Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 6 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (26 pkt.)
  • 8 .Lech Poznań (25 pkt.)

Raków - Lechia. Artur Sobiech: Jeszcze nie przegraliśmy meczu

- Nie mam nic przeciwko temu, abyśmy powtórzyli wynik z naszego ostatniego spotkania. Na początku kwietnia w półfinale Pucharu Polski wygraliśmy w Częstochowie 1-0 - powiedział przed niedzielnym meczem ekstraklasy z Rakowem piłkarz Lechii Gdańsk Artur Sobiech.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Dorobek trzeciej drużyny minionego sezonu Ekstraklasy nie jest zbyt okazały - lechiści mają na koncie zwycięstwo oraz trzy remisy.

- Na pewno zdobycz punktowa mogła być lepsza. Szkoda zwłaszcza ostatniego spotkania z Jagiellonią, ale przeciwnik nie należał do najłatwiejszych, bo to bardzo dobra drużyna i remis był sprawiedliwy. Trzeba jednak docenić to, że nie przegraliśmy jeszcze meczu - stwierdził.

Na początku sezonu rywalami biało-zielonych są beniaminkowie. Na inaugurację podopieczni trenera Piotra Stokowca zremisowali 0-0 w Łodzi z ŁKS, natomiast w niedzielę o 17.30 zagrają w Bełchatowie z Rakowem. W czterech dotychczasowych meczach ekipa z Częstochowy wywalczyła tylko trzy punkty - po zwycięstwie 1-0 w Białymstoku z Jagiellonią.

- Beniaminkowie często mają bardzo dobry początek, grają i punktują siłą rozpędu, ale teraz, chociaż jakąś zdobycz mają, jest trochę inaczej. Na pewno w konfrontacji z ŁKS plany pokrzyżowała nam czerwona kartka Żarko Udoviczicia, bo całą drugą połowę graliśmy w osłabieniu. Nie mam nic przeciwko temu, aby powtórzyć w Bełchatowie wynik z naszego ostatniego spotkania - na początku kwietnia w półfinale Pucharu Polski wygraliśmy w Częstochowie 1-0. Nastawiamy się jednak na ciężki mecz - dodał.

Półfinałowa konfrontacja była szczególnie pamiętna dla Sobiecha i to nie tylko z tej racji, że w 17. minucie popisał się skuteczną główką. Został także dwa razy trafiony w głowę i kwadrans później z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu musiał opuścić boisko.

- Najpierw przy bramce zostałem mocno kopnięty w głowę, nawet nie pamiętam przez kogo, a następnie zderzyliśmy się głowami z jednym z rywali i nie byłem w stanie kontynuować gry. Kilka dni dochodziłem do siebie, ale generalnie było warto, bo ten gol dał nam upragniony awans do finału - zapewnił.

Piłkarz gdańskiej drużyny zdobył w tym sezonie dwie bramki w konfrontacjach z Wisłą Płocku (Lechia wygrała 2-1) oraz u siebie z "Jagą" (1-1) - obie po strzałach głową i po dośrodkowaniach z lewej strony Filipa Mladenovicia.

- Po pierwsze napastnik musi iść do piłki i wyprzedzić obrońcę. Trzeba też wygrać walkę o górną piłkę, co mi się udało. Muszę jednak przyznać, że dostałem świetne piłki od "Mladzi", ale także z prawej strony obrony podłącza się Karol Fila i od niego również mogę liczyć na dobre dośrodkowania. Również nasi boczni pomocnicy grają ofensywnie i starają się posyłać piłki do napastników - podkreślił.

Lepsze otwarcie 29-letni napastnik miał 10 lat temu, kiedy w barwach Ruchu Chorzów w trzech pierwszych kolejkach strzelił dwa gole i w sumie uzbierał 10 trafień. Pod tym względem był to jego najlepszy sezon w ekstraklasie. W sumie w 100 występach w polskiej Ekstraklasie Sobiech 30 razy pokonał bramkarzy rywali.

- Zawsze może być lepiej. Napastnika rozlicza się głównie z goli, ale nie tylko, bo mamy też inne zadania na boisku. Najważniejszy jest jednak zespół i jego dorobek. Nie wyznaczyłem sobie teraz jakiegoś strzeleckiego limitu, bo koncentruję się na następnym spotkaniu. Napastnik chce oczywiście w każdym meczu zdobywać bramki, ale nie zawsze się to udaje. Mam jednak nadzieję, że zdołam podtrzymać dobrą passę w kolejnych występach - podsumował.

Marcin Domański

Dowiedz się więcej na temat: Artur Sobiech | Lechia Gdańsk | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje