Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (16 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (11 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (10 pkt.)

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 2-1 w 9. kolejce Ekstraklasy

Pechowa interwencja Macieja Wilusza i samobójczy gol stopera Lecha sprawiły, że Lechia Gdańsk szczęśliwie pokonała Lecha Poznań 2-1. Mecz był pełen emocji, a do tej sytuacji z 87. minuty bliżej sukcesu byli goście.

Ranking wszystkich piłkarzy Ekstraklasy TUTAJ

Wyniki, tabela, statystyki Ekstraklasy - TUTAJ

Reklama

Szansą Lechii miało być zdemontowanie defensywy Lecha, z której wypadki pauzujący za żółte kartki Jan Bednarek i narzekający na uraz barku bramkarz Matusz Putnocky. Jakby tych nieszczęść dla gości było mało, już podczas rozgrzewki na gdańskim stadionie kontuzję zgłosił Paulus Arajuuri. Trener Nenad Bjelica musiał więc postawić na zupełnie nowy duet stoperów: Maciej Wilusz - Lasse Nielsen. Ci jednak w pierwszej połowie radzili sobie nieźle, w przeciwieństwie do Tamasa Kadara. Węgier, uczestnik ostatniego Euro 2016, szybko dostał żółtą kartkę, a później popełniał masę błędów.

Dysponująca ogromną siłą rażenia Lechia miała tymczasem sporo problemów w środkowej strefie. Flavio Paixao, Milosz Krasić czy Rafał Wolski nie byli w stanie wykreować sytuacji duetowi napastników - zatrzymywali ich bowiem agresywnie grający lechici. Goście nie przebierali w środkach - w pierwszej połowie mieli ponad trzy razy więcej fauli od gdańszczan, ale to właśnie efekt prób odbiorów piłki w każdej możliwej sytuacji. Z tego też brały się ataki, w których aktywni byli Marcin Robak i Maciej Makuszewski. Ten ostatni jest zresztą wypożyczony z Lechii do Lecha.

I choć pod obiema bramkami nie działo się zbyt wiele, to czas upływał szybko. Oba zespoły nie kalkulowały, dobrze się po prostu to spotkanie oglądało. W 35. minucie prawym skrzydłem pognał Makuszewski - trudno zrozumieć, dlaczego Simeon Sławczew nie zdecydował się przeszkodzić rywalowi w dośrodkowaniu. Tymczasem centra skrzydłowego "Kolejorza" była doskonała - mocna, w tempo, przed bramkę. Tam wbiegał Marcin Robak, który wyprzedził stopera Lechii i zdobył swojego piątego gola w sezonie.

Gdańszczanie odpowiedzieli jednak dość szybko. W dobrze zapowiadającej się akcji Lechii Tamas Kadar wyprzedził Marco Paixao i wybił piłkę - tyle że niepotrzebnie za linię końcową boiska. Z rzutu rożnego dośrodkował Milosz Krasić, Marco Paixao uciekł Kadarowi i z bliska uderzył piłkę głową. Burić piłkę odbił przed siebie, Paixao dobił jednak skutecznie, a Kadar wciąż stał w tym samym miejscu, co trzy sekundy wcześniej.

Druga połowa był jeszcze ciekawsza. Duża w tym zasługa Lecha, który między 60. a 85. minut uzyskał sporą przewagę i miał kilka wyśmienitych okazji bramkowych. W 57. minucie Makuszewski znów wrzucił piłkę prosto na głowę Robaka, ale tym razem znakomitą interwencją popisał się Vanka Milinković-Savić. Po chwili Makuszewski znakomicie ograł przy linii bocznej pola karnego Jakuba Wawrzyniaka - stojąc tyłem zagrał mu piłkę między nogami i obiegł rywala. Zabrakło jednak dobrego wykończenia. W 69. minucie  kapitalnym dryblingiem popisał się... Łukasz Trałka. Minął dwóch rywali, zagrał do Makuszewskiego, ten wystawił piłkę Robakowi. Snajper Lecha miał do bramki osiem metrów, ale jego strzał obronił 19-letni serbski bramkarz. Milinković-Savić zdołał jeszcze się podnieść i wyskoczyć do akrobatycznej dobitki Robaka, delikatnie zbijając piłkę na poprzeczkę.

A Lechia? W tym okresie niewiele mogła zrobić, bo osamotniony w środkowej strefie Krasić nie miał żadnego wsparcia, a bracia Paixao zagubili się gdzieś między rywalami. Przez te 25 minut Lech oddał dziewięć strzałów, Lechia tylko jeden i to niecelny. Im bliżej było końca meczu, tym coraz bardziej wydawało się, że jeśli ktoś strzeli gola, to będzie to piłkarz Lecha. I tak się stało, ale problem w tym, że dobrze dotąd grający Maciej Wilusz pokonał... Jasmina Buricia. Stało się to w 87. minucie po uderzeniu Michała Chrapka - piłkę już wcześniej odbił rykoszetem Tomasz Kędziora, a Wilusz skierował ją do swojej bramki. Lechia wygrała więc z Lechem po raz pierwszy od siedmiu meczów, ale tym razem na zwycięstwo raczej nie zasłużyła. Gdańszczanie awansowali na drugie miejsce w tabeli - mają tyle samo punktów co Jagiellonia Białystok i Bruk-Bet Termalica Nieciecza.

Andrzej Grupa

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 2-1 (1-1)

Bramki: 0-1 Robak (35.), 1-1 Marco Paixao (38.), 2-1 Wilusz (87. samobójcza)

Lechia: Milinković-Savić - Wojtkowiak, Nunes, Maloca, Wawrzyniak - Flavio Paixao, Sławczew, Krasić (75. Chrapek), Wolski (81. Haraslin) - Kuświk (63. Peszko), Marco Paixao.

Lech: Burić - Kędziora ŻK, Nielsen, Wilusz, Kadar ŻK - Makuszewski (75. Formella), Tetteh, Trałka, Gajos (62. Majewski), Pawłowski (71. Jevtić) - Robak.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski z Warszawy.

Widzów: 26054

Wyniki, tabela, statystyki Ekstraklasy - TUTAJ

Ranking wszystkich piłkarzy Ekstraklasy TUTAJ


Dowiedz się więcej na temat: Lechia Gdańsk | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje