Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Legia Warszawa po historyczne zwycięstwo

Bojowe nastroje w ekipie mistrzów Polski. Przed niedzielnym meczem z Jagiellonią Białystok, legioniści zapowiadają komplet punktów i grę przynajmniej na takim poziomie, jak w wygranym 3-0 spotkaniu w Zabrzu z Górnikiem.

Ewentualna wygrana zapisze się w klubowych annałach. Jak na razie licznik zwycięstw legionistów stanął na liczbie 999. Trzy punkty w spotkaniu z Jagiellonią oznaczać będą tysięczny triumf w historii występów w lidze. - To fajna sprawa, ale ja bardziej mam w głowie mecz z "Jagą" sprzed dwóch lat. Zremisowaliśmy wtedy na własnym stadionie, potem przegraliśmy w Gdańsku z Lechią i straciliśmy niemal pewny tytuł mistrza Polski. Wciąż pamiętam rywalom tamten mecz i zamierzam się odegrać - zapowiada Miroslav Radović.

"Rado" to w tej chwili najjaśniejszy punkt drużyny, mimo że trener Henning Berg zmienił jego rolę na boisku. W meczu z Górnikiem Serb z polskim paszportem występował w ataku. - Radović strzelił dwa gole i widać, że był to udany manewr. Wcześniej występował jako ofensywny pomocnik, więc tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy w sposobie gry. Radović to bardzo ważny piłkarz w mojej drużynie i cieszę się, że mogę na niego liczyć także w kontekście gry na innych pozycjach - chwali swojego podopiecznego Henning Berg.

Reklama

Jak na  razie to jeden z najbardziej udanych sezonów Serba w Polsce. W swoim dorobku ma już osiem goli. Do wyrównania rekordu z sezonu 2010/11 brakuje mu jeszcze tylko jednego trafienia. - Najważniejsze dla mnie jest mistrzostwo Polski, ale wiem, że ułatwię osiągnięcie tego celu strzelając gole. Dlatego bardzo mnie ucieszą kolejne trafienia - przyznaje piłkarz.

W niedzielę Radović będzie odpowiedzialny za strzelanie goli razem z Orlando Sa. Przy Łazienkowskiej twierdzą, że 26-letni Portugalczyk spisze się lepiej niż w meczu z Górnikiem. - On naprawdę ma papiery na grę. Widać u niego duże umiejętności. Debiut może nie powalił na kolana, ale nie zapominajmy, że dopiero co trafił do nowego kraju i polskiej ligi, która jest bardzo specyficzna. Jestem pewien, że będziemy mieli z niego dużo pożytku - mówi pewnym głosem Serb.

Wtóruje mu Berg, który widząc zasuwającego na treningach Portugalczyka uśmiechał się od ucha do ucha. - Pracował bardzo solidnie i to na pewno zaprocentuje. W poprzednim tygodniu głowę zajmowało mu dopinanie transferu, przeprowadzka, podróż na Cypr. Teraz wreszcie mógł skupić się tylko na futbolu - przekonuje Norweg.

Drużyna z Białegostoku przyjeżdża do Warszawy w kiepskich humorach. W dwóch meczach zdobyli tylko punkt. - Ostatnio nie idzie im najlepiej i na pewno cofną się głęboko na swoją połowę i my będziemy musieli prowadzić grę, uważając na kontrataki - twierdzi Berg. Zdaniem Norwega największe zagrożenie pod bramką Legii może stanowić Dani Quintana.

Kompletując skład na mecz Berg będzie musiał sobie poradzić bez Władimera Dwaliszwiliego, który jeszcze nie odpokutował kary za czerwoną kartkę w spotkaniu z Koroną. Niepewny także jest występ Bartosza Bereszyńskiego. 21-letni obrońca w zeszłym tygodniu złamał nos i choć normalnie trenuje już z drużyną, to o jego grze w niedzielę zdecydują lekarze.

Początek meczu Legia - Jagiellonia w niedzielę o godz. 18.00.

Autor: Krzysztof Oliwa

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Typuj wyniki spotkań T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL