Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Legia Warszawa. Magiera wciąż nie może liczyć na nowych napastników

Tomasz Necid nie wystąpi w sobotnim meczu 27. kolejki LOTTO Ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa a Pogonią Szczecin. Jego wypożyczenie dobiega końca za dwa miesiące. Jak na razie ściągnięcie go z Turcji, to największa pomyłka Legii od lat.

Necid przyszedł do Warszawy z łatką uznanego reprezentanta Czech, mającego za sobą występy na Euro 2016. Zadanie postawiono przed nim trudne - zastąpienie Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia. Mało kto spodziewał się jednak, że Czech będzie grał taką "kaszanę". Po raz ostatni był widziany na boisku w meczu z Termalicą Nieciecza. "Był widziany" to dobre określenie, bo użycie słowa "grał", byłoby sporym nadużyciem. Czech w każdym swoim występie ruszał się po boisku z gracją TIR-a z naczepą, był wolny, ociężały, a przede wszystkim nieskuteczny. Od jego ostatniego występu minął już ponad miesiąc. Kiedy wróci? 

Reklama

- Tomasz Necid trenuje na razie indywidualnie. Za około tydzień powróci do drużyny więc będzie czas, aby go wkomponować do drużyny. Chciałbym mieć komfort wyboru, a gole i asysty różnych zawodników taki komfort mi dadzą. Mam nadzieję, że jak będziemy grali najważniejsze mecze, to on strzeli decydującą bramkę - przyznał Magiera. Nie zmienia to faktu, że dni Czecha są policzone. Z końcem maja kończy się jego wypożyczenie z tureckiego Bursasporu i tylko ktoś niespełna rozumu zdecydowałby się wyłożyć kasę na transfer definitywny. Jego bilans w Legii wygląda żenująco - pięć meczów, zero goli i zaledwie 269 minut spędzonych na boisku.

Równie koszmarnym niewypałem okazało się ściągnięcie innego "napastnika" Daniela Chukwu. Na razie Nigeryjczyka prędzej można zobaczyć na boisku w trzecioligowych rezerwach, niż nawet w meczowej osiemnastce mistrzów Polski. Kolejnym grającym piach piłkarzem jest Waleri Kazaiszwili. Odkąd Magiera został trenerem Legii, akcje Gruzina wyraźnie spadły. A że od początku jego pobytu w klubie nie były zbyt wysokie, to "Kaza" nie zawsze łapie się do meczowej osiemnastki. 

- Grał w sparingach, grał z Arką, Ajaksem, on wie, nad czym ma pracować. Oczekiwać trzeba od niego więcej goli i asyst. To była moja decyzja, że nie pojedzie do Gdańska. Mam nadzieje, że to da mu do myślenia. Ma przeogromne umiejętności. Gdyby maksymalnie to wykorzystał, byłby graczem światowego formatu. Ma pracować. Mam nadzieję, że pomoże Legii. Wszystko w jego nogach i głowie. Rozmawiamy dużo, aby jego wiedza na temat moich oczekiwań była jak największa. Ma szansę jutro, być może w pierwszym składzie - mówił Magiera.

To jednak tylko mydlenie oczu, bo szkoleniowiec mistrzów Polski wie, że jakość w ofensywie zagwarantują mu tylko "starzy" legioniści. Mowa tu o Miroslavie Radoviciu i Michale Kucharczyku. Choć żaden z nich nie jest środkowym napastnikiem, to właśnie z braku laku oni muszą grać na tej pozycji. Ten wariant, jak na razie się sprawdza. W ostatnim meczu, kiedy "Rado" nie dawał rady, zluzował go "Kuchy", który zdobył dwie bramki, a Legia wygrała w Gdańsku z Lechią 2-1. Wcześniej do siatki trafiał 33-letni Radović. To jego gol dał minimalną wygraną nad Wisłą Kraków.

Krzysztof Oliwa

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Necid | Daniel Chima Chukwu | Jacek Magiera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje