Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 7 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (10 pkt.)

Legia Warszawa - Real Madryt bez kibiców. Jeszcze nie wszystko stracone

Zamknięty stadion na mecz z Realem Madryt i 80 tysięcy euro grzywny - to kara, jaką nałożyła na Legię UEFA za zachowanie kibiców podczas meczu z Borussią Dortmund. Przedstawiciele mistrzów Polski nie tracą jednak nadziei, że spotkanie z „Królewskimi” odbędzie się z udziałem publiczności. - Szykujemy odwołanie - powiedział Seweryn Dmowski, dyrektor ds. komunikacji Legii.

Jednak "Jude" a nie "Nutte" - tak najkrócej można podsumować to, co Legia próbowała tłumaczyć przez ostatnie dni przedstawicielom UEFA. Chodzi o przyśpiewkę kibiców z Żylety, którzy podczas meczu zaczepnie zwracali się do fanów z Niemiec. Gwoździem do trumny okazał się raport FARE, organizacji tropiącej przejawy rasistowskie i ksenofobiczne zachowania na trybunach.

Przedstawiciele FARE mieli przesłać do UEFA nagranie z trybuny południowej, na którym wyraźnie słychać, że na stadionie słychać, jak kibice śpiewają "Jude", Legia odpowiedziała nagraniem z trybuny północnej. Tam z kolei wyraźnie słychać "Nutte". Wydaje się, że podobne wrażenia miał też delegat UEFA, który nie opisał w swoim raporcie rasistowskich zachowań kibiców.

Reklama

Później na stronie UEFA pojawiła się informacja, iż "dochodzenie w sprawie rasistowskiego zachowania zostało zamknięte", ale nie wpłynęło to na wymiar kary.

To ma być jeden z głównych punktów zaczepienia Legii w procedurze odwoławczej. - Sprawa nie jest zamknięta. Pracujemy pełną parą, aby udowodnić, że pierwotna interpretacja zdarzeń na stadionie była prawidłowa. Delegat meczowy nie potraktował zachowania kibiców jako rasistowskie. Naszym zdaniem to zgodne z prawdą, będziemy tego dowodzić przed instancjami odwoławczymi. Naszym zdaniem zachowanie kibiców na trybunie północnej, inspirowane przez prowadzących dopingów nie miało charakteru dyskryminacyjnego - powiedział Dmowski.

Przedstawiciel Legii przyznał, że drakońska kara jest efektem fatalnej opinii, jaką stołeczny klub ma w Europie. - Ale od lat czynimy też starania, aby to zmienić. Osoby, które łamały prawo podczas meczu z Borussią, nie są kibicami Legii, bo kibic nigdy nie działa na szkodę swojego klubu. Do tej pory wydaliśmy około 60 zakazów stadionowych. Ci ludzie już nigdy nie wejdą na mecz Legii - zapewnił Dmowski.

Przy Łazienkowskiej nie podjęto jeszcze decyzji co do zwrotu pieniędzy za bilety sprzedane na spotkanie z Realem. - Cały czas mamy nadzieję, że kibice obejrzą to spotkanie z trybun.  Czy zdążymy do 2 listopada? Wierzymy, że tak. Regulamin nie przewiduje nieprzekraczalnego terminu odwołania. Wiedząc jednak, jak to było rozpatrzone w przeszłości, mamy nadzieję, że decyzja zapadnie przed meczem z Realem. Zdarzało się już, że UEFA zmieniała decyzję o zamknięciu stadionu. Liczymy na to, że tak będzie też tym razem - dodał Dmowski.

Krzysztof Oliwa


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje