Reklama

Reklama

Legia Warszawa. Czy to będzie przełom?

Wygrywając w niedzielę 3-0 ze Śląskiem we Wrocławiu Legia odniosła dopiero trzecie zwycięstwo z drużyną pierwszej ósemki Ekstraklasy. Czy to będzie przełomowe zwycięstwo dla warszawskiej drużyny?

W połowie października podejmowała u siebie Lecha Poznań. Przed spotkaniem i tuż po jego rozpoczęciu atmosfera była napięta. Kibice przez kilkanaście minut wyrażali dezaprobatę wobec władz klubu i piłkarzy zniecierpliwieni ostatnimi porażkami (z Piastem Gliwice i Lechią Gdańsk) i widmem nieudanego sezonu.

Na początku drugiej połowy Lech objął prowadzenie. Przez kilka minut wydawało się, że kryzys sportowy i wokół klubu się pogłębi. Ale mimo niesprzyjających zewnętrznych okoliczności i wyniku drużyna się podniosła. Bramki Arvydasa Novikovasa i 18-letniego debiutanta Macieja Rosołka dały Legii zwycięstwo. Trener Aleksandar Vuković przyznał niedawno, że to jedna z najbardziej wartościowych wygranych w sezonie, która skonsolidowała jego zespół.

Reklama

To potem przyszło spektakularne zwycięstwo 7-0 z Wisłą Kraków, passa pięciu kolejnych (łącznie z Lechem) wygranych meczów. Legia rozwinęła skrzydła szczególnie na własnym stadionie. Na Łazienkowskiej grała z polotem. W trzech meczach z rzędu w stolicy strzeliła 16 goli, tracąc jednego. Przeszła też dwie rundy Pucharu Polski co prawda z drugoligowcami, ale jednym wyjątkowym - Widzewem Łódź, który nawet w piłkarskich zaświatach potrafi narobić kłopotu "odwiecznemu" rywalowi.

W czasie tej złotej jesieni Legia miała jednak wielce znaczącą wpadkę. Uległa w Szczecinie Pogoni 1-3. To druga porażka z tą drużyną w tym sezonie, która jest teraz niespodziewanym liderem ligi. W dotychczasowych spotkaniach z drużynami czołówki legioniści nie radzili sobie jak na faworyzowany zespół ligi przystało - zremisowali u siebie ze Śląskiem, przegrali z Lechią, Piastem i Wisłą Płock. Pokonali jedynie Lecha i Cracovię, aż teraz przyszło dopiero trzecie zwycięstwo na dziewięć takich spotkań - ze Śląskiem.

We Wrocławiu momentami drużyna ze stolicy zaprezentowała się tak jak w wygranych z Wisłą czy Górnikiem Zabrze spotkaniach na Łazienkowskiej. Jej piłkarze byli pewni tego, co robią, chcieli zwycięstwa za wszelką ceną, znaleźli po to odpowiednie środki. Dużą jakość po raz kolejny pokazali Brazylijczyk Luquinhas, Paweł Wszołek, Jose Kante w ataku. W kluczowym momencie (obrona karnego) nie zawiódł bramkarz Radosław Majecki, kolejny egzamin dojrzałości zaliczył młody obrońca Michał Karbownik.

Legia zbiera owoce mocnego budżetu, bo ma szeroki skład dzięki któremu bez problemu trener może zastąpić kontuzjowanego Cafu, chorego Arvydasa Novikovasa i stać go na posadzenie na ławkę Jarosława Niezgody. Ale klub otrzymuje też nagrodę za cierpliwość. Za to, że nikomu nie przyszło do głowy, by zwolnić serbskiego szkoleniowca po kryzysie z sierpnia i września. Pod jego ręką drużyna się rozwija, coraz lepiej się rozumie, jej piłkarze lubią ze sobą grać.

Do końca roku Legia ma dwa mecze do rozegrania. Najbliższy w sobotę z drużyną z pierwszej ósemki - Wisłą Płock. Dobry rywal, by zrewanżować się za porażkę w pierwszej rundzie i pokazać, że zwycięstwa z czołowymi klubami - takie ja to we Wrocławiu - są dla bijącego się o mistrzostwo Polski zespołu, z najwyższym budżetem w lidze normalnością, a nawet formalnością.

Olgierd Kwiatkowski

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy

  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL