Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (32 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (29 pkt.)
  • 4 .Radomiak (28 pkt.)
  • 5 .Raków Częstochowa (26 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (21 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (21 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (21 pkt.)

Lechia Gdańsk. Stokowiec przed finałem Pucharu Polski

Pomimo wygrania w Ekstraklasie dwóch meczów z Jagiellonią Białystok trener Lechii Gdańsk uważa, że w czwartek na PGE Narodowym w Warszawie w finale Pucharu Polski jego piłkarze nie będą faworytem. - Szanse obu zespołów oceniam 50 na 50 - przyznał Piotr Stokowiec.

- To jest dla nas świetny sezon. Nadal chcemy sprawiać kibicom frajdę i dostarczać kolejnych emocji, dlatego przygotowaliśmy dla nich znakomite majówkowe święto. Zasłużyliśmy sobie na to ciężką pracą. Nie możemy już doczekać się pierwszego gwizdka na PGE Narodowym w Warszawie - powiedział Stokowiec.

W tej edycji pucharowych zmagań zawodnicy Lechii nie mieli okazji rywalizować na własnym stadionie. W pierwszej rundzie gdańszczanie wyeliminowali w Krakowie po rzutach karnych Wisłę, w dwóch kolejnych spotkaniach pokonali 3-1 w Rzeszowie beniaminka drugiej ligi Resovię oraz w Niecieczy spadkowicza z ekstraklasy Bruk-Bet Termalicę, w ćwierćfinale okazali się w Zabrzu lepsi (2-1) od Górnika, a w półfinale w Częstochowie od pierwszoligowego Rakowa (1-0). I w finale również będą mieli status gości.

Reklama

- Formuła tej edycji Pucharu Polski była taka, że nie można się było pomylić. I stanęliśmy na wysokości zadania. Liczyła się mocna koncentracja i przygotowanie do konkretnego meczu. Trzeba się było nastawić na wynik, czyli na zwycięstwo - zauważył.

Szkoleniowiec gdańskiej drużyny wrócił do ostatniego przegranego u siebie 1-3 meczu Ekstraklasy z Legią Warszawa, po którym gospodarze mieli ogromne pretensje do sędziego Daniela Stefańskiego.

- Tego, co się wydarzyło, nie można sprowadzać tylko do straty trzech punktów i pozycji lidera. Po tym spotkaniu pojawiły się emocje, złość i frustracja, co też przełożyło się na dalsze działania. Jako trener jestem odpowiedzialny i musiałem zawodnikom wytłumaczyć, jak to widzę oraz przekierować nastawienie. Muszę podziękować kibicom za wsparcie oraz prezesowi Bońkowi, który po męsku postawił sprawę i pokazał szacunek dla naszej pracy. Był piłkarzem oraz trenerem, zatem wie ile trudu i serca to kosztuje. Pomógł mi zamknąć tę sprawę, a przed nami kolejne wyzwania - dodał.

W tym sezonie Lechia dwa razy pokonała Jagiellonię. 20 lipca biało-zieloni wygrali na wyjeździe 1-0, a 25 listopada triumfowali na własnym stadionie 3-2. Stokowiec przekonuje, że te korzystne wyniki nie stawiają w czwartek jego zespołu w uprzywilejowanej pozycji.

- Moim zdaniem finał nie ma faworyta, a szansę obu zespołów oceniam 50 na 50. Może kibice którzy będą głośniej dopingować przechylą szalę zwycięstwa na rzecz swojej drużyny? Jagiellonia ma minimalne szansę na zajęcie miejsca na podium i dla rywali jest to mecz o wszystko, ale dla nas też jest to spotkanie o wszystko i nie widzę pomiędzy naszymi nastawieniami różnicy. To jest dla nas najważniejszy mecz i nie patrzymy na to, co będzie dalej. Chcemy dobrze zakończyć ten sezon, bo na to zasługujemy - zaznaczył.

46-letni szkoleniowiec zapewnia, że jego drużyna jest dobrze nastawiona, zdeterminowana i zmotywowana.

- Były narzekania, że gramy kunktatorsko, a ostatnio tracimy sporo bramek. Na wiele z nich nie zasłużyliśmy, ale wyciągnęliśmy wnioski i mieliśmy na ten temat odprawę. Nie mamy myśleć negatywnie o tym co się wydarzyło, tylko pozytywnie o tym, co nas czeka. Zgotowaliśmy sobie wspaniałą końcówkę sezonu. Jest pięknie i jesteśmy gotowi. Gdańsk stał się piłkarską stolicą, bo wszędzie nas w tym sezonie pełno. Rywale odpoczywali co prawda po ligowym meczu ponad 30 godzin dłużej, ale nie ma mowy o zmęczeniu, bo taki jest terminarz i trzeba się do tego dostosować. Stajemy w szranki, żeby się z tym zmierzyć. Zdołaliśmy się zregenerować, zebraliśmy energię i mamy dobre nastawienie - stwierdził.

Trener wicelidera Ekstraklasy podkreślił rolę Polskiego Związku Piłki Nożnej, który nadał tym rozgrywkom, także przez rozgrywanie finału na PGE Narodowym, dodatkowego prestiżu i odpowiedniej rangi.

- Komplet publiczności pokazuje, że potrzebujemy takich wydarzeń. Cieszymy się, że możemy w nich uczestniczyć, bo te doświadczenia rozwijają nas i klub, poprawiają też wizerunek Lechii. Poza tym dla wielu polskich zawodników Stadion Narodowy jest nieosiągalny, a gra na nim pozostaje w sferze marzeń. Spodziewam się świetnego widowiska i wierzę że w czwartek dopiszą kibice, a rywalizacja toczyć się będzie w sportowej atmosferze. Nic tylko jechać, grać, kibicować i cieszyć się, bo to jest radosny czas i wielkie piłkarskie święto - podsumował.

W Lechii nie zagrają kontuzjowani Rafał Wolski i Jakub Arak. Z kolei w bramce, podobnie jak w dwóch poprzednich pucharowych spotkaniach, stanie Zlatan Alomerović.

Gdańszczanie mają już w dorobku to trofeum. Wywalczyli je jako trzecioligowiec (obecna druga liga) - 22 czerwca 1983 roku w rozegranym w Piotrkowie Trybunalskim finale podopieczni trenera Jerzego Jastrzębowskiego pokonali 2-1 Piasta Gliwice.

Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama