Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

Legia jak Górnik z Realem w 1988 roku? "Królewscy wrócili z dalekiej podróży"

W listopadzie 1988 roku Górnikowi zabrakło kilkunastu minut, żeby wyeliminować wielki Real Madryt w 1/8 Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Na początku drugiej połowy zabrzanie prowadzili 2-1, żeby dać sobie wbić dwa gole dopiero w końcówce. – To był inny Górnik i inne czasy. Wstydu nie przynieśliśmy, a wystraszyliśmy wielki klub. Hiszpańska prasa pisała, że Real odbił się, jak bokser od lin w ringu i wrócił z dalekiej podróży – wspomina tamto wydarzenie Marcin Bochynek, ówczesny trener Górnika.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Real - Legia

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

Polskie zespoły mierzyły się z Realem w rozgrywkach o klubowe mistrzostwo kontynentu dwukrotnie. Jesienią 1976 roku w pierwszej rundzie Pucharu Europy Mistrzów Krajowych Stal Mielec uległa "Królewskim" 1-2 i 0-1. 12 lat później z klubem z Madrytu zmierzył się Górnik W sezonie 2004/2005 z "Królewskimi" grała jeszcze Wisła Kraków, ale były to eliminacje Ligi Mistrzów.

W czerwcu 1988 roku zabrzanie wywalczyli swoje ostatnie, jak na razie, 14. mistrzostwo Polski. To był już jednak schyłek wielkiego Górnika z drugiej połowy lat 80., który ligę wygrywał cztery razy z rzędu. - Z klubu odeszli tacy piłkarze, jak Marek Kostrzewa do Cherbourga czy Andrzej Iwan do Bochum. W Górniku wszystko się powoli rozjeżdżało i tak trwa to do dziś. Po porażce w pierwszym meczu u siebie z Realem 0-1 na Stadionie Śląskim, wielu mówiło, że jedziemy do Madrytu, jak na skazanie. My jednak nie poddaliśmy się. Już pierwszy mecz w Chorzowie pokazał, że nie było źle. Przegraliśmy wprawdzie, ale mogło być inaczej. Bramkarz Realu Buyo w sytuacji sam na sam, "wyciął" naszego zawodnika. Dziś niechybnie byłaby za to czerwona kartka. Wtedy sędzia z Austrii okazał się dość pobłażliwy - wspomina trener Bochynek.

Beenhakker pyta o Jegora

Przed rewanżem, który miał zdecydować o awansie do ćwierćfinału, mało kto dawał jedenastce z Górnego Śląska jakiekolwiek szanse. Tymczasem boiskowa rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania. Bojowo nastawiony mistrz Polski przegrywał wprawdzie po trafieniu znakomitego meksykańskiego napastnika Hugo Sancheza, ale potem nastąpiło prawdziwe trzęsienie ziemi. Pod koniec pierwszej części ofensywną akcją popisał się Jacek Grembocki. Przed polem karnym rywala piłkę przejął 20-letni młodzik Piotr Jegor i huknął z lewej nogi. Piłka wpadła pod poprzeczkę, tak że Paco Buyo nie miał nic do powiedzenia.

- Przed rewanżem w Madrycie miałem kłopoty kadrowe. Już nawet nie chodzi o to, że odeszło kilku doświadczonych graczy. Akurat chory był środkowy obrońca Joachim Klemenz, a na ławce miałem młodego i niedoświadczonego Krzysztofa Zagórskiego czy mierzącego 168 centymetrów Waldemara Kamińskiego. Na lewej obronie grał Robert Grzanka, który sił miał na 60 minut. W tej sytuacji na "6" czyli na pozycji defensywnego pomocnika postawiłem na młodego Jegora. Zagrał rewelacyjnie. Wyłączył z gry słynnego Schustera, a bramka, którą zdobył strzałem w "okienko", była ozdobą spotkania. Zresztą na pomeczowej konferencji, ówczesny trener Realu, którym był Leo Beenhakker, pytał mnie ile ma lat i czy można na jego temat rozmawiać. Odpowiedziałem, że to nie moja działka - opowiada Marcin Bochynek.

Z Jegorem, który wtedy dopiero rozpoczynał swoją karierę, nie ma dziś kontaktu. Odciął się od większości kolegów z boiska. Trudno do niego dotrzeć. O transferze do Realu w komunistycznej rzeczywistości nie było jednak co marzyć. Jegor został w Górniku. W 1995 roku, przez kilka miesięcy grał w izraelskim Hapoel Hajfa, żeby następnie być podporą Odry Wodzisław.

Mieli Real w garści

Do przerwy Górnik remisował na słynnym Santiago Bernabeu 1-1. W 54. minucie było już jednak 2-1 dla mistrza Polski! Marek Piotrowicz zagrał do ofensywnie usposobionego prawego obrońcy Jacka Grembockiego. Ten idealnie dośrodkował w pole karne, gdzie najlepiej znalazł się Krzysztof Baran, który z kilku metrów wpakował piłkę do siatki.

- W tym momencie mieliśmy Real w garści. Zresztą były jeszcze trzy inne stuprocentowe okazje, których nie udało się nam zamienić na bramkę. Z drugiej strony rewelacyjnie bronił Józio Wandzik. Nie widziałem wcześniej, żeby tak grał w bramce, to była jego życiówka. Wyciągał niesamowite piłki. Siła Realu była jednak olbrzymia, tak na boisku, jak i poza nim. Jak ludzie na trybunach Santiago Bernabeu krzyknęli, to był taki tumult, że nic nie było słychać. Krzyczałem z dwóch metrów do Roberta Warzychy, ale ten nie był w stanie zrozumieć co mówię. Do tego na prawej stronie nie do upilnowania był Michel, z którym nie radził sobie Grzanka. Dużo dało im też wprowadzenie rezerwowego Francisco Llorente, którego nie potrafiliśmy powstrzymać - opowiada doświadczony szkoleniowiec.

Ostatecznie w 77. minucie wyrównał słynny sęp pola karnego Emilio Butragueno, a w 84. minucie kolejną bramkę i swoją kolejną firmową przewrotkę wykonał niezawodny Hugo Sanchez. Ostatecznie Real wygrał 3-2 i to on awansował do 1/4 PEMK, gdzie potem okazał się lepszy od PSV Eindhoven. W półfinale "Królewscy" zdecydowanie ulegli jednak najlepszej wtedy klubowej jedenastce kontynentu AC Milan - z Ruudem Gullitem, Marco van Bastenem czy Carlo Ancelottim w składzie.

Legia nie może się bać

- Grając tam nie można przegrać już w szatni. Na boisko trzeba wyjść z bojowym nastawieniem, jak my w 1988 roku. Legia nie może się bać. Trzeba podejść do rywala agresywnie, tak żeby miał mało miejsca do grania. Oni wiadomo, mają piłkarzy najlepszych na świecie. Jak jednak zawodnicy Legii pozwolą się rozpędzić takim zawodnikom, jak Ronaldo czy Bale, to może się to źle skończyć. U nas w Ekstraklasie czy I lidze zawodnicy mają dużo miejsca. Zwracam cały czas uwagę, że źle gra się u nas w kryciu, a przecież parę skutecznych odbiorów może uprzykrzyć życie gwiazdom Realu, które lubią grać piłką. Mało jest u nas takich piłkarzy, jak Michał Pazdan, który gra krótko, podskoczy do przeciwnika czyli gra to, co obrońca powinien - krycie kontaktowe, a nie w locie. No, ale to już teraz problemy moich młodszych kolegów - kończy trener Bochynek.

Michał Zichlarz


Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Real Madryt | Górnik Zabrze | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje