Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (61 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (56 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (52 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (42 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (42 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (42 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (41 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (40 pkt.)

Bogusław Leśnodorski: Wizerunek kibica w mediach jest totalną manipulacją

Chyba każdy klub na świecie szuka rasowego napastnika i klasowego lewego obrońcy, na brak którego Legia akurat nie musi narzekać.

Reklama

- Po roku pracy w Legii mogę powiedzieć na pewno, że największym wyzwaniem dla polskiego klubu jest pozyskanie właśnie rasowego napastnika, który będzie dawał gwarancję gry na europejskim poziomie. To niezwykle trudne zadanie. Jeśli proponują nam takich zawodników, to znaczy, że gdzieś musi tkwić jakiś haczyk. Albo to musi być człowiek, który kończy karierę i ma bardzo trudny charakter i w innych miejscach już go nie chcą, albo ktoś, kto długo nie grał z powodu kontuzji, albo ktoś, kto z innych powodów decyduje się na przyjście do nas. Np. jest trzecim napastnikiem w bardzo dobrej drużynie, która na tej pozycji ma czterech-pięciu piłkarzy. Taki zawodnik chce się odbudować i pokazać, że znowu gra, więc na półtora roku może przyjść do polskiej ligi z opcją pierwokupu.

- Ale kupienie na rynku zdrowego, 26-letniego napastnika, który ma za sobą dwa sezony gry na wysokim poziomie, co weryfikowałby jego umiejętności, jest nieosiągalne dla polskich klubów.

Mówi to prezes najbogatszego polskiego klubu z budżetem ponad 80 mln złotych?

- Nasz budżet wynosi 106 mln zł, w samym sklepie sprzedajemy za 10 mln.

To jeszcze lepiej, ale chodzi mi o to, że stać was na wydatek na napastnika rzędu miliona euro, a to na dzisiaj nie gwarantuje nic.

- Kwoty wydawane na transfery między milionem a dwoma milionami euro świadczą tylko o słabości klubu. Na Polaków takie sumy wydają rosyjskie kluby, które nie mają rozbudowanego skautingu. Wiedzą tylko, że gość gra w kadrze Polski, potrafi grać w piłkę i gwarantuje pewien poziom. Zawodników, którzy z polskiej ligi odchodzą za około dwa miliony euro, można znaleźć gdzie indziej za kilkaset tysięcy euro.

- Artur Jędrzejczyk jest świetnym obrońcą, kosztował Rosjan ponad dwa miliony euro, ale na jego miejsce sprowadziliśmy znacznie taniej Dossę Juniora, który - w naszej ocenie - nie jest gorszy, pomimo tego, że pierwsze pół roku miał nierówne. Kolejnym przykładem może być sprzedany korzystnie Rafał Wolski.

Czyli to jest właściwy kierunek dla polskiego klubu - pozyskiwać zawodnika za kilkaset tysięcy euro, a sprzedawać za kilka milionów?

- Dziesięciokrotnej przebitki nie osiągniemy na takim interesie, ale pięcio-, sześciokrotną jesteśmy w stanie. Pięć-sześć polskich topowych klubów jest w stanie tak funkcjonować. Legia, Wisła, Lech, Górnik, czy Śląsk Wrocław powinny tą drogą pójść.

- Na zabawę, w której uczestniczy Szachtar Donieck skupujący zawodników za kilka milionów euro, by jeszcze drożej ich sprzedać, nas nie stać. Bardziej powinniśmy iść w kierunku FC Basel, czy Sportingu Lizbona. Wschód nie jest na razie dla nas.

Na czym polega klątwa Ligi Mistrzów, że polski zespół nie może się do niej przebić od tak bardzo dawna? Nie wszystko da się zwalić na słabsze budżety, bo goszczą w niej kluby biedniejsze od Legii - np. Viktoria Pilzno, BATE Borysów, wcześniej Artmedia Petrżalka, Żylina. APOEL Nikozja, który eliminował Wisłę i dochodził do ćwierćfinału Champions League, miał wówczas od niej niższy budżet.

- I z Helio Pinto w składzie. Haczyk polega nie tylko na tym, że pieniądze nie grają, ale również na tym, że budżety w różny sposób są prezentowane. Ten nasz zawiera również wszystkie wydatki związane z zarządzaniem stadionem, co pochłania rocznie kilkanaście milionów złotych. Tymczasem za granicą i w wielu polskich klubach na utrzymanie aren łożą miasta. My jesteśmy jedynym klubem w Polsce, który płaci tak dużo za stadion. Mam na myśli podatek, czynsz, koszty utrzymania i amortyzacji. Inne kluby nie mają takich pozycji w swych budżetach.

- Sporo nas kosztuje także akademia piłkarska, jakiej inne kluby również nie mają. Zatem budżet na pierwszą drużynę - kontrakty piłkarzy, sztabu pochłania rocznie około 50 milionów złotych.

- Utrzymujemy jeszcze drugą drużynę, a także zawodników, którzy przebywają na wypożyczeniach. Ostatnio doliczyliśmy się 60 chłopaków z Legii w I i II lidze, a także kadrach narodowych. Dostarczamy najwięcej zawodników polskiej piłce. Są sytuacje, w których klubów nie stać na utrzymanie wypożyczonych od nas piłkarzy, więc to my pokrywamy ich pensje.

Dlaczego to robicie? To się może nigdy nie zwrócić.

- Aspekt społeczny ma dla nas kluczowe znaczenie. Prowadzenie dużego klubu ma być nie tylko biznesem, ale także misją społeczną. Naszym celem jest obejmowanie szkoleniem jak największej grupy piłkarzy i każdemu z nich danie szansy zagrania na jak najwyższym poziomie. Nie każdy z nich przebije się do pierwszej drużyny Legii, ale może trafią do innych drużyn z Ekstraklasy, czy z I ligi, a może wyjadą za granicę. Powinniśmy zrobić wszystko, aby dać im tę szansę.

- Mamy filię naszej akademii w Sosnowcu, na którą też wydajemy pieniądze. Tanio nie jest.

Ale jak z tą Ligą Mistrzów? Kiedy doczekamy się polskiego klubu, który raz na dwa-trzy lata trafi do fazy grupowej? Na nic innego nie możemy liczyć wobec przepaści w budżetach klubów między naszymi a tymi bardziej zamożnymi.

- Lazio ma do dyspozycji rocznie 150 mln euro. Trabzonspor 60-70, a to trzy razy większy budżet od tego naszego. Ale akurat Turcja to jest dobry przykład, gdzie państwo pomaga i to bardzo piłce nożnej. Turcy mają realne problemy z bezpieczeństwem na stadionach, a pomimo tego wszystkie topowe tureckie drużyny są w większości utrzymywane przez spółki skarbu państwa. Do tego cała infrastruktura jest budowana przez samorządy i społeczność. Trabzonspor wybudował tak wspaniałą siedzibę akademii, że aż szok! Podejrzewam, że przy takich nakładach na szkolenie Turcja ucieknie nam jeszcze bardziej.

Zwolnienie Jana Urbana uzasadniał pan sformułowaniem: "Różnica w wizji klubu". Proszę doprecyzować te słowa.

- Nie mogę tego zrobić. Ja go bardzo lubię i szanuję. Zresztą on sam powiedział, że po roku się rozstaniemy. Trener Urban jest bardzo uczciwym i porządnym człowiekiem. Sam był zdecydowany, aby nie przedłużać latem kontraktu. Można powiedzieć tak, że jak wszyscy wiedzieli, że rozwód i tak nastąpi za pół roku, to po co było czekać na ten moment? Za pół roku bylibyśmy w tym samym miejscu. Na dodatek w czerwcu jest mniej czasu na wprowadzenie nowego szkoleniowca.

- W Legii jest taka presja i poczucie misji społecznej, że nie mogliśmy sobie pozwolić na dreptanie w miejscu przez pół roku. Próbujemy innej drogi, a życie nas zweryfikuje, czy wstąpiliśmy na właściwą.

Henning Berg ma bardzo małe doświadczenie trenerskie. W Norwegii prowadził dwa mało znane kluby, z Blackburn wyleciał po 57 dniach. Co pana do niego przekonało?

- Naszym podstawowym celem była zmiana kultury i organizacji klubu. Jestem przekonany, że dzięki Bergowi to osiągniemy. Poziom profesjonalizmu, który cechuje ludzi, którzy tak długo byli w zawodowej piłce, jest dużo wyższy niż panujące w Polsce standardy.

- Jeśli pan pyta o wyniki pierwszej drużyny, to nie wiem jak to z Bergiem będzie. Liczę na to, że w średnim okresie czasu zrobimy krok do przodu. Na pewno jednak jako klub ruszymy organizacyjnie, kultura organizacji będzie dużo wyższa. Jestem przekonany, że dzięki zatrudnieniu Berga Legia, jako klub, wygra.

- Wiele aspektów, począwszy od dyscypliny, przez współpracę między pierwszą a drugą drużyną, aż po podejście do przygotowania, ulegnie teraz poprawie.

Bierze pan pod uwagę to, że wejście do szatni człowieka reprezentującego kulturę skandynawską, przywykłego do stylu fizycznej pracy z Premier League, może się okazać szokiem dla piłkarzy? Kiedyś w Wiśle takim było nastanie czasów Dana Petrescu. Po kilku miesiącach pracy z nim piłkarze zaczęli apelować do prezesa Cupiała: "Niech pan go zabierze, bo on nas wykończy tymi treningami"! Szatnia Legii zdominowana jest przez zawodników technicznych, a nie fizycznych.

- Ale technicznych na polską ligę. Mistrz Polski musi zagrać w czwartej rundzie kwalifikacji. Lista drużyn jest znana i dokładnie wiadomo, kto tam jest. Przypadkiem mogą tam trafić dwa-trzy jak np. Szachtior Karaganda, czyli bardziej egzotyczne, ale zazwyczaj poparte bardzo dużymi budżetami.

- Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: przez najbliższe trzy lata my jako Legia, a inne polskie kluby przez najbliższe 10 lat, w czwartej rundzie kwalifikacji do Champions League nie wyjdziemy naprzeciwko drużyny, od której będziemy piłkarsko lepsi. Wobec tego musimy górować w innych aspektach, takich jak szybkość, siła, przygotowanie fizyczne, taktyczne i mentalne. Musimy być zdyscyplinowani i złapać szczyt formy we właściwym momencie. Oczywiście liczymy również na to, że nasi zawodnicy - szczególnie ci młodzi - będą się właściwie rozwijali i dzięki temu z roku na rok będziemy lepsi również piłkarsko. Ten rozwój jest ważny, ale wymaga czasu. To nie jest tak, że przyjście jednego-dwóch zawodników podniesie znacząco poziom zespołu. Rzecz jasna, rasowemu napastnikowi o to łatwiej, bo taki Danijel Ljuboja od czasu do czasu potrafił wypracować i strzelić bramkę, ale trzeba też pamiętać, że ten sam piłkarz miał kilkadziesiąt spalonych i masę egoistycznych zagrań. Zatem to nie jest czarno-białe.

- Droga do europejskiego poziomu piłkarskiego zajmuje kilka lat. Może się uda trafić do Ligi Mistrzów niejako na skróty, organizacją, taktyką, dyscypliną, przygotowaniem fizycznym i mentalnym. Niedużo nam brakuje. Dwumecz ze Steauą Bukareszt pokazał, że rywal jest lepszy, ale to nie była przepaść.

Ale jak z tą szatnią będzie? Zniesie Berga lepiej niż przed laty Wisła Dana Petrescu?

- Petrescu był najlepszym trenerem, jakiego mieliśmy w Polsce w ostatnich latach. On robi niesamowitą karierę, gdzie się tylko pojawi. Prawdopodobnie w przyszłym sezonie wyląduje w Premier League.

- Uważam, że nasza szatnia poradzi sobie. Wydaje mi się, że mentalność polskich piłkarzy w ostatnich latach się zmieniła. Może nie wszyscy, ale większość piłkarzy Legii chce zrobić progres i marzy o tym, aby się piłkarsko rozwinąć. Nawet jeśli nie są przyzwyczajeni do tego, aby funkcjonować w jakimś reżimie. Powiedzmy sobie, że piłkarze w Polsce nie są przyzwyczajeni nie tylko do ciężkiej pracy, ale do wielu innych rzeczy także. Właściwego odżywiania, spania. Ostatnio się dowiedziałem, że jeden z naszych chłopaków potrafi do czwartej rano grać w gry komputerowe, chociaż ma rano trening. Taka niby prosta sprawa - każdy człowiek wie, że trzeba osiem godzin spać przed treningiem, a dla niego nie jest oczywistością.

- Z drugiej strony, mam poczucie, że coraz więcej chłopaków - szczególnie tych z Legii - bardzo chce się rozwijać. Nikt łatwo nie odpuszcza. Chłopaki potrzebują kogoś, kto będzie przewodnikiem i pomoże im zrobić ten krok do przodu. Liczę na to, że będzie nim waśnie Henning Berg.

Czyli jest pan przygotowany na taki scenariusz, że owoce pracy Berga mogą nadejść dopiero po dłuższym okresie, a ewentualny początkowy szok dla zespołu może oznaczać utratę np. mistrzostwa Polski? Wiem, że to ciężko dopuścić do głowy, tym bardziej, że kluby, które gonią mają kłopoty z płynnością finansową.

- To się okaże, ale goniącej nas grupy nie ograniczałbym do Górnika i Wisły. Po podziale punktów Lech będzie miał do nas tylko cztery punkty straty. Poznaniacy mają wyrównaną i szeroką kadrę, która powinna grać na wysokim poziomie. Przynajmniej w naszej lidze. Ta drużyna powinna być w pierwszej trójce.

Zaskakuje pana fakt, że najmocniej depczą po piętach Górnik z budżetem 11 mln zł i mająca swoje problemy Wisła?

- Nie zaskakuje mnie, ale w wypadku Górnika słyszałem, że tam długu jest bardzo dużo, choć nie wiem, ile prawdy jest w tych pogłoskach. Od zawsze mówiłem, że Jan Urban i Adam Nawałka to dwóch najlepszych trenerów w Polsce, choć każdy z nich prezentuje nieco inne podejście do zawodu. Z tego co wiem, Adam Nawałka bardzo zwracał uwagę na dyscyplinę, reżim i jego drużyna była dobrze przygotowana fizycznie. Do tego zabrzanom dopisało szczęście i pozytywny zbieg okoliczności. Chociażby to, że nie grali w pucharach, wystrzelił Zachara, Nakoulma gra na swoim wysokim poziomie, Olkowski radzi sobie również dobrze. Do tego doszedł Sobolewski, którego w takiej formie nie widziałem od bardzo dawna. To dla mnie najlepszy defensywny pomocnik w Polsce i to zdecydowanie! On tego Górnika pociągnął, zwłaszcza przy tym, jak im się posypała obrona. To wystarczyło, aby być wiceliderem. Dodatkowo konkurentom pomogło to, że potknęliśmy się kilka razy, bo prawda jest taka, że my powinniśmy mieć z pięć punktów więcej. Do tego dochodzi podział punktów na koniec, więc walka o mistrzostwo Polski będzie ostra.

Nie dziwi pana, że trener Franciszek Smuda, z którym przekomarzał się pan na łamach mediów, tak dobrze radzi sobie z Wisłą?

- Po pierwsze, trzeba oddać cesarzowie, co cesarskie. Liczy się wynik, a za ten Smudzie należy się szacunek i tu nie ma dwóch zdań. Natomiast nie zmieniam opinii, co do podejścia trenerskiego pana Smudy i uważam, że prawdopodobnie jest tak, że ta drużyna potrzebowała takiego właśnie trenera i ... daj Boże! W Wiśle też mieli dużo pozytywnych zbiegów okoliczności. Paweł Brożek wypalił, wygrał im kilka meczów niemal w pojedynkę. Ze trzy wygrał dosłownie sam. Wisła wygrywała 1-0 po takim strzale Brożka, którego nie oddałby nikt inny w Polsce. Dodatkowo rundę życia zagrał bramkarz Miśkiewicz. Tak jest w piłce. Z nami wygrali 1-0, choć równie dobrze mogło być 0-0 i już nasza przewaga nad Wisłą byłaby większa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje