Reklama

Reklama

Legia Warszawa. W oczekiwaniu na trenera Adama Nawałkę

W Legii marazm. Po katastrofalnym początku sezonu, nikt nie zawraca sobie głowy meczem z Koroną. Dean Klafurić tłumaczył dziś dziennikarzom, skąd wziął się przy Łazienkowskiej kryzys. Jednak czy jakiekolwiek słowa zdołają uratować posadę Chorwatowi? W Warszawie wróble coraz głośniej ćwierkają o zmianie, która ma nastąpić na początku sierpnia.

W meczu ze Spartakiem dziesięciu piłkarzy dopadł wirus. - Nie możesz grać na sto procent, kiedy jesteś chory - bronił trenera na przedmeczowej konferencji Marko Vesović. Tyle że Legia gra słabo niezależnie od tego czy jest zdrowa, czy jest chora. Po trzy gole strzelili legionistom zawodnicy Arki i Zagłębia. W sparingach do siatki mistrzów Polski trafił nawet piłkarz Mazura Karczew. Mazur Karczew gra na piątym poziomie rozgrywkowym.

Klafurić broni ustawienia 3-5-2, jak niepodległości. Na nic seria bezlitosnych weryfikacji, która obnażyła wszystkie niedoskonałości tego systemu, jeśli próbuje grać nim zespół ze stolicy. A wniosek z nich płynie prosty. Legia tym systemem grać nie potrafi. I do najbliższego meczu na pewno się go nie nauczy. Zagram tak, żeby wygrać - odpowiedział wymijająco Chorwat, po raz setny pytany, czy zlituje się i wystawi do składu czwartego obrońcę. - Po przerwie do treningów wrócili Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk. Będziemy mogli z nich skorzystać w najbliższych spotkaniach - tłumaczył Klafurić długą absencję obu obrońców przy Łazienkowskiej, nawet jeśli wziąć pod uwagę mecze reprezentacji.

Reklama

- Gramy w największym klubie w Polsce, który jest stworzony do zwycięstw - mówił z przekonaniem Vesović, zapewniając, że mimo serii porażek atmosfera w szatni jest dobra. O tym, czy po meczu w Kielcach nastrój jednak nie zmieni się na gorszy przekonamy się w sobotni wieczór. Jeśli Legia wygra, Klafurić rozstanie się z pracą w odrobinę lepszym humorze.

AD

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL