Legia Warszawa. Wielki powrót Bogusława Leśnodorskiego?

Choć brzmi to nieprawdopodobnie, wcale nie jest to niemożliwe. Bogusław Leśnodorski i Maciej Wandzel zamierzają odkupić udziały w Legii Warszawa od Dariusza Mioduskiego. Do transakcji może dojść w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Legia Warszawa ma poważne problemy finansowe. Brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy będzie kosztował mistrzów Polski nawet 30 milionów złotych. A legionistom już po porażce z Astaną uciekła sprzed nosa kilkunastomilionowa premia z UEFA za awans do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Pewnym jest, że w sezonie 2017/2018 legioniści zarobią o około 100 milionów złotych mniej niż przed rokiem. Właśnie tyle kasy przyniosła ubiegłoroczna gra w Lidze Mistrzów. Wydawałoby się, że z takimi pieniędzmi można spokojnie planować przyszłość klubu nawet w razie niepowodzeń. Ale nie w tym wypadku. Kasy za grę w Champions League już przy Łazienkowskiej nie ma. Niedługo za to mogą się pojawić kłopoty z płynnością finansową.

Reklama

Dla Mioduskiego to ogromny problem, bo w tej sytuacji nie uda się dopiąć budżetu Legii. Jest jeszcze za wcześnie, aby oszacować braki po stronie wpływów, ale mogą one sięgnąć nawet 50 milionów złotych. Ratunkiem dla mistrzów Polski może być szybka sprzedaż czołowych piłkarzy i renegocjacja wysokich kontraktów. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, bo ciężko spodziewać się wielu chętnych do kupna zawodników, którzy byli gorsi od mistrza Mołdawii czy Kazachstanu. W Warszawie do granic absurdu rozdmuchane są też kontrakty zawodników. Kasper Hamalainen, Tomasz Jodłowiec czy Krzysztof Mączyński inkasują co miesiąc ponad 100 tysięcy złotych, a Artur Jędrzejczyk dwa razy tyle. Do tego na liście płac są też sowicie opłacani zawodnicy, którzy nawet nie trenują z pierwszą drużyną jak np. Michał Masłowski.

Do tej pory nie było to wielkim zmartwieniem, bo stołeczny klub nieprzerwanie od czterech sezonów meldował się w grupowych rozgrywkach europejskich pucharów. Nie było tajemnicą, że środki z UEFA były ważną częścią przy planowaniu kolejnych wydatków. Teraz Legia będzie musiała sobie poradzić bez finansowej kroplówki z europejskiej unii piłkarskiej.

Mioduski wprawdzie wielokrotnie uspokajał, że dziury budżetowe będzie łatał z własnej kieszeni. Ale tak naprawdę nikt nie wie, jak głęboka jest jego kieszeń. Mioduskiego próżno szukać na liście 100 najbogatszych Polaków, ciężko oszacować, jaką kasą sam dysponuje. A ciągłe dokładanie do futbolowego interesu to ogromny wysiłek, o czym najlepiej świadczy przykład Bogusława Cupiała. Szefa Tele-Foniki, którego majątek szacowany jest na około dwa miliardy złotych, nie było stać na ciągłe dosypywanie grosza do kasy "Białej Gwiazdy". Nie zmienia to faktu, że sprzedaż Legii to dla Mioduskiego ostateczność, a już zwłaszcza oddanie klubu swoim byłym wspólnikom.

Nie jest tajemnicą, że Leśnodorski z Wandzelem tak naprawdę nigdy nie pogodzili się z utratą wpływów w klubie i okres rządów Mioduskiego traktują jako przejściowy. To z tego powodu nie zdecydowali się zainwestować w Zagłębie Sosnowiec, choć rozmowy w sprawie przejęcia kluby były bardzo zaawansowane. Do tego mogli liczyć na sporą pomoc miasta, które chciało mocno zaangażować się w budowę silnej piłkarskiej drużyny w Sosnowcu. Nic z tego nie wyszło, bo obaj stracili dość niespodziewanie stracili zapał do przejęcia Zagłębia. Według plotek, chcieli przeczekać pierwszą fazę rządów Mioduskiego i w odpowiednim momencie wrócić do gry.

Co jednak najważniejsze, Wandzel z Leśnodorskim dysponują odpowiednim kapitałem, żeby znów rządzić Legią. Teraz czekają na właściwy moment, żeby złożyć ofertę. Sami na sprzedaży swoich udziałów klubie z Łazienkowskiej w marcu tego roku zarobili 50 milionów złotych. Do tego Wandzel to prężnie działający biznesmen. Jest prezesem i jednym z głównych udziałowców notowanej od 20 lat na Giełdzie Papierów Wartościowych spółki Soho Develompent (najwięcej akcji posiada zarejestrowana na Cyprze spółka). To fundusz inwestycyjny zajmujący się m.in. deweloperką. Niedługo firmę, której Wandzel jest prezesem czeka kolejny potężny zastrzyk gotówki. Soho Development zamierza sprzedać pięciohektarową działkę w centrum Soho Factory,. Za grunty oczekuje 100 milionów złotych, choć z tego co słyszeliśmy od osób zorientowanej w branży deweloperskiej, zgodzi się na kwotę nawet do 40 procent niższą.  A to tylko skromna część majątku, jakim dysponuje Soho Develompent. Firma jest właścicielem ogromnych gruntów na warszawskim Kamionku. Do tego w portfelu inwestycyjnym firmy znajdują się m.in. znane marki odzieżowe - Próchnik i Rage Age.

Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje