Reklama

Reklama

  • 1 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 2 .Stal Mielec (1 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (1 pkt.)
  • 4 .Radomiak (1 pkt.)

Legia zasłużenie wygrała najdłuższy sezon PKO Ekstraklasy. Teraz poprzeczka idzie w górę

Aleksandar Vuković stosunkowo łatwo doprowadził Legię do mistrzostwa Polski - to najważniejsze rozstrzygnięcie w zakończonej wczoraj PKO Ekstraklasie, której sezon był jak nigdy dotąd długi, z powodu pandemii. Vuković tytuł w kieszeni miał od 11 lipca, więc mógł wysłać na urlopy czołowych piłkarzy. Już za miesiąc poprzeczka pójdzie w górę.

"Mogłaś moją być kryzysową narzeczoną" - ten przebój Lady Pank dźwięczał pewnie w uszach Dariuszowi Mioduskiemu, gdy nazajutrz po ubiegłorocznym prima aprilisie stawiał na Aleksandara Vukovicia. Mógł poszukać kolejnego maga z zagranicy, ale po niewypałach z Jozakiem, Kalufuriciem, Sa Pinto spółka popadła w tarapaty finansowe.

Zamiast maga zadziałała magia powiedzenia: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Vuković okazał się być kluczem do sukcesu. Połowicznego na razie. Mistrzostwo Polski dla klubu z największym potencjałem finansowym w kraju jest niemal obligatoryjne. Sukcesem będzie awans do Ligi Mistrzów, bądź Ligi Europy.

Reklama

W tym roku szansa jest wyjątkowa - wystarczy wygrać cztery mecze, bez żadnych rewanżów. W związku z pandemią kibice nie wejdą na stadiony, więc warunki będą przypominać też z neutralnych stadionów.

Vuković we właściwy sposób zbudował szatnię Legii. Sprawnie nią zarządzał, postawił na właściwe wartości. Teraz potrzebuje armat na Europę. Zwłaszcza z przodu, gdzie kontuzje wykluczyły Jose Kante i Vamarę Sanogo.

Tymczasem Legia pozyskała na razie lewego obrońcę Filipa Mladenovicia, który na boiskach PKO Ekstraklasy błyszczał w Lechii.

- To nie moje pieniądze i mi łatwo się mówi, ale potrzebujemy jeszcze pięciu takich transferów - nie kryje Vuković.

Na przykładzie Waleriana Gwilii czy Jose Kante Legia pokazała, że potrafi rozwijać piłkarzy zadomowionych w naszej lidze, którzy radzili sobie w nieco biedniejszych od niej klubach.

Walka o Ligę Mistrzów rozpocznie się za niespełna miesiąc (18-19 sierpnia). Vuković ma dramatycznie mało czasu, by wkomponować do składu nowe twarze.

Prezes i właściciel Legii Dariusz Mioduski to ścisły top menedżerów w polskiej piłce. Nie brakuje mu odwagi w decyzjach, uczy się też cierpliwości, bez której w sporcie nie ma szans na sukcesy.

Ciekawe stanowisko prezes Mioduski zajął w ostatnim programie "Cafe Futbol" na antenie Polsatu Sport.

- Gdyby Michał Karbownik był z Ajaksu, to przy takim talencie kosztowałby 40-50 mln euro, z Dinama Zagrzeb - 20 mln, a tak możemy zarobić 10 mln - powiedział.

Jest tylko jedno "ale". 

Za talenty z Ajaksu i Dinama nie płaci się dla nazw tych klubów, tylko dla ich dokonań w europejskich pucharach. Ajax rok temu dotarł do półfinału Ligi Mistrzów i był o włos od finału. Dinamo przed rokiem dotarło do 1/8 finału Ligi Europy, a w tym sezonie bez problemu awansowało do Champions League i w fazie grupowej mogło się poszczycić rozbiciem 4-0 Atalanty Bergamo.

Tymczasem wizytówką naszych klubów jest ostre lanie, jakie zebrały na początkowej fazie walki o Europę rok temu, gdy mistrz Polski Piast przegrał i to u siebie z BATE Borysów, a później ze znacznie biedniejszym FC Ryga, co nie miało prawa się zdarzyć. Cracovia nie dała rady DAC Dunajska Streda, a Legia, po przejściu amatorów z FC Europa, półamatorów z Kuopion Pallloseura i Atromitosu Ateny nie dała rady Gasgow Rangers. Odpadnięcie z tej klasy rywalem ujmy nie przynosi, jednak potrzebny jest awans, a nie tylko obrona resztek honoru polskiej piłki klubowej, o jakiej mogła być mowa także przy zaciętej rywalizacji Lechii z Broendby Kopenhaga.

Na razie zanosi się na to, że trenerzy naszych eksportowe zespołów będą mogli tylko pomarzyć o składach, w jakich sięgali po krajowe laury. Vuković nie będzie miał Radosława Majeckiego (sprzedany do AS Monaco), ani kontuzjowanych: Marka Veszovicia, Kante i Sanogo. Dariusz Żuraw z Lecha będzie tęsknił za najlepszym piłkarzem ligi, jakim był - wbrew wyborowi piłkarzy, którzy postawili na Jorge Feliksa - Christiana Gytkjaer, a pewnie także bez Kamila Jóźwiaka, który chce wyjechać z Polski. Na miejsce Gytkjaera, który zdobył 24 gole przychodzi Szwed Mikael Ishak, który w 2. Bundeslidze zdobył jedną bramkę.

Kolejną szansę na walkę o Europę może dostać Cracovia, o ile w piątek pokona Lechię, w finale Pucharu Polski. Już zimą "Pasy" wzmocniły atak Marcosem Alvarezem, który na zapleczu ekstraklasy Niemiec zdobył 13 bramek, co uplasowało go na dziewiątym miejscu w lidze.  

Wracając do wyceny Karbownika, warto z nią poczekać, aż ten bez wątpienia utalentowany zawodnik błyśnie choć raz w rozgrywkach europejskich, a nie tylko w PKO Ekstraklasie.

Michał Białoński



Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Dariusz Mioduski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje