Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Lechia Gdańsk. Piotra Stokowca misja bez zobowiązań

Lechia Gdańsk to Wisła Kraków w 2012 r., a Piotr Stokowiec to ówczesny Michał Probierz. Jeśli więc nowy trener Lechii diametralnie nie odmieni zespołu, to nic wielkiego się nie stanie, ale jeśli w Gdańsku osiągnie sukces, to zasłuży na pomnik nie mniejszy od fontanny Neptuna - pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Lechia Gdańsk - studnia bez dna i przepompownia pieniędzy, a ze strony sportowej klub absolutnie niespełniony, który od lat nie jest w stanie zrealizować nawet celu minimum. Właśnie do takiego miejsca trafił Stokowiec, który przez ostatnie lata wiódł spokojne trenerskie życie w Zagłębiu Lubin. Tam dał się poznać jako obiecujący szkoleniowiec, a teraz znów wchodzi w buty specjalisty od zarządzania kryzysowego.

Kiełbasa bez mięsa

Gdyby zrobić ranking najdziwniejszych rzeczy, które w ostatnich latach dzieją się w polskiej piłce, to bez Lechii Gdańsk byłbym on tak kompletny jak kiełbasa bez mięsa.

Reklama

To tutaj kibice tygodniami zastanawiali się, kto tak naprawdę stoi za wielkim kapitałem płynącym do klubu; to tutaj wydawano dużo i często na zawodników, a później okazywało się, że ktoś coś źle policzył i brakuje pieniędzy na wypłaty; to tutaj Komisja Licencyjna musiała sprawować nadzór, bo ryzyko związane z zadłużeniem jest niebezpiecznie duże. I w końcu to tutaj co roku mówi się o medalu, a nawet mistrzostwie Polski, tymczasem od lat Lechia nie jest w stanie wdrapać się nawet do europejskich pucharów, podczas gdy w tym czasie grały w nich Piast Gliwice, Arka Gdynia, czy Cracovia.

I właśnie na taki klub zdecydował się Stokowiec. Misja dla samobójców? Wręcz przeciwnie - misja bez żadnych zobowiązań. Lechia przez lata zapracowała sobie bowiem na łatkę klubu, w którym może się wydarzyć wszystko, co złe.

Przepompowany balon

Zauważyliście, że nikt już przesadnie nie pastwi się nad gdańszczanami za to, że znów mieli być w czubie tabeli, a nie wejdą nawet do grupy silniejszej? Wszystko dlatego, że niespecjalnie już kogokolwiek to dziwi.

Tak jak kiedyś ukuto hasło o garbatym losie Cracovii, tak dziś można napisać, że Lechia jest jak przepompowany balon - pęka zawsze i to z wielkim z hukiem.

Tyle, że w Lechii są zawodnicy, którzy potrafią grać w piłkę i może to skusiło Stokowca? Kuciak to najlepszy bramkarz tamtego sezonu, bracia Paixao to od lat czołowi gracze ligi, Jakub Wawrzyniak reprezentant Polski, a Patryk Lipski jeden z większych talentów.

Jasny sygnał, nie kapitulacja

Coś Wam to przypomina? Bo mi misję Michała Probierza z 2012 r. Wówczas szkoleniowiec przychodził do porozbijanej Wisły Kraków, która w składzie miała jednak tak dobrych zawodników jak Maor Melikson, Dudu Biton, Cwetan Genkow, czy Junior Diaz. Tyle, że nie miała atmosfery, a do tego dochodziły problemy z wypłatami.

Efekt? Gdy Probierz podał się do dymisji, to nie on był przegranym, tylko ówczesna Wisła. Jego odejście nie było aktem kapitulacji, ale jasnym sygnałem - tu jest tak źle, że potrzeba cudotwórcy. I choć Wisła powoli się dźwiga, to cudotwórcy dalej nie znalazła, bo od tamtego czasu nawet nie otarła się o podium.

Oczywiście, może się wydarzyć katastrofa, której nikt Stokowcowi nikt nie wybaczy, czyli spadek Lechii z Ekstraklasy. A że Lechia ma tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, to każde inne rozwiązanie zostanie przyjęte z ulgą.

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama