Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 6 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 7 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 8 .Cracovia (1 pkt.)

Legia Warszawa. ​Mariusz Piekarski: Legię zgubiła pewność siebie

- Legię zgubiła pewność siebie. Trener Berg i zawodnicy zbyt szybko uwierzyli, że nikt nie zabierze im tytułu. Lech zdobył mistrzostwo, bo widział, że Legia nie jest taka straszna, jak ją malują - mówi w rozmowie z Interią były piłkarz stołecznego zespołu, Mariusz Piekarski.

Ekstraklasa. Znamy terminarz nadchodzącego sezonu - kliknij tutaj!

Interia: Legia jesienią grała znakomicie w europejskich pucharach, a na wiosnę irytowała nieporadnością. Z czego wynikała ta słabość warszawskiego zespołu w ostatnich miesiącach?

Mariusz Piekarski: - Legię zgubiła pewność siebie. Trener Berg i piłkarze zbyt szybko uwierzyli, że nikt nie jest w stanie im zagrozić. Jesienią Legia zgubiła trochę punktów, ale wtedy przeciętnie spisywał się także Lech. Na wiosnę "Kolejorz" był już mocniejszy, a stołeczna drużyna nie potrafiła złapać swojego rytmu. Każde ligowe zwycięstwo Legii na wiosnę okupione było męczarniami.

Reklama

Jak duże znaczenie miało dla Legii odejście Radovicia?

- Piłkarze przychodzą i odchodzą. Nie można zwalać wszystkiego na odejście Serba, bo taka jest kolej rzeczy. Do Legii przyszedł za niego Masłowski, w klubie był Duda. Moim zdaniem, stołeczny zespół nawet bez Radovicia powinien był wygrać tytuł.

Tym razem jednak kibice będą musieli zadowolić się Pucharem Polski...

- No właśnie. Chociaż sądzę, że ten Puchar przyniósł Legii więcej szkody niż pożytku. W finale na Stadionie Narodowym Lech - mimo porażki - zobaczył, że Legia wcale nie jest taka straszna, jak ją malują. Kilka dni później w spotkaniu ligowym "Kolejorz" zagrał bez kompleksów i pokonał Legię. Przegrany finał na Narodowym wskazał Lechowi drogę do mistrzostwa.

Działacze podjęli dobrą decyzję pozostawiając na stanowisku trenera Henninga Berga?

- To jest bardzo dobra decyzja. Ucieszyłem się, kiedy dotarła do mnie informacja, że Berg zostaje, bo Norweg ma teraz wiele do udowodnienia. Kibicom, krytykom, także sobie. Przyszły sezon to będzie dla niego szansa na to, by pokazać, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

- W ostatnich miesiącach Berg przekonał się, że Legia jest klubem wyjątkowym. Na mecze ze stołeczną drużyną rywale szczególnie się mobilizują. Legii każdy chce zabrać punkty, w meczu z Legią każdy chce sprawić niespodziankę. Trudno się na to obrażać. Fakty są przecież takie, że Legia to najbogatszy i najbardziej medialny klub w Polsce. W przyszłym sezonie Berg będzie musiał się z tym zmierzyć.

Doświadczenie, jakim był zeszły sezon, sprawi, że Norweg stanie się lepszym trenerem?

- Oczywiście. Berg wie już o Ekstraklasie znacznie więcej. Nie sądzę, by w nadchodzących rozgrywkach powtórzyła się sytuacja z rundy jesiennej, kiedy Norweg rotował składem bez opamiętania. Nie wyobrażam sobie także tego, żeby już w październiku czy listopadzie niektórzy zawodnicy byli oszczędzani z powodu zmęczenia. Ronaldo i Messi jakoś sobie radzą, grają po 60 meczów w sezonie, więc nasi piłkarze też mogą grać tak długo, jak starczy paliwa.

- Jako były piłkarz nie chciałbym być w takiej sytuacji, że gram w pucharach, a trzy dni później w meczu ligowym odpoczywam. Rytm meczowy jest bardzo ważny dla utrzymania wysokiej formy. Nie rozumiem tego cackania się z zawodnikami i drżenia o to, by przypadkiem się nie przemęczyli. Jest to dla mnie troszeczkę dziwne. Jak można oszczędzać kogoś dwa tygodnie, żeby zagrał w meczu Ligi Europejskiej?

Legia pożegnała się już z Astizem, Dossą Juniorem, Helio Pinto i Orlando Sa. Będzie panu brakowało któregoś z tych graczy?

- Nie bardzo. Żaden z nich, może poza Orlando, nie wniósł do Legii szczególnie wiele jakości. Za to praktycznie każdy w ostatnim sezonie zmagał się z kontuzjami i wahaniami formy.

Czyli za tymi graczami pan nie zatęskni?

- Jeśli już, to tylko za Orlando Sa. Ten zawodnik naprawdę potrafi grać i strzelać bramki, ale u Berga zbyt często nie występował i musiała być w nim także jakaś wina.

Skoro piłkarskie umiejętności były na miejscu, to czego mu zabrakło?

- Głowy! Dobry piłkarz to nie tylko sprawne nogi, ale także poukładana głowa. U Orlando to drugie chyba zawiodło i dlatego musiał pożegnać się z Legią. Szkoda, bo umiejętności miał... nie powiem, że bardzo duże, ale na pewno wystarczające, by być gwiazdą naszej ligi.

- A jednak nie było zbyt wiele meczów, w których Portugalczyk grał na miarę potencjału. Właściwie tylko w spotkaniu Ligi Europejskiej z Trabzonsporem w Warszawie (2-0 dla Legii - red.) zadecydował o losach spotkania. Poza tym był jednym z wielu. Jeśli to prawda, że Legia dostanie za niego od Reading 1,5 mln euro, to uważam, że stołeczny zespół ubije dobry interes. Pozbywa się w końcu gracza, który w ubiegłym sezonie głównie siedział na ławce.

Za niego przychodzi Nemanja Nikolić, który statystyki ma imponujące. Poradzi sobie jako główna strzelba "Wojskowych"?

- Mam taką nadzieję. Jeśli będzie miał "nogi" Orlando Sa i dołoży do tego ambicję i charakter, to Legia będzie miała z niego wiele pożytku.

Michał Pazdan to dobry wybór na pozycję stopera?

- Tak. Mocna obrona powinna być fundamentem każdego silnego zespołu. Legia ma najlepszego, w moim odczuciu, bramkarza w lidze - Duszana Kuciaka. Do tego Kubę Rzeźniczaka solidnego na stoperze. Teraz dochodzi Pazdan, który w ostatnim sezonie pokazał, że jest czołowym stoperem ligi.

- Jego atutem będzie to, że jest Polakiem, a więc nie będzie miał bariery komunikacyjnej z innymi zawodnikami. Wie, "z czym się je" Ekstraklasę i zdaje sobie sprawę z tego, że ciśnienie na tytuł w Legii będzie ogromne.

Zdaje sobie sprawę, ale czy udźwignie presję? Dariusz Dziekanowski pisał ostatnio w "Przeglądzie Sportowym", że Pazdan może mieć z tym problemy...

- Nie podzielam zdania Darka. Z piłkarzami jest tak, że dobre występy dodają im pewności, uskrzydlają. Michał ma za sobą udane półrocze, w dodatku ze świetnym zakończeniem - w czerwcu pokazał przecież, że może przydać się nawet reprezentacji. Jeśli utrzyma dobrą formę w pierwszych meczach nadchodzącego sezonu, to będzie wartościowym wzmocnieniem Legii.

- Jeśli zacznie dobrze, to na pewno się nie spali. To już nie jest młodzieniaszek, któremu będą chwiały się nogi. Wyjdzie mu jeden-dwa mecze na początku sezonu i nabierze pewności. Polskie kluby wcześnie zaczynają grę w pucharach i Pazdan szybko będzie miał okazję pokazać kibicom, że potrafi grać. Ważne, żeby pokazał, że stać go na regularne występy na wysokim poziomie. Jeśli tak będzie, to Legia zyska obrońcę na lata.

Zanosi się na to, że w lecie z Legii odejdzie Ondrej Duda. Jaka przyszłość czeka tego zawodnika?

- To twardy orzech do zgryzienia. Duda umiejętności pokazał tak naprawdę tylko jesienią, kiedy Legia grała świetnie w Lidze Europejskiej. Słowak pokazał wielki potencjał i chyba każdy widział, że jesienią był - obok Miroslava Radovicia - najlepszym obcokrajowcem w naszej lidze. Biorąc pod uwagę, że miał wtedy ledwie 19 lat, to jego gra wyglądała imponująco. Miło się na niego patrzyło i byłem zaskoczony, jak Legii udało się sprowadzić taki ogromny talent.

- Transfer do mocniejszego klubu może sprawić, że Duda się "odblokuje" i znowu zacznie grać na swoim najwyższym poziomie, bo wiosna w jego wykonaniu była słaba. Liczę na to, że kiedy dojrzeje emocjonalnie - bo w rundzie wiosennej kilka razy zachowywał się nieodpowiedzialnie - to zdoła ustabilizować formę na wysokim poziomie. To może być piłkarz dużego formatu.

Mówi się, że Słowak jest blisko przejścia do Interu Mediolan. Czy to nie będzie skok na zbyt głęboką wodę?

- Nie patrzmy na to od tej strony. Z lepszymi piłkarzami gra się łatwiej. W Interze nie ma przypadkowych zawodników, a ciężar gry nie spoczywałby tylko na barkach Dudy, tak jak bywało w Legii. Jestem pewien, że Słowak ma umiejętności, żeby grać w Interze.

Rozmawiał Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje