Reklama

Reklama

Michał Probierz: Z wyniku nie jestem zadowolony, bo mogliśmy wygrać

- Z wyniku nie jestem zadowolony. W końcówce graliśmy w "10", a i tak mogliśmy wygrać - ocenił remis z FC Barcelona 2-2 Michał Probierz, trener Lechii Gdańsk.

We wtorek na PGE Arenie było prawdziwe piłkarskie święto. Po raz pierwszy w Polsce zagrał Lionel Messi, a Neymar zadebiutował w Barcelonie. Ostatecznie mecz zakończył się remisem, ale to Lechia dwa razy obejmowała prowadzenie.

- Obejrzałem dwa ostatnie mecze Barcelony - z Bayernem w Monachium oraz w Oslo z Valerengą i wiedziałem, że z mistrzami Hiszpanii można powalczyć. Pod warunkiem, że zagra się agresywnie i dobrze pod względem taktycznym. Zrealizowaliśmy te założenia, niemniej z wyniku nie jestem zadowolony. W końcówce graliśmy w "10", a i tak mogliśmy ten mecz wygrać - mówił Probierz.

Reklama

Gra w osłabieniu to wynik kontuzji Kacpra Łazaja, który został zniesiony na noszach. Natomiast szansa na zwycięstwo pojawiła się, gdyż w ostatniej akcji spotkania piłkę w polu karnym otrzymał Adam Duda, ale nie potrafił oddać celnego strzału.

- Szkoda, że Barcelona nie przyjechała w silniejszym składzie, a uważam, że powinna tak postąpić po rezygnacji z przyjazdu do Gdańska w pierwszym terminie. To było emocjonujące spotkanie, w którym zaprezentowaliśmy się z dobrej strony, niemniej takie konfrontacje, poza doświadczeniem, praktycznie nic nie dają. Potyczka z Barceloną była tylko jednym z elementów przygotowań do najważniejszego meczu, jakim jest dla nas poniedziałkowe spotkanie z Jagiellonią w Gdańsku. Dlatego wczoraj, nie bacząc na rywalizację z Barceloną, mieliśmy ciężki i trwający dwie godziny trening. W kontekście meczu z Jagiellonią martwi mnie również kontuzja, której dzisiaj nabawił się Marcin Pietrowski (zszedł z boiska w dziewiątej minucie - przyp. red.) - stwierdził Probierz.

Barcelona pierwotnie miała zagrać z Lechią 20 lipca, ale dzień wcześniej ogłoszono, że z pracy z nią rezygnuje trener Tito Vilanova, u którego nastąpił nawrót choroby nowotworowej, dlatego klub odwołał swój przyjazd.

- Nie ulega wątpliwości, że strzelić gola Barcelonie to wspaniałe uczucie. Przyszło nam przecież grać przy prawie pełnym stadionie z najlepszą drużyną świata ostatniej dekady, a na żywo relację z tego spotkania można było obejrzeć w 130 krajach - mówił Jarosław Bieniuk, który po kwadransie dał Lechii prowadzenie.

- Wynik w tym meczu był jednak sprawą drugorzędną. Najważniejsze, że rywalizując z tak klasowym rywalem pozbyliśmy się przed pierwszym gwizdkiem strachu. Zagraliśmy odważnie, zaprezentowaliśmy się z korzystnej strony i na pewno daliśmy naszym kibicom sporo radości oraz emocji  - dodał kapitan Lechii.

Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził jednak Sergi Roberto. Na początku drugiej połowy bramkę zdobył Piotr Grzelczak, a wynik spotkania kilka minut później ustalił Messi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL