Reklama

Reklama

Lechia Gdańsk. Tak Jarosław Bieniuk wpadał w tarapaty

We wtorek w Sopocie rozpoczął się proces byłego piłkarza, a obecnie asystenta trenera Lechii Jarosława Bieniuka, oskarżonego o udzielanie dwóm osobom narkotyków. O pokręconych losach znanego piłkarza pisze dziennikarz, który zna go najlepiej - korespondent Interii z Trójmiasta - Maciej Słomiński.

Gdy ktoś pyta, mówię, że znam Jarka Bieniuka prawie 30 lat. Tak naprawdę to się minęliśmy. Gdy zdałem do dobrego liceum w Gdyni, nie starczyło mi czasu (i talentu), by dojeżdżać na treningi trampkarzy na stadion Lechii w Gdańsku-Wrzeszczu. Właściwie od razu na mojej pozycji forstopera (to było bardzo dawno) zaczął grać patykowaty chłopak z Sopotu. Wołali na niego "Palmer", bo miał nogi chude niczym Carlton Palmer, wtedy pomocnik reprezentacji Anglii.

Dlaczego o tym piszę? Bo gdybyśmy wtedy się nie minęli, może to ja bym dziś zasiadał na ławie oskarżonych przed Sądem Rejonowym w Sopocie, oskarżony o udzielanie narkotyków.

Reklama

Nie umiał grać w piłkę

Nie obrazi się na mnie, gdy napiszę, że na początku Jarek nie bardzo umiał grać w piłkę. Jest znany ze sporego dystansu do siebie, dlatego często się śmieje, że do końca się nie nauczył. Gdy przyszedł na trening do Józefa Gładysza, do jednej z najlepszych drużyn dziecięcych w Polsce, nie mógł wyjść z tzw. "dziadka", czterech na obwodzie podaje piłkę, dwóch goni za nią w środku. Trochę się nauczył, ale wciąż nie bardzo umiał. 

Do ekstraklasowej Amiki poszedł, żeby Tomek Dawidowski, o którego głównie chodziło wronczanom, miał towarzystwo. Tam grał z lepszymi, więc siłą rzeczy się nauczył. Wtedy poznał znaną aktorkę Anię Przybylską, żeby się z nią zobaczyć potrafił zjeść surowego ziemniaka i symulować chorobę - pisał o tym w swej biografii Grzesiek Król - inny zawodnik naszej drużyny. Oj, tak - mieliśmy wesołą drużynę, był jeszcze Marek Zieńczuk, Dawid Banaczek i m.in. dwóch braci Szydłowskich - synów znanego gdańskiego piekarza.

Jest co wspominać, gdy spotykamy się na corocznej sportowej wigilii. W zeszłym roku Jarek się nie pojawił. Bał się niewygodnych pytań? Przecież byłby wśród swoich, jakby ktoś mówił o neseserze, to tylko w żartobliwym tonie. Taka piłkarska szydera, słabsza kość pęka.

Wesoły Romek

Gdy usłyszeliśmy, że Jarek jest oskarżony o gwałt, od razu wiedzieliśmy, że to farmazon. Może zapomni odpowiedzieć na maila, może nie odbierać telefonu przez tydzień, ale to ostatnia osoba, która zrobi komuś krzywdę. To raczej typ "wesołego Romka", który spóźni się godzinę na spotkanie, ale już po minucie o tym nie pamiętasz, bo wspominacie surowego ziemniaka.

Ci, którzy byli blisko ich rodziny, twierdzą, że to Ania spajała tę familię, gdyby nie ona "Palmer" by się wykoleił już dawno. Jarek bardzo dbał o prywatność, nawet dwuzdaniową wypowiedź po treningu kazał wysyłać dziennikarzom na maila: "Żeby nie było nic o starej". Dbał o nią, bo wiedział, że to ona jest ostoją ich rodziny. Gdy było już z nią źle, bardzo na rękę Bieniukowi poszedł trener Michał Probierz, który pozwolił mu nie jechać na obóz przygotowawczy do Turcji, by mógł być z żoną. Samochód Jarka coraz rzadziej było widać przy szatni na Traugutta, wiadomo było że jest coraz gorzej, aż do tragicznego końca.  

O dziwo, Jarek odnalazł się w trenerce. Gdy stawiał pierwsze kroki w Akademii Lechii, pytaliśmy go szyderczo jak poradzi sobie bez lakierków, a w korkach na nogach? Bardzo go ceni szkoleniowiec "Biało-Zielonych", Piotr Stokowiec, osoba do bólu ułożona i zaplanowana. Być może na zasadzie przyciągających się przeciwieństw?

Zaświeci słońce

Rozmawialiśmy kilka tygodni temu, na obozie w Turcji. Patrząc na zaśnieżone góry Jarek wspominał, gdy przez dwa lata mieszkali z rodziną w Antalyi. W latach 2006-2008 grał w miejscowym klubie, przez chwilę znów byli wszyscy razem na Tureckiej Riwierze. Zrobimy jakiś wywiad? Poczekaj jeszcze chwilę, wkrótce znów dla mnie zaświeci słońce - odpowiadał "Palmer".

Teraz grożą mu trzy lata pozbawienia wolności. Gdy zabrakło Ani, "Palmer" się pogubił. Zaczął przestawać z towarzystwem z sopockiej "Zatoki Sztuki". Kwestią czasu było to, że wsadzą go na "minę". Ze sztuką ta ekipa ma tyle wspólnego, co ze sztuką mięsa. Stare porzekadło mówi: z kim przestajesz, takim stajesz. Ale jeśli chodzi o Jarka, to widzę, że jest wciąż tym samym chłopakiem, który nie mógł wyjść z "dziadka". 

Sąd rozstrzygnie o jego winie. Ja wiem tyle, że nie jest łatwo wychowywać trójkę dzieci, zwłaszcza samemu. Jeśli była zbrodnia, musi być i kara. Jarka brutalnie doświadczyła śmierć ukochanej żony. Każdy zasługuje na drugą szansę, nawet ci z pierwszych stron kolorowych gazet.

Maciej Słomiński

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy