Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (36 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (31 pkt.)
  • 4 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (26 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (25 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (25 pkt.)
  • 8 .Zagłębie Lubin (23 pkt.)

​Lechia Gdańsk. Po ligowym falstarcie

Trzeba cofnąć się do XX wieku, by znaleźć równie nieudany ligowy start piłkarzy Lechii w Gdańsku.

Srogi zawód sprawili swym sympatykom piłkarze Lechii Gdańsk. Niewielu spodziewało się, że tak gładko przegrają u siebie 0-2 z Jagiellonią Białystok w pierwszym ligowym meczu w nowym roku. W bieżącym tysiącleciu były wyjazdowe nokauty w starej II lidze (0-4 na Widzewie, 0-3 na Piaście), ale od powrotu do Ekstraklasy w 2008 r. Lechia ani razu nie przegrała ligowego otwarcia roku. By znaleźć poprzednią równie nieudaną domową inaugurację, trzeba cofnąć się do XX wieku. Drugoligowa przegrana z marca 2000 r. 0-2 ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki ma zaskakująco wiele wspólnego z sobotnim laniem od "Jagi".

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź!

Rzecz jasna wiele się zmieniło, to było tak dawno, że spośród aktorów sobotniego widowiska Kristersa Tobersa i Jakuba Kałuzińskiego nie było jeszcze na świecie. W sobotę Łotysz po nieudanej pierwszej połowie, w drugiej wziął się w garść i prezentował znacznie lepiej. Taki opis pasuje do całej drużyny Lechii, która zaskakująco lepiej grała w osłabieniu niż gdy w pierwszej połowie występowała w komplecie. Osłabienie wynikało z czerwonej kartki, którą w 36. minucie otrzymał Kałuziński. Kuba, to ułożony i dobrze wychowany chłopak, o czym oczywiście nie miał obowiązku wiedzieć arbiter Bartosz Frankowski, który był bezlitosny i usunął go z boiska. Dobre maniery, w żadnym wypadku nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla lekkomyślnego zachowania "Kałuży", który w jednej akcji otrzymał dwie żółte kartki i wykluczeniem osłabił drużynę.  

21 lat temu, ze Świtem Lechia grała w innej lidze i na innym stadionie. 1000 stęsknionych za piłką widzów, które wtedy pofatygowało się na mecz na stadion przy Traugutta, zapewne mniej więcej odpowiadałoby frekwencji na cztery razy większym obiekcie na Letnicy. W sobotę, gdyby widzowie mogliby zasiąść na trybunach przyszłoby ich zapewne w okolicach 4-5 tysięcy.

Czas na podobieństwa. 21 lat temu piłkarze Lechii poruszali się po boisku, jakby ich ukąsiła pluskwa milenijna. I tak było w sobotę. Obie przegrane 0-2 były równie zaskakujące, co zasłużone i bezdyskusyjne, obie poniesione na zaśnieżonych boiskach

I wreszcie podobieństwo największe - tak wtedy jak i teraz na ławce trenerskiej zasiadali szkoleniowcy, którzy zdobywali z Lechią Puchary Polski. Wtedy Jerzy Jastrzębowski, teraz Piotr Stokowiec. Pierwszy z nich świętował niedawno 70. urodziny, wróciliśmy wspomnieniami do meczu ze Świtem, trener doskonale go pamiętał, gdyż był on ostatnim w roli trenera Lechii. Po porażce został zwolniony, jak sam wspominał: "Moje rozstanie z klubem nastąpiło, ponieważ zmienił się zarząd, a mnie jednostronne zmieniono uposażenie". Nie jest to tajemnica, w mediach pisano wówczas, że Jastrzębowskiemu obniżono miesięczne wynagrodzenie z 5 do 3,5 tysiąca złotych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje