Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Łukasz Budziłek: Nie boję się pełnych trybun

W piątkowym meczu 32. kolejki Ekstraklasy z Wisłą Kraków w bramce Lechii wystąpi Łukasz Budziłek, dla którego będzie do pierwsze spotkanie na PGE Arenie. - Nie boję się pełnych trybun. Kibice mnie mobilizują, a nie paraliżują - powiedział 24-letni golkiper.

Budziłek trafił do Lechii w lutym na zasadzie transferu definitywnego z Legii i był jednym z elementów wymiany bramkarzy pomiędzy trzema klubami - jednocześnie z gdańskiego zespołu do PGE GKS-u wypożyczony został Dariusz Trela, natomiast z Bełchatowa do Warszawy przeszedł Arkadiusz Malarz.

- Wydawało się, że na tej wymianie najbardziej zyskam ja, tymczasem Trela dwa razy zdążył pojawić się między słupkami w ekipie z Bełchatowa, a ponadto do bramki wszedł także Malarz, co wydawało się niemożliwe, go Legia rzadko zmienia golkiperów. Ja z naszej trójki zagrałem ostatni - dodał.

Reklama

24-letni bramkarz doczekał się jednak debiutu w gdańskiej drużynie w poprzedniej kolejce w Szczecinie, gdzie po trzech kolejnych wyjazdowych porażkach biało-zieloni pokonali Pogoń 1-0. - Cieszę się, że wreszcie miałem okazję pojawić się na boisku i po trzech latach przerwy ponownie zagrałem w ekstraklasie. To było dla nas bardzo ważnej spotkanie, a zwycięstwo na początek drugiej fazy ustawia nas w korzystnej sytuacji przed kolejnymi meczami grupy mistrzowskiej - zauważył.

W piątkowym spotkaniu z Wisłą Kraków, które rozpocznie się w Gdańsku o 20.30, w bramce gospodarzy ponownie pojawi się Budziłek. - Łukasz dostał w Szczecinie szansę i poza jednym błędem spisał się poprawnie. Na tej pozycji nie przewiduję w naszym zespole w najbliższym meczu zmiany - zdradził trener Lechii Jerzy Brzęczek.

W tej rundzie zmiennik Mateusza Bąka miał tylko okazję bronić w przerwach ligowych meczów na PGE Arenie rzuty karne wykonywane przez sympatyków gdańskiej drużyny. Wychowanek PGE GKS Bełchatów zapewnia jednak, że nie obawia się presji ze strony kibiców.

- Nie boję się pełnych trybun. Nie wiążą mi one rąk. Chciałbym nawet, aby nasze mecze gromadziły komplety widzów. Wolę grać w spotkaniach, w których jest dużo ludzi, bo wtedy czuję, że gram dla kogoś konkretnego. Kibice mnie mobilizują, a nie paraliżują. Problemy z koncentracją miałem natomiast często w pierwszej lidze, chociażby na boisku w Stróżach, gdzie widownia świeciła pustkami - wyjaśnił.

W sześciu rozegranych na wiosnę meczach na PGE Arenie biało-zieloni nie stracili gola. Budziłek przekonuje, że ważniejsze od zachowania przez niego czystego konta w konfrontacji z Wisłą jest wygrana jego drużyny.

- Interes zespołu jest ważniejszy od indywidualnych statystyk. Mam natomiast świadomość, że najbliższe spotkania są dla mnie szansą i postaram się zrobić wszystko, aby w nich jak najlepiej wypaść. Cieszę się także, że piątkowy mecz z Wisłą odbędzie się wieczorem przy sztucznym oświetleniu, bo to też jest dodatkowy smaczek - przyznał.

Po wygranej z Pogonią gdańszczanie awansowali na szóste miejsce w tabeli i tracą tylko dwa punkty do trzeciej Jagiellonii Białystok. Gdański golkiper nie zamierza jednak analizować szans na zdystansowanie kolejnych rywali, bo według niego najważniejszym jest najbliższy mecz z Wisłą.

- Wyznaję zasadę, że zawsze trzeba skupiać się na najbliższych celach, a nie wybiegać za daleko w przyszłość. W życiu prywatnym także nie planuję dalej niż tydzień do przodu. Często trener zmieniał nagle godziny treningów i fajne plany wiele razy legły w gruzach - podsumował Budziłek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy