Reklama

Reklama

Grzegorz Mielcarski dla Interii: Legia w kasynie gra o przyszłość. Jaki dystans dzieli mistrza od Europy?

- Dobrego losowania i szczęścia w kluczowych momentach na boisku - tego życzę Legii w walce o fazę grupową Ligi Mistrzów. Mistrz Polski potrzebuje wzmocnień w środku pomocy, ale nie stać go na piłkarzy, którzy gwarantują znaczącą poprawę jakości gry. Trenera Czesława Michniewicza zweryfikuje rywalizacja pucharowa - mówi Interii były reprezentant Polski, były napastnik FC Porto Grzegorz Mielcarski.

Dariusz Wołowski, Interia: Kupować, czy wychowywać? To pytanie zadają sobie kluby Ekstraklasy. Wychowanie piłkarza trwa wiele lat: wymaga dobrych trenerów, utalentowanej młodzieży, szczęścia i cierpliwości. Łatwiej złapać za portfel i ruszyć na zakupy.

Grzegorz Mielcarski (ekspert piłkarski): - Wcale nie łatwiej. Zwłaszcza, gdy portfel jest chudy. Mamy mnóstwo przykładów, gdy polskie kluby kupowały piłkarzy, którzy dawali znacznie mniej niż się spodziewano. Dobry transfer to rzadkość, zwłaszcza jeśli kwota 800 tys euro, która dla przeciętnych klubów w Europie jest czymś naturalnym, dla zespołów z Ekstraklasy jest astronomiczna, lub wręcz nieosiągalna. Ile mieliśmy w ostatnim czasie przypadków transferów trafionych w dziesiątkę? Kiedyś Wisła wyszukała w Izraelu Maora Meliksona, który w naszej lidze był autentyczną gwiazdą. Dla Legii takim szczęśliwym ruchem było zatrudnienie Vadisa Odjidji Ofoe - najlepszego obcokrajowca jaki kiedykolwiek grał w polskiej lidze. Przyjechał do Ekstraklasy z nadwagą, odbudować się po nieudanej próbie w Anglii. Kiedy tylko doszedł do formy, uciekł do ligi greckiej, bo nasza liga była poniżej jego poziomu. Danjel Ljuboja? Błyszczał w Ekstraklasie mimo 33 lat. Przyjechał do Warszawy u schyłku kariery. Utarło się u nas przekonanie, że kupuje się łatwo, w dodatku od razu gotowego piłkarza, tymczasem ryzyko jest większe niż przy wychowywaniu. Zwłaszcza że już niektóre kluby z Cypru, Azerbejdżanu, Kazachstanu, czy Mołdawii płacą więcej niż nasze. Przekonujemy się o tym co roku w rywalizacji europejskiej. Azerski Quarabag Agdam nie dał Legii ostatniego lata najmniejszych szans w rywalizacji o fazę grupową Ligi Europy.

Reklama

Lech Poznań przebrnął kwalifikacje, zaistniał w Europie, ale w Ekstraklasie kompletnie się pogubił.

- To był jedyny zespół zdolny do rywalizacji z Legią o tytuł. Wydaje mi się jednak, że kontakt z europejską piłką za szybko przewrócił w głowach graczom Lecha. Wielu z nich chciało być jak Jakub Moder, który trafił do kadry, a potem natychmiast do klubu Premier League. W Poznaniu wszyscy zaczęli myśleć o jak najszybszym skonsumowaniu awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Nie używam słowa sukces, bo sukcesem byłby awans z grupy. Nikt w Lechu nie myślał o tu i teraz, zbyt wielu zaczęło bujać w obłokach, zastanawiać się gdzie wyjechać. Lech zaczął walczyć z wewnętrznymi kłopotami i tę walkę przegrał. W tej sytuacji Legia była właściwie skazana na kolejne mistrzostwo Polski.

Najpierw Legia mogła zazdrościć Lechowi gry w Lidze Europy, a zaraz potem Lech Legii konsekwencji w zdobywaniu punktów w Ekstraklasie. Co z tego wynika dla naszej piłki klubowej?

- Będę się upierał, że Lech ma mimo wszystko lepsze serce drużyny, czyli linię pomocy. Dani Ramirez i Pedro Tiba w formie to byli gracze ocierający się o średni poziom europejski. W Legii jest z tym problem. Środkowi pomocnicy Bartosz Ślisz i Andre Martins bywają za mało kreatywni. Za często odbierają piłkę po to, by bezpiecznie zagrać ją w bok. Tymczasem czas klasycznych "szóstek" dobiega końca. Zanika pozycja piłkarza, który poza odbiorem piłki nie potrafi zrobić nic więcej. Środkowy pomocnik musi umieć zagrać prostopadle do przodu, wbiec w pole karne i oddać strzał. Taki jest Moder. Dobry w odbiorze, ale też silny, niezły technicznie, z mocnym uderzeniem, kreatywny. Dlatego gra w Premier League. Zawodnicy jednostronni, specjaliści od przecinania akcji rywala, grają na coraz niższym poziomie.

Już kilka lat temu właściciel Legii założył, że awans do fazy grupowej Ligi Europy to dla klubu plan minimum. Premie od UEFA wliczał do budżetu jeszcze przed wywalczeniem awansu. Od czterech lat rachunki się nie zgadzają, bo najbogatszy klub w kraju przegrywa kwalifikacje do Ligi Europy. Żeby łatać dziury w budżecie musi sprzedawać piłkarzy.

- Wyglądało to jakby Legia poszła do kasyna grać o swoją przyszłość w ruletkę. A tam raz się wygrywa, ale najczęściej jest niestety odwrotnie. Musimy docenić stołeczny klub za konsekwencję z jaką zdobywa kolejne tytuły w Ekstraklasie. To już siódme mistrzostwo w ostatnich dziewięciu latach. Ale w konfrontacji z Europą jest coraz gorzej. Dziś Legia potrzebuje szczęścia w losowaniu i w kluczowych momentach meczów eliminacyjnych. Bez tego o awansie do fazy grupowej Ligi Europy nie ma mowy. Każdy piłkarz Legii musi się wspiąć na wyżyny możliwości, a i tak nie będzie gwarancji, że kwalifikacje zakończą się powodzeniem. W ostatnich latach Legię eliminowały zespoły ze Słowacji, Cypru i Szkocji, ale też z Kazachstanu, Mołdawii, Luksemburga i Azerbejdżanu. Tymczasem nam wciąż się wydaje, że w rywalizacji z klubami z tych krajów nasze zespoły są faworytami. To się już dawno skończyło.

Czego Legii brakuje do średniego poziomu europejskiego? To znaczy do takiego, który dałby awans do fazy grupowej Ligi Europy?

- Legia ma niezłych graczy. Zrobiła dobre ruchy z odzyskaniem wracających z zagranicy pomocników Pawła Wszołka i Bartosza Kapustki. Obrońcy Mateusz Wieteska i Mateusz Hołownia popełniają błędy, ale mają potencjał do rozwoju. Napastnik Tomas Pekhart zdobył 22 gole i pojedzie z Czechami na Euro. Mladenovic i Juranovic spełniają rolę wahadłowych, szkoda mi Vesovica, który po ciężkiej kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych mógłby dostać więcej szans na grę, bo potencjalnie to chyba lepszy piłkarz od Juranovica. Afera wywołana przez jego żonę nikomu nie była potrzebna. Luquinhas jest jednym z najbardziej błyskotliwych graczy ligi, choć za często leży po faulach, za rzadko rozstrzyga o losach meczów. W sumie Legia jest mocna jak na poziom Ekstraklasy, nie widzę w niej jednak przywódcy z DNA zwycięzcy. Takiego, który głęboko wierzyłby w to, co mówi trener Czesław Michniewicz, że mistrzostwo Polski to dla Legii plan minimum. Boję się, że w pucharach znów zobaczymy mistrza Polski niepewnego tego, co chce dokonać na boisku.

Trener Michniewicz zmienił ustawienie na grę z trójką obrońców. Zadziałało.

- Teraz jest na to moda, ale pamiętajmy, że decydująca jest klasa i mentalność piłkarzy, a nie sposób w jaki się ich ustawi na boisku. Nie lekceważę taktyki: ostatnio powszechny jest pogląd, że przy trójce stoperów i dwóch wahadłowych zespół efektywniej broni i atakuje. Legia przestawiła się na grę z trójką obrońców, selekcjoner Paulo Sousa zmienia ustawienie reprezentacji. Doceniam dokonania Michniewicza, ale tytuł mistrza Polski z Legią zdobyłby także jego poprzednik Aleksandar Vukovic. Czy Legia z Michniewiczem zrobiła postęp? Zweryfikuje to walka w Lidze Europy, bo o awansie do Ligi Mistrzów w ogóle póki co nie ośmielam się wspominać.

41-letni Artur Boruc przedłużył kontrakt o kolejny rok. To wciąż bramkarz, który może pomóc Legii w awansie do fazy grupowej Ligi Europy?

- Na początku sezonu Artur popełnił kilka błędów, widać było, że nawet bramkarzowi z tak wielkim doświadczeniem i obyciem może brakować rytmu meczowego. Potem grał dobrze. Od bramkarza wymagamy, by minimalizował kiksy, bo są bardzo kosztowne, grał równo, a czasem w kluczowych momentach zrobił coś ekstra. Boruc jest wciąż specem dobrej klasy. Grają w Legii piłkarze co do których wątpliwości są większe. 

Pozostałe polskie zespoły w pucharach: Piast, Pogoń, Raków. Jakie mają szanse?

- W przypadku Legii możemy marzyć o wzmocnieniach. Nie wiemy jakich, czy rzeczywiście nowi gracze okażą się dobrzy na rywalizację w pucharach? Kiedyś klub z Warszawy wyrwał Lechowi Kaspera Hamalainena, który był gwiazdą Ekstraklasy, ale w rywalizacji pucharowej niczego Legii nie dał. Progi były za wysokie, wymagania zbyt duże, ułamek sekundy mniej na podjęcie decyzji i Fin się gubił. Jeśli chodzi o pozostałe polskie kluby w rywalizacji o Ligę Europy, to zacytuję Darka Adamczuka z zarządu Pogoni Szczecin, który powiedział, że newsem transferowym jest brak transferów, czyli informacja o tym, że klub nikogo nie będzie musiał sprzedać. Czy Piast będzie w stanie utrzymać Jakuba Świerczoka wypożyczonego z bułgarskiego Łudogorca Razgrad? Wątpię.

Czyli będzie jak zwykle? Z nieśmiałych planów podboju Europy wyjdzie lizanie ran po porażkach?

- Średni europejski poziom systematycznie oddala się od Ekstraklasy. Widzę jeden ratunek: poprawa jakości szkolenia. Mamy zdolnych chłopaków, dajmy im dobrych trenerów i szansę rozwoju. Bo wyścig z Europą w kupowaniu piłkarzy zwyczajnie przegramy. I to nie z wielkimi, ale z przeciętnymi, a nawet małymi. Skoro klub z Azerbejdżanu płaci lepiej piłkarzom, to gołym okiem widać, że wyścig zbrojeń nie dla nas. Przesąd, że łatwiej kupić niż wychować został już w Ekstraklasie wielokrotnie skompromitowany. Ja się na transfery nie obrażam, ale kupujmy na jakość, a nie na ilość. Rok w rok nasze kluby dostają lanie w rywalizacji europejskiej, to chyba o czymś świadczy.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama