Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (15 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (12 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 5 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (10 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (10 pkt.)
  • 8 .Radomiak (9 pkt.)

​Lechia Gdańsk. Po ligowym falstarcie

Trzeba cofnąć się do XX wieku, by znaleźć równie nieudany ligowy start piłkarzy Lechii w Gdańsku.

Srogi zawód sprawili swym sympatykom piłkarze Lechii Gdańsk. Niewielu spodziewało się, że tak gładko przegrają u siebie 0-2 z Jagiellonią Białystok w pierwszym ligowym meczu w nowym roku. W bieżącym tysiącleciu były wyjazdowe nokauty w starej II lidze (0-4 na Widzewie, 0-3 na Piaście), ale od powrotu do Ekstraklasy w 2008 r. Lechia ani razu nie przegrała ligowego otwarcia roku. By znaleźć poprzednią równie nieudaną domową inaugurację, trzeba cofnąć się do XX wieku. Drugoligowa przegrana z marca 2000 r. 0-2 ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki ma zaskakująco wiele wspólnego z sobotnim laniem od "Jagi".

Reklama

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Rzecz jasna wiele się zmieniło, to było tak dawno, że spośród aktorów sobotniego widowiska Kristersa Tobersa i Jakuba Kałuzińskiego nie było jeszcze na świecie. W sobotę Łotysz po nieudanej pierwszej połowie, w drugiej wziął się w garść i prezentował znacznie lepiej. Taki opis pasuje do całej drużyny Lechii, która zaskakująco lepiej grała w osłabieniu niż gdy w pierwszej połowie występowała w komplecie. Osłabienie wynikało z czerwonej kartki, którą w 36. minucie otrzymał Kałuziński. Kuba, to ułożony i dobrze wychowany chłopak, o czym oczywiście nie miał obowiązku wiedzieć arbiter Bartosz Frankowski, który był bezlitosny i usunął go z boiska. Dobre maniery, w żadnym wypadku nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla lekkomyślnego zachowania "Kałuży", który w jednej akcji otrzymał dwie żółte kartki i wykluczeniem osłabił drużynę.  

21 lat temu, ze Świtem Lechia grała w innej lidze i na innym stadionie. 1000 stęsknionych za piłką widzów, które wtedy pofatygowało się na mecz na stadion przy Traugutta, zapewne mniej więcej odpowiadałoby frekwencji na cztery razy większym obiekcie na Letnicy. W sobotę, gdyby widzowie mogliby zasiąść na trybunach przyszłoby ich zapewne w okolicach 4-5 tysięcy.

Czas na podobieństwa. 21 lat temu piłkarze Lechii poruszali się po boisku, jakby ich ukąsiła pluskwa milenijna. I tak było w sobotę. Obie przegrane 0-2 były równie zaskakujące, co zasłużone i bezdyskusyjne, obie poniesione na zaśnieżonych boiskach

I wreszcie podobieństwo największe - tak wtedy jak i teraz na ławce trenerskiej zasiadali szkoleniowcy, którzy zdobywali z Lechią Puchary Polski. Wtedy Jerzy Jastrzębowski, teraz Piotr Stokowiec. Pierwszy z nich świętował niedawno 70. urodziny, wróciliśmy wspomnieniami do meczu ze Świtem, trener doskonale go pamiętał, gdyż był on ostatnim w roli trenera Lechii. Po porażce został zwolniony, jak sam wspominał: "Moje rozstanie z klubem nastąpiło, ponieważ zmienił się zarząd, a mnie jednostronne zmieniono uposażenie". Nie jest to tajemnica, w mediach pisano wówczas, że Jastrzębowskiemu obniżono miesięczne wynagrodzenie z 5 do 3,5 tysiąca złotych.

Dziś niektórzy piłkarze i trenerzy w Ekstraklasie zarabiają tyle, ale dziennie. Inne czasy, dlatego teraz do analogicznego rozwiązania i rozstania z trenerem nie dojdzie. Pozycja trenera Stokowca jest bardzo mocna i na pewno poprowadzi drużynę Lechii w kolejnych meczach. Jego kontrakt obowiązuje do końca następnego sezonu. Mecz z białostocczanami był dla trenera Biało-Zielonych setnym w tej roli w lidze. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdański zespół nie rozwija się i o wiele lepiej grał, dajmy na to, w meczu numer 50. To spotkanie wypadło akurat w okolicy pamiętnych pucharowych bojów z Brondby. Teraz wielu bohaterów tamtego czasu już w Gdańsku nie ma (Haraslin, Augustyn, Sobiech, Mladenović, Lipski), drużyna Lechii gra w znacznie zmienionym składzie. Jednak od roku wielu zmian nie notujemy. Ile można budować? Dość abstrakcyjnie brzmią słowa Stokowca, który po meczu z "Jagą", w którym jego drużyna oddała jeden celny strzał na bramkę, mówił: "Uważam, że stworzyliśmy sobie w tym meczu kilka doskonałych sytuacji".  

W grudniu ubiegłego roku z ust trenera Lechii przed przegranym meczem z Legią padły z kolei następujące słowa: "Przodujemy w ofensywnych statystykach takich jak liczba podań w pole karne rywala i celność oddawanych strzałów. (...) Nasza gra ofensywna wygląda bardzo dobrze i żałuję, że w dwóch ostatnich meczach, pomimo tego, że były to dobre spotkania, nie udało nam się zdobyć punktów. Na pewno będziemy szli w kierunku ofensywy i widowiska. Najistotniejsze jest to przekuć w konkrety".

Trudno dyskutować ze statystykami, które są obiektywne. Co innego jednak jest w piłce nożnej ważniejsze od podań w pole karne rywala i celności oddawanych strzałów. Liczy się to co "w sieci".

Najważniejsza ze statystyk jest następująca: w sześciu ostatnich spotkaniach ligowych, Lechia raz wygrała i poniosła pięć porażek, wszystkie do zera. Stosunek bramek w tych meczach to 3-8. Na dziś lechistom punktowo bliżej do wyjątkowo w tym roku wątłej strefy spadkowej niż do ligowego podium. Dawno tak nie było.

Co dalej? Tego nie wiemy, ale wiemy, co nastąpiło tydzień po meczu ze Świtem w 2000 r. W kolejnym spotkaniu z Famegiem Radomsko drużynę poprowadził asystent Jastrzębowskiego, kapitan zdobywców Pucharu Polski z 1983 r., Lech Kulwicki. Zdeterminowana Lechia wygrała 2-0 po bramce przewrotką (!) Sebastiana Mili, który w nieudanym meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki debiutował w II lidze. Drugą bramkę z Radomskiem dołożył Daniel Weber, dziś agent piłkarski reprezentujący interesy m.in. Flavio Paixao, Karola Fili, Kristersa Tobersa, Tomasza Makowskiego i Jana Biegańskiego. Dwóch ostatnich posiada status młodzieżowca, korzystanie z młodzieży to chyba ostatni sposób na uratowanie bieżącego sezonu w lidze. Ogrywanie młodych zawodników i rzucanie ich na głęboką wodę. Jak wtedy ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki rzucono Sebastiana Milę, który nie utonął.

Maciej Słomiński

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź! 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje