Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Legia stara się, aby... nie zatrudnić Papszuna

W czwartkowy wieczór Legia rozegrała przedostatni mecz w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Przypomnijmy: w Anglii przegrała 1-3 z Leicester. Przypominam, bo mam wrażenie, że po tym spotkaniu (a nawet już w jego trakcie), więcej mówiło się wywiadzie, którego właściciel klubu udzielił oficjalnej stronie internetowej. A skoro taki wywiad ukazuje się w klubowych mediach, to wiadomo, że kryje się za nim jakiś ukryty cel, że nie ma w tym przypadku i wiadomo, że odpowiedzi są zredagowane przez ludzi z działu PR - pisze specjalnie dla Interii Dariusz Dziekanowski w cyklu "Piłkarska Katedra Dziekana".

Jaki mógł być ukryty cel publikacji rozmowy kilkadziesiąt minut przed tak ważnym spotkaniem? I to publikacji, w której padają bardzo mocne i konkretne deklaracje co do przyszłości obecnego trenera i stopnia zaawansowania negocjacji z jego następcą? Bez wątpienia i po pierwsze - pokazuje to bardzo luźny stosunek do obecnego szkoleniowca. Jeśli bowiem padają deklaracje, że pracuje się nad umową z nowym trenerem, to tym samym wyraża się absolutny brak szacunku do osoby pracującej w tej chwili na tym stanowisku, czyli mówiąc konkretnie: do Marka Gołębiewskiego. To pierwsza, najbardziej oczywista niezręczność. Nawet jeśli w dalszej części pojawiają się informacje, że ceni się tego człowieka i ma się plan na jego przyszłość, brzmi to mało wiarygodnie. I przede wszystkim zostaje niesmak z powodu takiego potraktowania.

Reklama

Co prezes Dariusz Mioduski miał na myśli przyznając, że pracuje nad przekonaniem Marka Papszuna do pracy w Warszawie? Kilka tygodni temu pisałem, że trener Rakowa jest jednym z najzdolniejszych trenerów w Ekstraklasie i dobrze by było, gdyby dostał szansę pracy w klubie z większymi możliwościami organizacyjno-finansowymi. Takimi jak Legia, czy Lech. W tym samym komentarzu poddałem w wątpliwość fakt, czy aby na pewno Legia byłaby gotowa na takiego trenera, jak Papszun. Miałem tu na myśli cały pion sportowy warszawskiego klubu. Wiadomo, że w Rakowie trener jest osobą, która ma dużą autonomię w podejmowaniu decyzji sportowych. W Warszawie panuje pod tym względem totalny chaos - jeden trener dostaje swobodę w doborze współpracowników, a przede wszystkim piłkarzy (np. Ricardo Sa Pinto), kolejny musi sprzątać po poprzedniku (Aleksandar Vuković), a następny (Czesław Michniewicz) pracować z zawodnikami, których sprowadza mu dyrektor sportowy. Można zatem powiedzieć, że mamy do czynienia ze spacerem korytarzem, z zawiązanymi oczami, podczas którego co chwilę odbijamy się od ściany do ściany.

Co dalej z Legią Warszawa?

Swoim czwartkowym "wystąpieniem" właściciel Legii w pełni udowodnił, że na takiego trenera jak Papszun warszawski klub jest całkowicie nieprzygotowany, a praca w Legii na tym stanowisku jest jak sięgnięcie po wilczy bilet - w momencie, gdy podpisujesz umowę stąpasz po polu minowym i tylko kwestią kilku miesięcy jest dymisja. Zaczęło się to już we wrześniu 2017 roku, kiedy pracę stracił słynny "trener na lata", czyli Jacek Magiera i ta karuzela kręci się nadal, tylko dosiadają się kolejne osoby. W tej chwili na utrzymaniu Legii są trzej szkoleniowcy - Vuković, Michniewicz i Gołębiewski.

Dlatego zdziwiłbym się, gdyby w obecnej sytuacji Marek Papszun podjął się takiego wyzwania. Mam więc podejrzenie, że cała ta nieelegancka wypowiedź miała na celu zniechęcenie zarówno władz Rakowa, jak i trenera, do podjęcia negocjacji z Legią. Trochę na zasadzie: wszyscy chcą Papszuna w Legii, więc dla świętego spokoju zadeklarujemy, że się o niego staramy, ale de facto zamykamy przed nim drogę. Naprawdę trudno znaleźć jakieś inne sensowne wyjaśnienie motywów publikacji takiego wywiadu... Nie dopuszczam bowiem myśli, że można działać aż tak nieumiejętnie. Trudno byłoby też uznać, że było to działaniem nieświadomym i spontanicznym...

Należałoby też zastanowić się, w jakiej sytuacji stawia się dobrego i cenionego trenera, jakim jest Marek Papszun. Czy teraz jego każdy ruch, każda decyzja, każde potknięcie nie będą analizowane przez pryzmat "rozmów z Legią"? Jaki będzie odbiór jego zawodników, kibiców i przełożonych? Na razie reakcja szefów Rakowa na takie faux pas Dariusza Mioduskiego - bo trudno inaczej nazwać takie zachowanie szefa Legii - była umiarkowana. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby w najbliższych dniach właściciel klubu z Częstochowy Marek Świerczewski odpowiedział publicznie: "Tak, jesteśmy dogadani, trener Papszun odchodzi już zimą i uzgodniliśmy, że Legia zapłaci nam 10 mln euro odszkodowania". Skoro blefujemy, to blefujmy...

Dariusz Dziekanowski

Kto zdobędzie "Złotą piłkę" - SPRAWDŹ!

Lewandowski czy Messi - komu należy się "Złota Piłka"?


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje