Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (4 pkt.)
  • 2 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (3 pkt.)
  • 5 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (3 pkt.)
  • 8 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)

​Legia Warszawa - Wisła Kraków. Oto piłkarze z Krakowa, którzy nie oparli się stolicy

Grożono im, wyzywano, Kraków opuszczali wyklęci. Do stolicy przyciągały ich pieniądze i piękne piłkarskie wizje, ale okazywało się, że klątwa spod Wawelu ciągle działa... Oto pokręcone historie piłkarzy, którzy zamienili Wisłę na Legię. Dziś mecz Legia - Wisła o godz. 15, relacja w Interii.

Kiedyś było to nie do pomyślenia, bo to Wisła brała kogo chciała i za ile chciała. Przy Reymonta piłkarze mieli jak u Pana Boga za piecem i nie było ich w stanie skusić ani mieszkanie w stolicy, ani tym bardziej pieniądze. W ostatnich latach wiele się jednak zmieniło i gdy Legia naprawdę kogoś z Wisły chciała, to go na ogół go dostawała. 

Kibice z Warszawy mogli śmiać się ze znacznie uboższych w ostatnich latach wiślaków, ale historia pokazuje, że na końcu do śmiechu mogło być także krakowianom. 

W XXI wieku czterech zawodników przeszło bezpośrednio z Wisły do Legii, ale żaden w odwrotnym kierunku. Zaczęło się dość niewinnie, bo od odejścia 18-letniego wówczas Konrada Handzlika. Oczywiście Wisła chciała go u siebie zatrzymać, trener Tadeusz Pawłowski młodemu chłopakowi rysował plan rozwoju, ale piłkarska wizja Legii poparta solidnymi zarobkami sprawiła, że Handzlik bez większych rozterek zdecydował się na Warszawę.

Tam jednak nie przebił się do składu, został wypożyczony do Zagłębia Sosnowiec i w pierwszej drużynie Legii nigdy nie zadebiutował. Później grał w Olimpii Grudziądz, a dziś nie może się przebić do składu Warty Poznań. Zresztą po latach Handzlik przyznał, że zamiana Wisły na Legię okazała się skokiem na zbyt głęboką wodę.

Reklama

Legia - Wisła. To jeszcze nie był policzek

Niedługo po nim na zamianę Wisły na Legię zdecydował się Radosław Cierzniak. Co prawda przy Reymonta wracający z zagranicznych wojaży bramkarz miał mocną pozycję, ale pod względem prestiżowym nie był to jeszcze policzek dla krakowian. 

Cierzniak w Wiśle nie rozegrał nawet pełnego sezonu, więc potraktowano go jak najemnika. Historia z nim zakończyła się jednak niesmacznie i dość boleśnie dla krakowian. Gdy ówczesne władze klubu (z Marzeną S. jako prezesem) dowiedziały się, że Cierzniak już podpisał umowę z Legią, to nie chciały rozmawiać o wcześniejszym transferze, tylko przesunęły bramkarza do rezerw. Ten nie czekał więc długo i złożył pozew o rozwiązanie kontraktu. Efekt? Piłkarski sąd przyznał mu rację i umowa została rozwiązana z winy klubu.

Dziś małym pocieszeniem dla kibiców Wisły może być fakt, że przez ponad 5 lat Cierzniak w Legii zagrał raptem 19 spotkań i obecnie przy Łazienkowskiej jest bramkarzem numer 3. 

Z czasem kibice Wisły zaczęli jednak otrzymywać coraz mocniejsze ciosy. Pierwszym było odejściem Krzysztofa Mączyńskiego. Wychowanek z krwi i kości, reprezentant Polski, zawodnik wokół którego miała być budowana nowa Wisły. I zawodnik, który - tak przynajmniej się wydawało - idealnie do tej roli się nadaje.

Zresztą sam Mączyński w Canal+ zapewnił, że nawet w przypadku atrakcyjnej oferty z Legii nie zdecydowałby się na transfer na Łazienkowską. Wszystko okazało się tylko pustymi słowami, gdy w lipcu 2017 r. warszawianie rozpoczęli z nim poważne rozmowy. Nawet sam zawodnik miał naciskać na to, by Wisła go sprzedała, choć po latach twierdził, że to Marzena S. z resztą władz robiła wszystko, by on przy Reymonta nie chciał zostać.

Mączyński na Wiśle stał się wrogiem numer 1 i przy Reymonta witały go przeciągłe gwizdy oraz wyzwiska. Z tego transferu w Warszawie jednak też do końca nie mogli być zadowoleni. Co prawda w pierwszym sezonie Mączyński był podstawowym zawodnikiem drużyny, która zdobyła mistrzostwo, ale kilka miesięcy później już go przy Łazienkowskiej nie było, bo klub rozwiązał z nim kontrakt. 

Ostatnim, ale równie bolesnym dla krakowian transferem z Wisły do Legii było odejście Carlitosa. To krakowianie wypromowali go w Polsce, to w ich barwach zgarnął koronę króla strzelców i najlepszego strzelca ligi. Hiszpan miał być dla Wisły zabezpieczeniem nie tylko piłkarskim, ale też finansowym. W klubowych szacunkach zapisywano miliony euro z jego transferu, ale wszystko zmieniło się, gdy po Carlitosa zgłosiła się Legia.

Nieudolnie zarządzana Wisła tonęła wówczas w długach po uszy, a sam Carlitos bardzo chciał zmienić otoczenie i... wysokość miesięcznych wypłat. W efekcie opuścił Kraków za zaledwie 500 tys. euro i Legia znów mogła zaśmiać się Wiśle w twarz.

Legia - Wisła. Pieniądze na pocieszenie

Później to jednak warszawiakom nie było do śmiechu. Najpierw w internecie pojawiły się zdjęcia z Krakowa, gdy Carlitos pokazywał odwróconą "elkę", obraźliwy gest wobec legionistów. Później w stolicy przyłapywany był w różnych sytuacjach, w tym na pizzy i piwie. I nie byłoby pewnie w tym nic złego, gdyby Hiszpan dalej strzelał jak na zawołanie, ale jego skuteczność znacznie spadła - z 24 na 16 bramek w sezonie. 

Z kolei u trenera Aleksandara Vukovicia Carlitos grał bardzo mało i odszedł do Al-Wahda ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że Legia dostała za niego sześć razy więcej niż zapłaciła Wiśle. 

Na tym transferze z Wisły Legia solidnie zyskała finansowo, ale z pozostałych piłkarzy pozyskanych z Krakowa już nie może być tak zadowolona. Handzlik w pierwszej drużynie Legii nigdy nie zagrał, Cierzanik występował bardzo mało, a z Mączyńskim szybko przestano wiązać nadzieje. Carlitos piłkarski Warszawy też nie zawojował, ale dał chociaż Legii solidnie zarobić. 

Mecz Legia - Wisła w sobotę o godz. 15, relacje w Interii.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje