Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (52 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (44 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (40 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (37 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (37 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (34 pkt.)
  • 7 .Warta Poznań (33 pkt.)
  • 8 .Górnik Zabrze (32 pkt.)

Jacek Bednarz dla Interii: W Legii co jakiś czas pudruje się pewne problemy

Zaczynam chyba wierzyć, że tak naprawdę zmiana trenerów w Legii to jest budowanie sobie alibi, żeby opinia publiczna dała prezesowi spokój, żeby przestała krytykować. Kiedy dołoży się jeszcze do tego odpowiednią propagandę, to pudruje się pewne problemy. Część rzeczy można zamieść pod dywan – mówi rozmowie z Interią Jacek Bednarz, były obrońca Legii Warszawa, były dyrektor sportowy Legii, były prezes m.in. Wisły Kraków.

Zbigniew Czyż, Interia: Jak pan ocenia ostatnie transfery Legii Warszawa? Klub wyraźnie zwrócił się we wschodnim kierunku w pozyskiwaniu nowych piłkarzy.

Reklama

Jacek Bednarz, były obrońca i były dyrektor sportowy Legii Warszawa: Kiedy patrzymy na CV pozyskanych piłkarzy, to widzimy, że oni w swoich dotychczasowych zespołach nie odgrywali wiodących ról. Dwóch z nich rokuje dobrze na przyszłość, zwłaszcza młody Albańczyk Ernest Muci. To są ruchy, które wyniknęły z potrzeby chwili, ale są też pewnie takim zabiegiem mającym trochę uspokoić nastroje wokół klubu.

Ostatnie transfery zrobione zostały metodą gospodarską. Legia zainwestowała pewnie relatywnie małe pieniądze w kogoś, kogo chce się jeszcze trochę "podhodować", poprawić, a potem wypromować i ewentualnie dobrze sprzedać. Na pewno Legia stara się rozsądnie wydawać pieniądze, bo nie wiadomo co będzie jutro.

Właściwie nie ma roku, nie ma sezonu, żeby w Legii nie dokonywano zmiany trenerów. Czy nie jest to jednak czasami próba przykrywania pewnych problemów przez rządzących klubem?

- Przyzwyczailiśmy się do tego, że okresowo tak się właśnie dzieje. Szybka zmiana trenera w klubie to jest zazwyczaj spektakularna zmiana. Kiedy dołoży się jeszcze do tego odpowiednią propagandę, to pudruje się pewne problemy. Część rzeczy można zamieść pod dywan. Jeżeli zmiana trenera ma rozwiązać problem gry zespołu, zmienia się szkoleniowca na lepszego, to ok, ale w przypadku Legii powtarza się to ostatnio regularnie. Narracja jest wtedy zazwyczaj bardzo do siebie zbliżona.

Zaczynam chyba wierzyć, że tak naprawdę to jest budowanie sobie alibi, żeby opinia publiczna dała mi spokój, przestała mnie krytykować. Na przestrzeni kliku ostatnich lat słyszeliśmy, że po okresie błędów wiemy, co zrobiliśmy źle, że teraz tych błędów będziemy się już wystrzegać. Mówi się zazwyczaj, że teraz to już będzie trener na lata. Tylko tych trenerów na lata w ostatnim czasie było co najmniej kilku. Żaden z nich lat nie przepracował.

Nie wydaje się panu, że takie częste zmiany, to jest jednak w pewnym sensie trochę kręcenie się w kółko i że w ten sposób klub nie robi postępów, nie idzie do przodu?

- Pewnie tak jest. Ostatnia dekada to była dekada, w której Legia próbowała się wybić z naszej ligi na pozycję solidnego europejskiego klubu. To była walka, żeby zaistnieć w regularnych rozgrywkach Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Pewne kroki zostały poczynione. Dariusz Mioduski został członkiem zarządu European Club Association, skupiającego największe kluby piłkarskie Europy. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich dziesięciu latach Legia trochę dryfuje.

Po zmianach właścicielskich szuka swojej tożsamości?

- Wydaje się mi, że dziś, patrząc po tym co się dzieje w klubie, widząc pewną niestabilność i brak konsekwentnie obranej drogi, Legia to będzie jednak bardziej lokalna gwiazda, hegemon polskiej ligi. Nie wydaje się mi, żeby była w stanie zagrać w najbliższej edycji europejskich pucharów lepiej niż w ubiegłym sezonie.

Wierzy pan w to, że w niedalekiej przyszłości mogłoby dojść do sprzedaży klubu z Łazienkowskiej? Czy dla Legii byłoby to w ogóle dobre rozwiązanie?

- Kluczowe jest tutaj, czy Dariusz Mioduski chce sprzedać Legię. To co na pewno Legii by się przydało, to jakaś elementarna konsekwencja w działaniu. Mam wrażenie, i to nie jest zarzut do właściciela, bo klub to także inni ludzie, którzy tam pracują i wypracowują krótkie strategie na tygodnie, miesiące i dłuższą perspektywę, że Legia cały czas szuka swojej drogi i wciąż jej chyba nie znalazła.

Niepokoi to pana?

- Chociażby ostatnie transfery są obliczone na tu i teraz, żeby rozwiązać problemy bieżące. Nie widać trwałego pomysłu, czy Legia ma być zespołem w który inwestuje się duże pieniądze, żeby natychmiast zrobić duży wynik, czy to jednak ma być klub, który będzie budował swoją ekonomię na produkcji, promocji i sprzedaży piłkarzy.

Jak pan ocenia pracę Czesława Michniewicza?

- Na początku był efekt nowej miotły. Końcówka poprzedniego roku była już jednak taka sobie. Myślę, że trenera będzie można lepiej ocenić po najbliższym miesiącu. Zobaczymy, jak przepracowano zimę, co z tej pracy wyniknie. Przyznam, że z tygodnia na tydzień gra Legii wygląda coraz lepiej i może kiedy nastanie wiosna będzie jeszcze bardziej optymistycznie. To co może martwić, to że Legia regularnie traci bramki. Może jednak pozyskanie Artema Szabanowa z Dynama Kijów trochę to zmieni. Być może też gra w systemie z trójką obrońców wyjdzie zespołowi na dobre.

Trudno nie zauważyć, że w ostatnim czasie znacznie rzadziej zwalnia się trenerów w Ekstraklasie. To w dużym stopniu efekt pandemii, czy jednak zmiana w sposobie myślenia właścicieli i prezesów klubów?

- Na pewno nie lekceważyłbym problemów związanych z pandemią. To na pewno zmieniło optykę u niejednego prezesa klubu Ekstraklasy. Niepewność jutra, brak informacji, kiedy na trybuny wrócą kibice, to jest coś co każe myśleć zdroworozsądkowo. To także trochę zmusza do bardziej bezpiecznego planowania przyszłości. Robienie zmiany dla samej zmiany jest jak strzelanie sobie w kolano. Na krótką metę odwracam od siebie uwagę, ale na końcu to jednak prezes bierze odpowiedzialność za te zmiany.

Na miejscu prezesa Janusza Filipiaka zatrzymywałby pan w pewnym sensie na siłę w Cracovii Michała Probierza, który kolejny raz podał się do dymisji?

- Janusz Filipiak tak samo łatwo zwalniał trenerów jak i ich zatrudniał. To człowiek mocno emocjonalny. Taki sam mocno emocjonalny stosunek ma do swojego klubu. To jest takie trochę pomieszanie kibica z krwi i kości z kimś myślącym zdroworozsądkowo, potrafiącym kalkulować i podejmować racjonalne decyzje. Myślę, że tutaj zdecydował fakt, że Janusz Filipiak ocenia pracę Michała Probierza bardzo dobrze. Nie chciał tracić kogoś, w kogo wierzy.

Sam Michał Probierz podjął tę decyzję pewnie pod wpływem wielkich emocji. Trzeba przyznać, że praca trenera bywa czasami naprawdę mocno wyczerpująca. Cracovia, jak na razie, jest zespołem kompletnie bez wyrazu i ma dużo problemów do rozwiązania.  

Jak ocenia pan poziom naszej Ekstraklasy?

- Ten sezon z powodu pandemii jest mocno specyficzny. Ze względów zawodowych jest też dla mnie bardzo ciekawy, chociażby z uwagi na obserwację zespołów, jak poradziły sobie z krótkim okresem przygotowawczym w zimie. Z ligi spada też tylko jedna drużyna. Wydawało się, że nie będzie wyjątkowo zaciętej rywalizacji, a okazuje się, że jest inaczej. Jest także co najmniej kilka drużyn, które myślą o grze w pucharach.

Rundę wiosenną zaczęliśmy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, ale mimo to część spotkań była naprawdę bardzo emocjonująca. Chociażby mecz Wisła-Pogoń, czy spotkanie Legii z Wisłą Płock. Raków Częstochowa wreszcie odniósł zwycięstwo i dał wyraźny sygnał, że ze swoich ambicji jeszcze nie zrezygnował.

Kto będzie mistrzem Polski?

- W tym momencie po równo oceniam szanse Pogoni Szczecin i Legii warszawa.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje