Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (35 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Legia przegrała po raz kolejny. Nadal jednak ma szanse na awans

Mistrz Polski Legia Warszawa przegrał na wyjedzie 1-3 z Leicester City i spadł na ostatnie miejsce w tabeli grupy C Ligi Europy. Szanse na awans do kolejnej rundy tych rozgrywek jednak zachował. Musi tylko wygrać w ostatniej kolejce ze Spartakiem Moskwa.

W centrum Leicester można obejrzeć mural, na którym obok największej gwiazdy klubu, Jamiego Vardy'ego widnieją członkowie znanego w całym świecie zespołu rockowego "Kasabian", który swoją karierę zaczynał w Leicester. Muzyka rockowa wśród fanów "Lisów" jest bardzo modna. Pod stadionem kibice mogli obejrzeć koncert cover bandu, który w swoim repertuarze miał największe brytyjskie hity, takich zespołów, jak The Beatles, The Clash, Arctic Monkeys, czy Oasis. Widok tańczących kibiców obu drużyn dawał nadzieję, że mecz będzie toczony w przyjacielskiej atmosferze. Do pewnego momentu tak było, choć pod koniec spotkania niektórzy kibice nie wytrzymali ciśnienia i wszczęli awanturę w ochroniarzami. Wkroczyli oni na sektor gości, po tym, jak legioniści zapalili race. Na szczęście skończyło się na wyzwiskach i lekkich przepychankach. 

Reklama

Mistrzów Polski wspierało z trybun 1300 kibiców. Wielu z nich przyjechało z całej Anglii, żeby pomóc swoim dopingiem ulubionej drużynie. Legioniści przekrzykiwali niemrawych kibiców Leicester, ale drużynie niewiele to pomogło. Legia po raz kolejny przegrała, choć tym razem nie dała powodów do wstydu. 

Pogoń Szczecin 0-2, Stal Mielec 1-3, Górnik Zabrze 2-3. W Lidze Europy Napoli 1-4, Leicester 1-3. A i jeszcze w Pucharze Polski 1-0 ze Świtem Skolwin. To jest bilans szkoleniowca Legii Marka Gołębiewskiego, do którego o te wyniki pretensji mieć nie można. Na tym etapie swojej kariery trenerskiej w zespole mistrza Polski nie powinien jeszcze pracować.

Indywidualne błędy Legii

Przeciwko Leicester Legia nie zagrała źle. Głupie indywidualne błędy kosztowały ją kolejne stracone bramki. Mistrz Polski na tle solidnego zespołu Premier League prezentował się nieźle. Wielkiej różnicy klas widać nie było. 

Co z tego jednak, skoro znowu Legia przegrała ważny mecz? Przed spotkaniem internetowa strona Łęgi opublikowała wywiad z prezesem Dariuszem Mioduskim, który tę porażkę przewidział. Teraz kibice jak na wybawiciela muszą czekać na trenera Marka Papszuna. Może trafi on do Warszawy w styczniu, a może jednak nie? Nikt tego nie potrafi przewidzieć.

A jak wyglądał sam mecz? Dużo działo się już od pierwszego gwizdka sędziego. W 12. minucie po stracie z szybką akcją wyszli gospodarze. Piłka odbiła się od Bartosza Slisza, Mateusz Wieteska nie upilnował Patsona Daki, który obrócił się i oddał potężny strzał, którego Cezary Miszta nie mógł obronić. 

W 21. minucie było już 2-0 dla gospodarzy. James Maddison zatańczył z obrońcami mistrza Polski i z pola karnego uderzył nie do obrony. 

Pięć minut później Legia strzeliła kontaktowego gola. Wilfred Ndidi zagrał ręką w polu karnym. Strzał Mahira Emrelego z jedenastu metrów obronił Kacper Schmeichel, ale skutecznie dobijał Filip Mladenović. 



Chwilę później mecz był już rozstrzygnięty. W 35. min nieatakowany przez nikogo Ndidi zrehabilitował się za swój błąd i skierował piłkę głową do siatki. Przy tym golu potężny błąd zaliczył Miszta, który dokonał tzw. pustego przelotu, nie trafiając w piłkę we własnym polu bramkowym. 

Trener Czesław Michniewicz zostawił Legię na pierwszym miejscu w tabeli grupy C Ligi Europy. Obecnie Legia jest ostatnia. Jeśli jednak wygra w ostatniej kolejce 9 grudnia na Łazienkowskiej ze Spartakiem Moskwa, to awansuje do kolejnej rundy. 

Czy jednak ktokolwiek w Polsce w to jeszcze wierzy?

Leicester - Legia. Druga połowa nie przyniosła zmian

W przerwie w ekipie Legii doszło do jednej zmiany. Mateusz Hołownia zmienił Johanssona. Wciąż to gospodarze dominowali, a najbardziej zapracowanym piłkarzem w ekipie mistrzów Polski zdawał się być Miszta, próbujący poprawić swoją notę.

Podczas drugiej odsłony nad murawą King Power Stadium unosił się dym. Wszystko z powodu odpalonych rac. Na trybunach zresztą doszło do starć fanów Legii z policją.

Na murawie po stronie stołecznej ekipy nie było już tak ciekawie. Zawodnicy mistrza Polski mieli problemy z zawiązywaniem ataków, a tym samym stwarzaniem zagrożenia.

Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 3-1. Nie jest to wynik, który odbiera Legii nadzieje na awans. O wszystkim zadecyduje ostatni mecz fazy grupowej, w którym drużyna z Warszawy zmierzy się przed własną publicznością ze Spartakiem Moskwa.

To spotkanie odbędzie się 12 grudnia.

Artur Szczepanik z Leicester


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje