Geniusz? Jacek Magiera żartuje po złocie Legii Warszawa

Czuje się pan bardziej bohaterem czy geniuszem? - zapytał Jacka Magierę jeden z dziennikarzy. - Eugeniusz. Na bierzmowanie miałem wziąć Eugeniusz - zażartował trener Legii Warszawa. Stołeczny zespół obronił mistrzostwo Polski.

Magiera przejął Legię po Besniku Hasim, kiedy zespół był w poważnym kryzysie. Legioniści sensacyjnie odpadli z rozgrywek o Puchar Polski w 1/16 finału. W Ekstraklasie zajmowali odległe 14. miejsce w tabeli. Jedynym plusem była faza grupowa Ligi Mistrzów. Magiera odmienił oblicze zespołu. Poprowadził klub z Łazienkowskiej w pięciu spotkaniach Champions League i na koniec fazy grupowej Legia zajęła trzecie miejsce premiowane grą w fazie play off Ligi Europejskiej.

W grudniu Legia straciła najlepszego strzelca zespołu Nemanję Nikolicia, który przeniósł sie do Chicago Fire. Niedługo potem ze stołecznym klubem pożegnał się Aleksandar Prijović. Szwajcar serbskiego pochodzenia, który bardzo dobrze spisywał się w Lidze Mistrzów, wybrał grecki PAOK Saloniki. Wydawało się, że osłabiona stratą kluczowych zawodników Legia będzie miała ogromne problemy z obroną mistrzowskiego tytułu.

"Nie było czasu, aby zastanawiać się nad stratą. Każdy mecz traktowaliśmy jak najważniejszy. Ta drużyna ma znakomite statystyki. Jak dużo było meczów wygranych zarówno u siebie jak i na wyjeździe. To jest to, co dało nam mistrzostwo Polski. Można się czepiać, że można grać lepiej na własnym boisku. My pokazaliśmy, że niemożliwe nie istnieje. Graliśmy z Realem, Borussią, Sportingiem czy Ajaksem a między nimi graliśmy w lidze i wygrywaliśmy. Cały czas zawodnicy wierzyli. Będą pamiętać ten tytuł jako najlepszy, jaki w życiu wywalczyli, bo takiej końcówki nie było od dawna" - podkreślił Magiera.

Legioniści cały czas gonili czołówkę Ekstraklasy i na finiszu rozgrywek dopięli celu. Na cztery kolejki przed zakończeniem sezonu objęli prowadzenie w tabeli, którego nie oddali już do końca. W niedzielę podopieczni Magiery zremisowali bezbramkowo z Lechią Gdańsk, ale musieli nerwowo czekać na wynik pojedynku Jagiellonii z Lechem Poznań. W Białymstoku mecz został przedłużony o 10 minut z powodu serpentyn rzuconych na murawę przez kibiców "Jagi". Piłkarze Michał Probierza w 87. minucie doprowadzili do remisu 2-2 i mieli sporo czasu, żeby zadać decydujący cios, który zapewniłby im mistrzostwo. Tak się jednak nie stało i tytuł został w Warszawie. - Dziesięć minut nerwówki jeszcze nikomu nie zaszkodziło - mówił Magiera.

"Cały sztab pracował na to, że jesteśmy w tym  miejscu. Ja byłem tym, który dowodził i dawał zadania. Na początku przekonaliśmy zawodników do ciężkiej pracy. Nie ma marudzenia i chodzenia po kątach. Wierzyliśmy w to, co robimy. Dziś możemy powiedzieć: udało się! Ile zawodników kosztowało to wyrzeczeń, to wiemy tylko my. Odrobić 10 punktów to wyczyn niesamowity" - zaznaczył Magiera.

Reklama

RK

Wyniki ostatniej kolejki i końcowa tabela grupy mistrzowskiej Ekstraklasy

Wyniki ostatniej kolejki i końcowa tabela grupy spadkowej Ekstraklasy


Dowiedz się więcej na temat: Jacek Magiera | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje