Po pierwszej kolejce będę miał to już za sobą - przyznał niedawno Broź, który wie, jak prestiżowa dla kibiców obu klubów jest rywalizacja łódzko-warszawska.

Boczny obrońca dołączył na Łazienkowskiej m.in. do Jakuba Wawrzyniaka i Jakuba Rzeźniczaka, innych byłych widzewiaków. Chyba nikt w Legii nie żałuje sprowadzenia tych piłkarzy do stolicy - obaj szybko zaaklimatyzowali się w nowym otoczeniu.

W sobotę ciekawie powinna wyglądać oprawa meczu na trybunach. Ostatnio spotkania obu drużyn w Warszawie i Łodzi odbywały się przeważnie bez kibiców gości, ale tym razem Widzew otrzymał 1,8 tys. biletów, które szybko się rozeszły.

Kolejnym powodem, dla którego warto obejrzeć ligowy klasyk, są najnowsze statystyki. Widzew, choć pod względem finansowym i sportowym znacznie ustępuje Legii, w ostatnich trzech sezonach grał w pierwszej kolejce z aktualnymi wówczas mistrzami Polski i... nie przegrał (1-1 z Lechem Poznań, 1-1 z Wisłą Kraków i 2-1 ze Śląskiem Wrocław).

Magia meczów Legii z Widzewem to coraz bardziej odległa przeszłość, ale w latach 80. i 90. elektryzowały one całą piłkarską Polskę. Ściągały tłumy ludzi na trybuny lub przed telewizory, były także powodem do mobilizacji dla policji. Przede wszystkim jednak decydowały o mistrzostwie kraju, jak w 1996 i 1997 roku.

W maju '96 łodzianie, dopingowani na Łazienkowskiej przez tłum swoich kibiców (przyjechali do Warszawy dwoma wypełnionymi pociągami), wygrali 2-1, chociaż przegrywali 0-1. Zwycięstwo przybliżyło ich do tytułu, który zdobyli dwa tygodnie później.

Po pół roku Widzew zwyciężył u siebie 1-0, a druga połowa meczu została opóźniona o kilka minut, ponieważ kibice Legii obrzucili racami pole karne bramki Macieja Szczęsnego. Dym zasłonił niemal całe boisko. Kilka miesięcy wcześniej znany golkiper trafił do Widzewa właśnie z klubu z Łazienkowskiej. Fani Legii długo nie mogli tego wybaczyć...

W czerwcu 1997 roku rozegrano w stolicy klasyk, który przeszedł do historii polskiego futbolu. Do 90. minuty gospodarze prowadzili 2-0, ale ostatecznie przegrali 2-3 (sędzią spotkania był zmarły kilka dni temu Andrzej Czyżniewski). Widzewiacy świętowali wówczas drugi z rzędu tytuł mistrza Polski.  

Legioniści częściowo zrewanżowali się dwa miesiące później, gdy w spotkaniu o Superpuchar zwyciężyli 2-1. Tym razem to oni przegrywali 0-1, ale potrafili odwrócić losy meczu. Lepsi okazali się również w październiku 1997 roku - wygrali 3-1.

W kwietniu 1999 roku łodzianie prowadzili u siebie z Legią już 2-0, ale goście doprowadzili do wyrównania. Ostatni cios zadali jednak widzewiacy. W 75. minucie zwycięstwo 3-2 zapewnił im Radosław Michalski, który - podobnie jak Szczęsny - przeszedł do Łodzi z Warszawy latem 1996. Rok później Widzew znów wygrał u siebie 3-2, a tym razem zwycięską bramkę zdobył w 90. minucie Dariusz Gęsior.

To była ostatnia - jak dotąd - wygrana łodzian w klasyku. Od tego czasu czterokrotnie padł remis i 12 razy wygrała Legia. W sezonie 2001/02 oba zespoły na skutek m.in. regulaminu (podział ekstraklasy na dwie grupy) nie zmierzyły się ze sobą.

W czerwcu 2004 roku rozbity i już zdegradowany łódzki zespół przegrał na Łazienkowskiej 0-6, a obrazu klęski dopełnił fakt, że jedną z bramek zdobył z rzutu karnego... bramkarz Artur Boruc.

W obecnym stuleciu warszawsko-łódzki szlagier stracił na prestiżu - głównie z powodów problemów Widzewa, który w latach 2004-06 i 2008-10 występował na zapleczu ekstraklasy. Łodzianie do kwietnia 2012 roku przegrali ze stołecznym rywalem 11 kolejnych meczów. Dopiero w rundzie wiosennej tamtego sezonu przerwali fatalną serię, remisując u siebie 1-1.

W poprzednich rozgrywkach Legia zwyciężyła w stolicy 1-0 po rajdzie i golu Jakuba Koseckiego. W rewanżu w Łodzi było 1-1, ale strata punktów pod koniec sezonu nie przeszkodziła stołecznej ekipie w zdobyciu mistrzostwa kraju.

W sumie obie drużyny w ekstraklasie zmierzyły się 66 razy. Legia triumfowała w 29 spotkaniach, w 19 padł remis, a 18 razy górą był Widzew. Początek sobotniego meczu o godz. 18.

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Legia - Widzew

T-Mobile Ekstraklasa - zobacz szczegóły!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje