Reklama

Reklama

Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2-0. Koszmar powróci?

Po czterech z rzędu zwycięstwach Legii przyszedł czas na zimny prysznic. Lider Ekstraklasy przegrał w Zabrzu z Górnikiem 0-2 i jego przewaga nad drugim Piastem Gliwice stopniała do siedmiu punktów. Identyczna sytuacja miał miejsce w ubiegłym roku. Legia po 30 kolejkach wyprzedzała zespół Waldemara Fornalika dokładnie o siedem punktów, a mimo to na finiszu straciła pewne wydawało się mistrzostwo.

Nasza wybitna noblistka Wisława Szymborska pisała: "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy". Czy w tym przypadku rzeczywiście tak będzie? Odpowiedź poznamy 19 lipca lub wcześniej. Przed Legią siedem kroków do sięgnięcia po złote medale. Wydaje się, że byłyby znacznie łatwiejsze do pokonania, gdyby ze Śląska drużyna Aleksandara Vukovicia wracała choćby z punktem. Świadomość ewentualnego koszmarnego dla Legii powtórzenia wydarzeń z ubiegłego roku nie pozwoliła chyba tej nocy dobrze spać serbskiemu szkoleniowcowi.

- To jeden z tych przykładów, który uczy nas, że wynik nie do końca odzwierciedla to, co dzieje się na boisku. W pierwszej połowie Górnik nie miał praktycznie żadnych swoich szans, a strzelił bramkę. My mieliśmy kilka sytuacji, ale brak skuteczności spowodował, że do przerwy przegrywaliśmy. Po zmianie stron znowu bramka, przyznam bardzo ładna, jednak my ponownie nie wykorzystujemy swoich okazji. Gospodarze tak naprawdę swoje dobre szanse stworzyli dopiero w końcówce meczu. Patrząc na naszą skuteczność w tym spotkaniu, nie mogliśmy go wygrać. Zdajemy sobie sprawę, że musimy ją zdecydowanie poprawić, musi być na wyższym poziomie - mówił na konferencji prasowej Aleksandar Vuković.

Reklama

W Zabrzu od pierwszej minuty w ataku zagrał przeciętnie dysponowany w niedzielę Thomas Pekhart. W drugiej połowie dołączył do niego Jose Kante. Legia grała dwójką napastników, ale efektów nie było. Kilka minut później Czecha zastąpił Vamara Sanogo, jednak piłka nie mogła znaleźć drogi do bramki Chudego. Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby fatalnego błędu nie popełnił najprawdopodobniej odchodzący z Legii już za niespełna trzy tygodnie do AS Monaco Radosław Majecki.

Rundę mistrzowską Legia rozpocznie najbliższą niedzielę. Przy Łazienkowskiej podejmie dobrze prezentujący się ostatnio Śląsk Wrocław.

- Zaczynamy tę rundę w dobrej sytuacji, ale też w takiej, która zmusza nas do prezentowania się na jak najwyższym poziomie od pierwszego meczu. Chcemy w następnych spotkaniach grać tak, jak robiliśmy to przez większą część sezonu. Chcemy prezentować dobrą piłkę - zakończył Vuković.

Dla Legii porażka z Górnikiem jest z pewnością zimnym prysznicem. Nie ma wątpliwość, że w następnym spotkaniu, już z kibicami, zespół Vukovicia będzie gryzł trawę, żeby przewaga nad Piastem nie stopniała jeszcze bardziej.

- Cały czas powtarzamy sobie, żebyśmy trzymali chłodną głowę, przypomina nam o tym trener. Chcemy skupiać się tylko na każdym najbliższym meczu i przeciwniku. Myślę, że w tej drużynie jest taka właśnie mentalność, nie wybiegamy za bardzo do przodu. Na mecz z Górnikiem wyszliśmy z pokorą i dużym zaangażowaniem. Wynik jest zły, ale walczyliśmy, mieliśmy swoje sytuacje. Co ważne stwarzamy je, brakowało nam jednak spokoju. Przed rundą finałową trzeba szukać jak najwięcej pozytywów. Musimy z tej porażki wyciągnąć wnioski, trzeba poprawić koncentrację. Myślimy już o następnym pojedynku ze Śląskiem Wrocław z naszymi świetnymi kibicami, którzy dodają nam energii. Wierzę, że w tym niezwykle istotnym spotkaniu strzelimy bramki, poprawimy skuteczność i zdobędziemy ważne trzy punkty - skomentował Paweł Wszołek.

Uśmiechu na twarzy próżno było szukać także u Waleriana Gwilii, który przygodę z piłką w Polsce zaczynał właśnie od gry w Górniku Zabrze.

- Grałem tutaj sześć miesięcy, znam niektórych chłopaków i w pewnym sensie ten mecz był dla mnie wyjątkowy, ale nie koncentrowałem się na tym. Czujemy się źle, bo przyjechaliśmy do Zabrza po trzy punkty. Na pewno mieliśmy dużo swoich okazji, ale nic nie chciało wpaść do siatki. Nie zawsze wygrywa ten, kto jest lepszy. Musimy przeanalizować tę porażkę i iść do przodu. Czekają nas następne bardzo ważne mecze - stwierdził Gwilia dla klubowej strony Legii.

Po porażce z Górnikiem autostrada do mistrzostwa dla Legii nieco się skurczyła, ale wciąż jest bardzo szeroka. Dostrzegalna gołym okiem także dla podchodzącego do piłki z dużą pokorą Aleksandara Vukovicia. W porównaniu z poprzednim rokiem zespół wydaje się mocniejszy piłkarsko i mentalnie, ma wszystkie argumenty, żeby zostać mistrzem Polski. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby to mogło skończyć się inaczej. Nic dwa razy?

Zbigniew Czyż

Wyniki i tabela Ekstraklasy

Terminarz grupy mistrzowskiej Ekstraklasy

Terminarz grupy spadkowej Ekstraklasy



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL