Reklama

Reklama

Legia Warszawa - Zagłębie Lubin 2-2 w meczu 37. kolejki Ekstraklasy

Legia Warszawa po trzech latach straciła tytuł. W bardzo kiepskim stylu. Nie wygrała czterech ostatnich meczów, a w kończącym sezon spotkaniu na Łazienkowskiej z niewalczącym o nic Zagłębiem Lubin zremisowała 2-2. - "Gdzie jest mistrzostwo, Mioduski gdzie jest mistrzostwo?" - śpiewali stołeczni kibice, adresując słowa w kierunku właściciela klubu.

Kliknij, by przejść do zapisu relacji na żywo z meczu Legia Warszawa - Zagłębie Lubin

Zapis relacji na żywo na urządzenia mobilne z meczu Legia - Zagłębie L.

"Beznadzieja" - taki ogromny transparent powitał wychodzących na mecz w Warszawie piłkarzy Legii i Zagłębia. Chwilę później płachta z kibicem zakryła zgłoskę bez i pojawiła się "nadzieja". Stołeczni kibice wierzyli. Ufali, że ich drużyna jest w stanie obronić tytuł, zdobyć czwarte mistrzostwo Polski z rzędu.

Reklama

Piłkarze Legii też wyszli z takim nastawieniem. Grali jakby mieli nadzieję na zmianę sytuacji w tabeli, na powrót na pierwsze miejsce. Odnieść zwycięstwo i czekać. Czekać na to, co wydarzy się w Gliwicach, na stratę punktów przez prowadzącego Piasta. To jedyne co mogli zrobić.

Na początku nadzieja była silniejsza niż zniechęcenie. Obrońcy tytułu wreszcie dobrze zaczęli mecz. Narzucili rywalom swój styl, częściej atakowali, konsekwentnie dążyli do strzelania gola. Zagłębie skupiło się w tym czasie niemal wyłącznie na defensywie.

No i stało się to na co się zanosiło od pierwszego gwizdka. Legia objęła prowadzenie. Minął kwadrans. Kasper Hamalainen przejął piłkę, pobiegł w stronę pola karnego i podał do Sebastiana Szymańskiego. Młody pomocnik Legii przepuścił piłkę do wbiegającego Carlitosa. Hiszpan strzelił 16. gola w sezonie. Ładna akcja, będąca ukoronowaniem przewagi gospodarzy.

Tego ofensywnego charakteru wystarczyło mistrzom Polski jeszcze na kilka minut. Zwolnili, co nie znaczy, że nie mieli jeszcze okazji na podwyższenie prowadzenia. W 29. minucie strzelał Cafu. Piłka minęła bramkarza Zagłębia, ale na posterunku stał Bartosz Slisz. To była  piękna parada bramkarska pomocnika lubinian.

Od tego momentu goście grali odważniej, częściej byli przy piłce, wcale nie było widać, że nie zależy im na dobrym wyniku. Wyróżniał się Filip Starzyński. Był reprezentant Polski był tam, gdzie powinien, wiedział kiedy i gdzie zagrać  piłkę. W 33. minucie zagrał do Damjana Bohara. Słoweniec świetnie się odnalazł i z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam. Remis. Kto by się tego spodziewał?

Legia nie grała jednak tak jakby walczyła o coś, tym bardziej o tytuł, nie rzuciła się rywalom do gardła. Być może do piłkarzy dotarła wiadomość z Gliwic o prowadzeniu Piasta, pewnie zabrakło też nadziei, że coś może się zmienić. Świadomość, że wypada wygrać na zakończenie sezonu, po trzech kolejnych rozczarowujących spotkaniach bez zwycięstwa, nie miała znaczenia.

W drugiej połowie mecz miał jeszcze bardziej zaskakujący scenariusz. Zagłębie, które przecież straciło szansę na grę w europejskich pucharach, chciało jednak podreperować sobie samopoczucie przed wakacjami. Piłkarze Legii długo grali natomiast tak jakby się poddali.

W 57. minucie Majeckiego - drugi raz w tym meczu - omal nie pokonał Starzyński. Pomocnik Zagłębia uderzył piłkę z rzutu wolnego, która minimalnie minęła bramkę gospodarzy. Chwilę później było 2-1 dla lubinian. Zespół Van Daela wykorzystał szybki kontratak zakończony skutecznie przez Patryka Szysza. Dla 21-letniego napastnika była to pierwsza bramka w Ekstraklasie.

Legia nie potrafiła odpowiedzieć na niespodziewany zwrot akcji. W zespole gospodarzy szczególnie brakowało pomocnika tej klasy co Starzyński w Zagłębiu. Gra skrzydłami zawodziła, a wrzutki w pole karne były czytelne dla obrońców i bramkarza lubinian. Dopiero w ostatnich minutach legioniści się przebudzili. Strzał Sebastiana Szymańskiego z 85. minuty w poprzeczkę, niecelne uderzenie Luisa Rochy pięć minut później zmieniły obraz gry. W doliczonym czasie żegnający się z Warszawą Adam Hlouszek wyrównał.

Remis nic nie zmienił. Legia straciła tytuł. "Gdzie jest mistrzostwo, Mioduski gdzie  jest mistrzostwo", "Tego mistrza już mieliśmy, ale wszystko zj.....", "Zmieniaj trenera, Mioduski zmieniaj trenera", "Kudłaty nie znasz się na tym" - krzyczeli na koniec fani stołecznej drużyny. Pojawił się też transparent: "Mioduski jedyną twoją wizją, jest brak jakiejkolwiek wizji". Po końcowym gwizdku słychać było gromkie gwizdy. Sfrustrowani kibice długo nie opuszczali trybun. Rozgoryczenie po rozczarowującym sezonie Legii jest wielkie.

Z Warszawy Olgierd Kwiatkowski

Legia Warszawa - KGHM Zagłębie Lubin 2-2 (1-1)

Bramki: 1-0 Carlitos (16), 1-1 Damjan Bohar (33), 1-2 Patryk Szysz (58), 2-2 Adam Hlouszek (90).

Legia Warszawa: Radosław Majecki - Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha - Marko Veszović (59. Jarosław Niezgoda), Domagoj Antolić (71. Adam Hlouszek), Cafu, Kasper Hamalainen (59. Dominik Nagy), Sebastian Szymański - Carlitos.

KGHM Zagłębie Lubin: Konrad Forenc - Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Damian Oko, Sasza Balić - Alan Czerwiński, Bartosz Slisz, Filip Jagiełło (68. Łukasz Poręba), Filip Starzyński, Damjan Bohar (78. Dawid Pakulski) - Patryk Szysz (80. Jakub Maresz).

Żółte kartki - Legia Warszawa: Sebastian Szymański, William Remy. KGHM Zagłębie Lubin: Damian Oko.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Widzów 24 437.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL