Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (61 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (56 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (52 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (42 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (42 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (42 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (41 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (40 pkt.)

​Legia Warszawa - Wisła Kraków. Oto piłkarze z Krakowa, którzy nie oparli się stolicy

Grożono im, wyzywano, Kraków opuszczali wyklęci. Do stolicy przyciągały ich pieniądze i piękne piłkarskie wizje, ale okazywało się, że klątwa spod Wawelu ciągle działa... Oto pokręcone historie piłkarzy, którzy zamienili Wisłę na Legię. Dziś mecz Legia - Wisła o godz. 15, relacja w Interii.

Reklama

Kiedyś było to nie do pomyślenia, bo to Wisła brała kogo chciała i za ile chciała. Przy Reymonta piłkarze mieli jak u Pana Boga za piecem i nie było ich w stanie skusić ani mieszkanie w stolicy, ani tym bardziej pieniądze. W ostatnich latach wiele się jednak zmieniło i gdy Legia naprawdę kogoś z Wisły chciała, to go na ogół go dostawała. 

Kibice z Warszawy mogli śmiać się ze znacznie uboższych w ostatnich latach wiślaków, ale historia pokazuje, że na końcu do śmiechu mogło być także krakowianom. 

W XXI wieku czterech zawodników przeszło bezpośrednio z Wisły do Legii, ale żaden w odwrotnym kierunku. Zaczęło się dość niewinnie, bo od odejścia 18-letniego wówczas Konrada Handzlika. Oczywiście Wisła chciała go u siebie zatrzymać, trener Tadeusz Pawłowski młodemu chłopakowi rysował plan rozwoju, ale piłkarska wizja Legii poparta solidnymi zarobkami sprawiła, że Handzlik bez większych rozterek zdecydował się na Warszawę.

Tam jednak nie przebił się do składu, został wypożyczony do Zagłębia Sosnowiec i w pierwszej drużynie Legii nigdy nie zadebiutował. Później grał w Olimpii Grudziądz, a dziś nie może się przebić do składu Warty Poznań. Zresztą po latach Handzlik przyznał, że zamiana Wisły na Legię okazała się skokiem na zbyt głęboką wodę.

Legia - Wisła. To jeszcze nie był policzek

Reklama

Niedługo po nim na zamianę Wisły na Legię zdecydował się Radosław Cierzniak. Co prawda przy Reymonta wracający z zagranicznych wojaży bramkarz miał mocną pozycję, ale pod względem prestiżowym nie był to jeszcze policzek dla krakowian. 

Cierzniak w Wiśle nie rozegrał nawet pełnego sezonu, więc potraktowano go jak najemnika. Historia z nim zakończyła się jednak niesmacznie i dość boleśnie dla krakowian. Gdy ówczesne władze klubu (z Marzeną S. jako prezesem) dowiedziały się, że Cierzniak już podpisał umowę z Legią, to nie chciały rozmawiać o wcześniejszym transferze, tylko przesunęły bramkarza do rezerw. Ten nie czekał więc długo i złożył pozew o rozwiązanie kontraktu. Efekt? Piłkarski sąd przyznał mu rację i umowa została rozwiązana z winy klubu.

Dziś małym pocieszeniem dla kibiców Wisły może być fakt, że przez ponad 5 lat Cierzniak w Legii zagrał raptem 19 spotkań i obecnie przy Łazienkowskiej jest bramkarzem numer 3. 

Z czasem kibice Wisły zaczęli jednak otrzymywać coraz mocniejsze ciosy. Pierwszym było odejściem Krzysztofa Mączyńskiego. Wychowanek z krwi i kości, reprezentant Polski, zawodnik wokół którego miała być budowana nowa Wisły. I zawodnik, który - tak przynajmniej się wydawało - idealnie do tej roli się nadaje.

Zresztą sam Mączyński w Canal+ zapewnił, że nawet w przypadku atrakcyjnej oferty z Legii nie zdecydowałby się na transfer na Łazienkowską. Wszystko okazało się tylko pustymi słowami, gdy w lipcu 2017 r. warszawianie rozpoczęli z nim poważne rozmowy. Nawet sam zawodnik miał naciskać na to, by Wisła go sprzedała, choć po latach twierdził, że to Marzena S. z resztą władz robiła wszystko, by on przy Reymonta nie chciał zostać.

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje