Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (10 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (10 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (9 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 8 .Legia Warszawa (6 pkt.)

Legia Warszawa. Artur Boruc: Dopóki nie poznałem, był nim prezes Boniek

Artur Boruc udzielił klubowej telewizji pierwszego wywiadu po powrocie do Legii Warszawa. Mówił o początkach kariery, grze w reprezentacji Polski, występach za granicą. Nie szczędził żartów i złośliwości.

Na pytanie, kogo najbardziej szanował w historii reprezentacji Polski, po chwili zastanowienia 40-letni bramkarz odpowiedział z uśmiechem: - Dopóki nie poznałem, to był nim pan prezes Boniek. Boruc natychmiast dodał, że to żart. Na tym ta kwestia została zakończona.

Reklama

W rozmowie przeprowadzonej w muzeum Legii, w otoczeniu licznych pamiątek związanych z tym piłkarzem, padło też pytanie o jeden z eksponatów - koszulkę z pożegnalnego meczu w kadrze z Urugwajem. - Czy to pożegnanie to była propozycja nie do odrzucenia? - Obiecałem, że nie będę tego używał w każdym bądź razie - pomidor. Nie rozmawiajmy o sprawach niejasnych, również dla mnie - odpowiedział 65-krotny reprezentant kraju.

Bramkarz Legii wspominał trudne okresy gry w reprezentacji, a takich nie brakowało. Był zdyskwalifikowany po meczu z Ukrainą w 2008 roku, po którym imprezował z Dariuszem Dudką i Radosławem Majewskim. Bawił się podczas wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Gdzie było weselej? - Nie pamiętam, byłem zupełnie pijany. Atmosfera była wtedy bardzo fajna w reprezentacji. Byli ludzie, którzy pamiętali czasy, w których nie było problemu, by pozwolić sobie na jedno piwo po meczu - mówił Boruc.

Przyznał, że to właśnie głównie w reprezentacji miał wpadki, a nie w klubach. - W klubach to się bardzo ładnie wyciszało. (W kadrze) wydawało mi się, że mogę trochę więcej. Były pioruny. Z perspektywy czasu, to było niepotrzebne - dodał były reprezentant.

Z selekcjonerów bramkarz najgorzej wspomina współpracę z Franciszkiem Smudą. - Okres za trenera Smudy to był czas, kiedy ja bardzo chciałem, z drugiej on bardzo nie chciał. Poziom sportowy nie miał znaczenia. Nie kliknęło na początku naszej znajomości w Legii, kiedy byłem młodym niedoświadczonym zawodnikiem - opowiadał Boruc. - Ale zostawmy trenera Smudę. Życzmy mu wszystkiego dobrego - dodał.

Zawodnik mistrzów Polski szczerze wyznał, że nie chciałby udzielać rad młodym polskim zawodnikom wyjeżdżającym do zagranicznych klubów. - Nigdy nie byłem tytanem pracy. Nie jestem dobrym przykładem. Miałem dużo szczęścia, że na swojej drodze poznałem takich trenerów jak Jacek Kazimierski, Krzysztof Dowhań. Mam wrażenie, że (przechodząc do zagranicznych klubów) brakuje nam trochę pewności siebie, że ten dobry zawodnik ginie za granicą w szarości. Z drugiej strony zawodnicy czasami oceniają siebie zbyt wysoko i spada im pracowitość - ocenił Boruc.

Pytany o to, jak długo chce kontynuować karierę, 40-letni bramkarz mówił, że nie myśli o jej zakończeniu. - Jestem w piłce. Cieszę się, bo nie wiem, co mógłbym robić innego w życiu, co dawałoby mi wiatru w plecy - odpowiedział. Dodał, że bardzo chciałby zdobyć z Legią jeszcze parę medali. Przed wyjazdem z Polski w 2005 roku jako 25-letni zawodnik zdążył z klubem z Łazienkowskiej sięgnąć po jeden tytuł mistrzowski i wygrał Puchar Ligi.

ok

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje