Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (35 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Dariusz Dziekanowski dla Interii: Wszystkie winy Michniewicza

​- Nie mam nic przeciw Czesławowi Michniewiczowi, jeśli jednak trener nie wie co się dzieje w drużynie, przegrywa siedem meczów i powtarza, że Legia zaraz zaskoczy, to sam jest sobie winien - mówi Interii Dariusz Dziekanowski na temat dymisji trenera w zespole mistrza Polski.

Dariusz Wołowski, Interia: Legia zwolniła trenera, który po pięciu latach wprowadził ją do fazy grupowej Ligi Europy. I na półmetku rozgrywek jego zespół jest liderem.

Dariusz Dziekanowski (były piłkarz Legii i reprezentacji Polski): - To jedna strona medalu. Ale jest druga. Czesław Michniewicz nie został zwolniony za to co dzieje się w Lidze Europy, ale za to co dzieje się w Ekstraklasie. Po siedmiu porażkach w dziewięciu meczach Legia jest na 15. pozycji. Jak dla obrońcy tytułu, najbogatszego zespołu w Polsce to sytuacja fatalna.

Reklama

Michniewicz nie został więc kozłem ofiarnym?

- Każda dymisja trenera jest jakimś uproszczeniem, przecież nie on jeden odpowiada za formę zespołu. Przecież Legia ma dyrektora sportowego, który decyduje o transferach. Zastanawiam się ile razy on musi się pomylić, by wyciągnięto wobec niego konsekwencje? Czy Legia ma jakąś wizję budowy zespołu, czy zatrudnia piłkarzy, którzy dobrze wypadają w mediach społecznościowych? Na pewno Michniewicz nie był jedynym winnym tego co się dzieje w Legii.

Ale odpowiedzialność spada na niego?

- Tak. Słyszę w mediach o grupach bankietowych, o tym, że część piłkarzy Legii woli zajmować się rozgrywkami wyskokowymi niż grą. Czy Michniewicz tego nie wiedział? Jeśli nie, to działa na jego niekorzyść. Trener nie może nie wiedzieć co się dzieje w zespole. Jeśli wiedział i nie reagował, a tylko powtarzał, że lada chwila Legia zaskoczy, to jeszcze gorzej. Bo zamiast walczyć z patologią zaklinał rzeczywistość. Takie problemy istnieją w wielu klubach. Trener, dyrektor sportowy, a nawet prezes są od tego, by to uciąć. Piłkarze Legii wystarczająco dobrze zarabiają, żeby można było od nich wymagać profesjonalizmu.

To standard, że jak zespół gra dobrze, toleruje się wszystko, a kiedy zaczyna przegrywać, wypływają na światło dzienne opowieści o balangach i niesportowym trybie życia piłkarzy. Ronaldinho, kiedy przyszedł do Barcelony był królem nocnych klubów. Ale grał dobrze, więc dziennikarze siedzieli cicho. Dopiero zapaść formy Brazylijczyka otworzyła im usta.

- Liczy się tylko fakt, czy rozrywki piłkarzy Legii wpływają na ich grę. Trener musi to wiedzieć i mieć autorytet, by interweniować. Michniewicz tego nie zrobił. Wykorzystywał drony podczas treningów, a nie zauważał czy piłkarze byli na nich zmęczeni? Nikt nie zwolni trenera z odpowiedzialności za wyniki. Jest w klubie po to, by reagować, gdy z zawodnikami dzieje się coś złego. Interweniować nie wtedy, gdy wszystko się wali, ale znacznie wcześniej, żeby do katastrofy nie doszło. Michniewicz przegapił ten moment. Zamiast posuwać Legię do przodu, pozwolił zsuwać się po równi pochyłej.

Jak to jest, że w Lidze Europy zespół gra dobrze, a w Ekstraklasie źle?

- Nie demonizowałbym wyników Legii w europejskich pucharach. We wczesnych fazach kwalifikacji, na przykład z Florą Tallinn grała słabiutko. Z Dimano Zagrzeb - porażka. W rewanżu ze Slavią zwycięstwo, ale głównie dlatego, że od 3. minuty zespół grał w przewadze. Było w tym awansie sporo szczęścia. W fazie grupowej? Spartak to rosyjski średniak, a Leicester grał w rezerwowym składzie. Nie umniejszam wysiłku Legii, ale to co zrobiła to nie lot w kosmos. Najgorsze było to, że w meczach w Ekstraklasie zespół nie wykazywał nawet połowy tej motywacji co w Lidze Europy. Za to też w jakimś stopniu odpowiada trener.

Nowy szkoleniowcem Legii został Marek Gołębiewski. Co pan o nim sądzi?

- Że jako trener tymczasowy poprowadzi zespół zapewne w jednym meczu.

Podobno mógłby go zastąpić były selekcjoner Jerzy Brzęczek. Co pan na to?

- Nie chcę tego komentować. Dla mnie najlepszym kandydatem jest Marek Papszun z Rakowa Częstochowa. Legii potrzebny jest ktoś z osobowością i wiedzą. Papszun wprowadził skromny Raków do Ekstraklasy i potrafił zmienić go w czołową drużynę w kraju bez wielkich transferów. W kwalifikacjach Ligi Europy piłkarze Rakowa grali odważnie i z charakterem.

Było wielu trenerów, którzy mieli autorytet w innych klubach, ale na Legię okazał się on za mały.

- Papszun musiałby dostać w Legii wsparcie właściciela i dyrektora sportowego. Tylko tak mógłby coś zmienić. Zmobilizować rozbitą drużynę. Sam wszystkiemu z pewnością nie podoła.

A może w Legii gra zbyt wielu obcokrajowców? Może stała się piłkarską Wieżą Babel?

- Łatwość z jaką sięga się po obcokrajowców to nie tylko problem Legii, ale wielu polskich klubów. Nie sprawdza się mentalności tych piłkarzy, tylko sprowadza jak papierowe tygrysy. Nasze kluby powinny stać wychowankami, których się szkoli, promuje i sprzedaje, by inwestować w rozwój klubu i jego akademii. Obcokrajowiec musi robić różnicę w zespole, a nie odgrywać rolę zapchajdziury w składzie. Ale jak już mówiłem: nie dostrzegam w Legii planu budowy drużyny. Transfery robione są chaotycznie. Zjeżdżają się do Warszawy przeciętni gracze z różnych stron świata nie mający ze sobą nic wspólnego. Efekt jest taki jak widzimy.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Michniewicz zasługiwał na drugą szansę?

Czy Marek Papszun obejmie Legię. Prezes Odpowiada

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje