Legia Warszawa - Piast Gliwice 1-1 w 20. kolejce Ekstraklasy

To już pewne. Przed ostatnią zimową kolejką Piast Gliwice nadal będzie miał pięć punktów przewagi nad Legią Warszawa i zimę spędzi w fotelu lidera Ekstraklasy. Mecz na szczycie zakończył się remisem, choć komplet punktów powinien powędrować do gości. Legia - Piast 1-1.

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, tabelę, terminarz

Reklama

- Musimy pokonać Piasta, to wtedy, wybiegając nieco w przyszłość, możemy spędzić zimę na pierwszym miejscu w tabeli - mówił w piątkowe popołudnie Igor Lewczuk. Było to równanie z wieloma niewiadomymi, bo wicemistrzowie Polski tracili do lidera aż pięć punktów. Podstawowy warunek nie został spełniony już pierwszej nadarzającej się okazji, Legia nie potrafiła pokonać lidera przed własną publicznością.

Jakkolwiek nie skończy się sezon zasadniczy, to legioniści na koniec i tak będą mieli gorszy bezpośredni bilans od Piasta. W połowie sierpnia wicemistrzowie Polski prowadzeni jeszcze przez Henninga Berga przegrali w Gliwicach 1-2. Wtedy było odbierane to jako spora niespodzianka, a Piasta traktowano trochę jako chwilową atrakcję, która chociaż na moment odłoży na bok rywalizację legionistów z Lechem.

Okazało się, że niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością. Ślamazarna Legia nieudolnie próbuje dogonić sensacyjnego lidera, a Lech jeszcze niedawno był ostatni w tabeli. Teraz to Piast rozdaje karty i nie ma się czemu dziwić. Jeśli ktoś sądził, że to przypadkowy lider i Legia z łatwością pokaże mu miejsce w szyku, to srogo się rozczarował.


W niedzielny wieczór to Piast bardziej od legionistów zasłużył na komplet punktów. W pierwszej, wyrównanej połowie to goście byli w stanie stworzyć więcej groźnych sytuacji pod bramką Duszana Kuciaka. Najlepszą z nim zmarnował Bartosz Szeliga. Z kolei Legia lepiej wyglądała przez spory fragment drugiej połowy. To wtedy wicemistrzowie Polski objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym na bramkę uderzył Nemanja Nikolić, a piłkę z linii tak niefortunnie wybijał Patrik Mraz, że trafił w Herberta i futbolówka zatrzepotała w siatce Jakuba Szmatuły.

Legioniści starali się pójść za ciosem, ale zwyczajnie brakowało im jakości w ofensywie. Bardzo niemrawo wyglądały skrzydła. Michał Kucharczyk i Ivan Trickovski jako pierwsi powędrowali na ławkę rezerwowych. Mógł ich zmienić Michał Żyro, ale jest pokłócony z działaczami i najprawdopodobniej nie zagra już w barwach Legii. 

Z kolei Piast powoli zwierał szyki po straconym golu i sukcesywnie dążył do swego. Mijały minuty, a gra odsuwała się spod bramki gości i przenosiła się w środkowe rejony. Po chwili i tę strefę boiska  opanowali podopieczni Radoslava Latala, raz po raz zaczynając zagrażać bramce Kuciaka. Słowak w końcu skapitulował na jedenaście minut przed końcem. Dośrodkowanie Mraza zamienił na gola celnym strzałem głową Gerard Badia. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że Badia był najniższym zawodnikiem na boisku. 


Legia próbowała strzelić zwycięskiego gola, ale kolejne próby było wyjątkowo nieudolne. Wystarczy powiedzieć, że wojskowi najlepszą okazję do gola mieliby, gdyby pomylił się sędzia Szymon Marciniak. W końcówce Nikolić padł w polu karnym i z nadzieją spojrzał w stronę arbitra. Nic z tych rzeczy. Sędzia nie dał się nabrać i spotkanie skończyło się remisem.

Krzysztof Oliwa, Warszawa

Legia Warszawa - Piast Gliwice 1-1 (0-0)

Bramki: 1-0 Nemenja Nikolic (62.), 1-1 Gerard Badia (79.-głową).

Żółte kartki: Legia - Ondrej Duda, Guilherme, Igor Lewczuk, Michał Kucharczyk. Piast - Kamil Vacek.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 21 191. 

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Piast Gliwice

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje