Reklama

Reklama

Mocne słowa czołowego bramkarza Ekstraklasy: "Dla mnie to było jak mistrzostwo!"

Dušan Kuciak przygotowuje się z drużyną Lechii Gdańsk do nowego sezonu, nie zapominając o poprzednich rozgrywkach, które były dla słowackiego bramkarza i jego drużyny bardzo udane.

Maciej Słomiński, Interia: Chciałem zacząć od poprzedniego sezonu, a konkretnie braku pana nazwiska w gronie piątki graczy nominowanych do miana najlepszego bramkarza Ekstraklasy. Bolało?

Dušan Kuciak, bramkarz Lechii Gdańsk: - Być może ktoś zdecydował, że moje nazwisko w przeszłości było już zbyt często wśród piątki nominowanych i postanowił dać szanse innym? (śmiech). Bardziej niż na wyróżnieniach przyznawanych przez ekspertów i dziennikarzy zależy mi na tym, by być docenianym w klubie przez sztab trenerski. Poprzedni sezon w moim wykonaniu uważam za bardzo dobry.

Reklama

Po rundzie jesiennej rozmawiałem z trenerem Tomaszem Kaczmarkiem, który mówił, że na wiosnę będzie pan najlepszy w lidze. Słysząc to miałem trochę wątpliwości pamiętając o sezonie 2017/18, gdy nie miał pan równorzędnego konkurenta do miejsca w bramce. Mówiąc wprost - Olivier Zelenika nie naciskał na pana tak mocno jak Zlatan Alomerović, który odszedł z Lechii w połowie poprzednich rozgrywek.

- Po pierwsze uważam, że Michał Buchalik jest bardzo solidnym ligowym bramkarzem. W ostatnim meczu sezonu wpuścił 3 bramki w Częstochowie, ale wiele razy ratował drużynę z opresji, uważam że zagrał dobre zawody. Wszyscy wypominają mi tamten sezon, że był słabszy w moim wykonaniu, jakby zapominając jaka była sytuacja w klubie i drużynie. Jest bardzo wiele składników, który wpływają na formę sportowca, konkurencja jest ważna, ale jest tylko jednym z nich. Wpuściłem wtedy wiele bramek, ale finalnie utrzymaliśmy się w lidze i końcówkę sezonu miałem dobrą. Nie uważam, że byłem wtedy w słabej formie. Czy możemy na chwilę zamienić rolę i ja mogę zadać pytanie?

Jasne.

- Kto był rezerwowym bramkarzem w serii finałowej sezonu 2016/17, gdy Lechia nie straciła ani jednej bramki?

Mateusz Bąk.

- W jednym meczu z Pogonią Szczecin, gdy żegnał się z kibicami w Gdańsku. W pozostałych meczach na ławce siedział Olivier Zelenika, który też był numerem dwa w kolejnym sezonie. Czyli co - "Oli" był dla mnie mocną konkurencją w jednym sezonie, w drugim już nie? Tak to nie działa. Czy mogę mieć jeszcze jedno pytanie?

 Oczywiście.

- Dlaczego poprzedni sezon zacząłem na ławce rezerwowych?

Sztab trenera Piotra Stokowca tłumaczył to faktem, że Alomerović uczestniczył w całym okresie przygotowawczym, a pan wrócił nieco później, bo uczestniczył w Euro 2020.

- Ale jak to? Przecież ja wróciłem o tydzień wcześniej z wakacji niż miałem! Uważam, że byłem wtedy w super formie, a trener Stokowiec czasem stosował dziwne rotacje na pozycji bramkarza.

No dobrze, 2-0 dla Słowacji. A jak pan ocenia rozwój nadziei gdańskiego bramkarstwa, 17-letniego Antoniego Mikułko?

- Uważam, że jego rozwój zależy od decyzji, które podejmie on i jego otoczenie w najbliższej przyszłości. Antek ma szczęście, że trafił na trenera Pawła Primela, jest coraz lepszy, ale jeszcze nie jest na poziomie bramkarskiego numeru 2 w Ekstraklasie. Jak już jesteśmy przy bramkarzach Lechii, chcę podkreślić postęp jaki przez ostatnie pół roku zrobił Kuba Raciniewski.

Rozmawialiśmy rok temu podczas zgrupowania Lechii Gdańsk w Gniewinie, wówczas powiedział pan, że Łukasz Zwoliński powinien walczyć o koronę króla strzelców Ekstraklasy i tak się stało. Na kogo nałożymy presję tym razem?

- Tym razem nie na Łukasza. On sam musi sobie ułożyć w głowie, ile chce bramek strzelić, co chce osiągnąć i przede wszystkim - gdzie. Niewielu zawodników może być pewnym miejsca w składzie Lechii, ale myślę że jednym z nich jest Kuba Kałuziński, widzę jak codziennie pracuje. Chcę by jego gra stała się dobrym przykładem dla reszty młodych zawodników Lechii. 

Flavio Paixao po przedłużeniu kontraktu na sezon 2022/23 powiedział, że to jego ostatnie rozgrywki. Pan jest od niego rok młodszy i ma umowę jeszcze przez rok ważną z Lechią.

- Nie powiem jak Flavio, że to mój ostatni sezon, bo tak nie myślę. Mogę powiedzieć, że będę grał 4 lata, a zagram 8 (śmiech). Może też być na odwrót - powiem, że zagram 5 lat, a zagram rok. Skupiam się na tym co tu i teraz. Mam jeszcze rok kontraktu z Lechią Gdańsk. Myślę, że dalsze losy naszej współpracy zależą od mojej formy i mojego zdrowia.

Jak pan jako doświadczony zawodnik odbiera obecne zamieszanie wobec Lechii Gdańsk? Wszyscy jak na szpilkach czekają na nowego właściciela. Najświeższe informacje są takie, że wycofano z rozgrywek drużynę rezerw.

- Nie zauważyłem, by temat zmian właścicielskich był obecny w naszej szatni, skupiamy się na boisku, na to mamy wpływ. Rezerwy zostały wycofane, pewnie za jakiś czas zostaną przywrócone. Naszą rolą jest jak najlepiej pracować, by to przełożyło się na lepszą grę, im lepsze wyniki tym klub zostanie może sprzedany za wyższą cenę. 

Jest pan zawodnikiem z największym europejskim doświadczeniem w drużynie Lechii, a przecież niebawem mecze 1. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji - 7 i 14 lipca zmierzycie się z Akademiją Pandew.  

- Grałem w eliminacjach Ligi Mistrzów jeszcze z Żyliną, potem w Pucharze Intertoto w barwach rumuńskiego Vaslui, w fazie grupowej Ligi Europy z Legią Warszawa, wreszcie dwumecz z Brondby w Lechii Gdańsk.

Co przekaże pan kolegom z drużyny, którzy jeszcze w europejskich rozgrywkach nie grali?

- Że to inna otoczka i inne emocje. Lechia dopiero trzeci raz w historii gra w europejskich pucharach, nigdy jeszcze nie okazała się lepsza w dwumeczu, chcemy przejść Akademiję Pandew, zapisać się w historii. Chcemy grać w pucharach jak najdłużej.

 Gdy ja mówię europejskie puchary - jaka jest pana pierwsza myśl?

- Dwumecz z Celtikiem Glasgow w barwach Legii Warszawa. Moja największa porażka w sportowej karierze, najgorszy jej moment.

Jeszcze wracając do poprzedniego sezonu. Czy można było wycisnąć więcej z tych rozgrywek drużynowo?

- Moim zdaniem wyciągnęliśmy z nich absolutnego maksa. Wystarczy popatrzeć jakie były w oknie transferowym wzmocnienia tych drużyn, które były przed nami, a jakie były nasze. To 4. miejsce było dla mnie niczym mistrzostwo. Naszym szczęściem było to, że dało ono europejskie puchary, do których teraz się przygotowujemy.

Jakie są wasze cele drużynowe na nowy sezon?

- Oczywiście chciałbym zdobyć mistrzostwo, ale muszę patrzeć realnie. Po pierwsze uważam, że jeszcze za wcześnie na takie prognozy, po drugie myślę, że do drużyn silnych w poprzednich rozgrywkach mogą doskoczyć teraz np. Cracovia czy Wisła Płock, zawsze dobrze radzi sobie jeden z beniaminków. Legii Warszawa też już nie przydarzy się tak słaby sezon jak poprzednio. Naszym celem jest ustabilizowanie pozycji Lechii Gdańsk w top5 Ekstraklasy.

Macedoński piłkarz, Aleksandar Todorowski powiedział mi, że Lechia Gdańsk odniesie dwie łatwe wygrane z Akademiją Pandew.

- Jesteśmy faworytami, ale musimy zachować czujność. Nie to, że szukam zawczasu alibi, ale za długo gram w piłkę, by tracić koncentrację, która w grach europejskich jest absolutnie najważniejsza.

Mówił pan, że nie ma w szatni tematu zmiany właściciela Lechii Gdańsk, ale wiem że czasem mówicie o frekwencji na stadionie. Jaka, by pana zadowoliła w meczu z Akademiją Pandew?

- Będę wdzięczny za każdego kibica, który przyjdzie wiem, że czasy są ciężkie. Nawet jak przyjdzie 4 tysiące widzów, dziękuję każdemu z osobna. Myślę, że Lechię i Gdańsk stać jednak na to, żeby frekwencja dobiła do 20 tysięcy. To byłaby petarda! Myślę, że pora meczu jest idealna. Chętnie jako piłkarze włączymy się też w działania marketingowe, by frekwencja była jak najlepsza.

Obóz w Cetniewie dobiegł końca, jakby pan go opisał na tle pozostałych zgrupowań, które miał pan w karierze? Czy mógł pan być sobą, czy zagryzał zęby odliczając dni do końca?

- Zawsze jestem sobą, gdy się złoszczę to jestem ja, gdy jestem szczęśliwy to też ja. Nie ma sensu udawać, nie w moim wieku. Uważam też, że obóz trwający 2 tygodnie to za długo. To wręcz magiczna sprawa, że nie doszło do żadnych konfliktów - to zasługa sztabu i osób będących obok drużyny. Dobrze, że jest z nami trener Maciek Kalkowski on jest z Gdańska i wiele widzi. Miałem wielu trenerów, z każdym się dogadywałem, trener bramkarzy, Paweł Primel wciąż pozwala mi się rozwijać i to mnie pozytywnie nakręca.

Kilka dni temu obchodzono dzień ojca. Pan jest człowiekiem bardzo rodzinnym, jednak tego dnia był z dala od ukochanej córki.

- Wiem, że dzień ojca był obchodzony w Polsce kilka dni, my jesteśmy Słowakami, obchodziliśmy go tydzień temu w niedzielę. Zadzwoniłem do ojca, podziękowałem mu za wszystko, córka przysłała mi bardzo miłą, fajną wiadomość. Bezpieczeństwo i szczęście mojej rodziny to dla mnie absolutny priorytet. Jeśli moja rodzina jest szczęśliwa, ja jestem szczęśliwy podwójnie.

Rozmawiał Maciej Słomiński, Interia

Reklama

Reklama

Reklama