Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

​Lechia Gdańsk. Jarosław Kubicki: Nie lubię biegać

Ponoć jest pan mocny w grę "FIFA" na PlayStation.

Reklama

- Kiedyś byłem. Ostatnia "FIFA" jaką kupiłem to edycja z 2015 roku, potem mi się znudziło. Teraz gram w inne rzeczy, przede wszystkim "Call of Duty", m.in. z chłopakami, których poznałem w Zagłębiu: Filipem Jagiełło, Adrianem Błądem, Konradem Forencem i Filipem Starzyńskim. Spotykamy się w sieci. W Lechii też jest mocna grupa graczy.

Nie tylko dla pana mecz w Lubinie będzie powrotem do korzeni. Od tego sezonu Lechię wzmocnił inny zawodnik "Miedziowych" Bartosz Kopacz. Czy pytał pana, czego może się spodziewać nad morzem?

- Rozmawialiśmy, pytał o wiele rzeczy. Przed samym podpisaniem kontraktu przyjechał obejrzeć miasto, chyba mu się spodobało, bo jest dziś z nami w drużynie.

Kopacz przyszedł na zasadzie wolnego transferu, za pana trzeba było Zagłębiu zapłacić ekwiwalent za wyszkolenie, z którego Lechia długo nie mogła się wywiązać. Czy miało to wpływ na pańską formę?

- Robiłem swoje. To może frazes, ale nie przejmuję się tym, na co nie mam wpływu.  

Pana kariera wiąże się z trenerem Piotrem Stokowcem. Gra pan dla niego od wielu lat. O takich zawodnikach mówi się, że to "synek trenera". Jakby pan opisał waszą wieloletnią już relację?

- Jest zupełnie normalna. Nie mam na pewno żadnej taryfy ulgowej. Zostaję po treningach, robię dodatkowe rzeczy. Trener wie, czego się może po mnie spodziewać.

Daniel Łukasik mówił mi kiedyś, że gdyby miał wybór Puchar Polski z 2019 roku zamieniłby na mistrzostwo, do którego zabrakło wam wtedy niewiele. A jak jest z panem?

- Też bym wolał mistrzostwo. W końcówce sezonu zabrakło nam pary, mecze przestały układać się po naszej myśli. Nie tracę nadziei, że jeszcze kiedyś będę najlepszy w kraju.

Rozumiem, że właśnie po to przedłużył pan kontrakt z Lechią do 2023 roku?

- Taki jest cel. Mistrzostwo kusi, ale nie bierze się z niczego. Trzeba zapracować kolejnymi meczami i dobrą równą formą.

Jest pan zawodnikiem, który prawie nie odnosi kontuzji. Zabrakło jednak pana w rewanżowym meczu Lechii z Brondby. Piotr Stokowiec jakiś czas temu mówił mi, że wciąż w nim siedzi to spotkanie.

- Byłem wtedy bardzo chory. Gdybym miał grypę i 38 stopni gorączki, próbowałbym wyjść na boisko choćby z ławki, ale nie było opcji. Ciężko było mi wstać z łóżka. Bardzo żałuję, ale nie ode mnie to zależało.

Druga pana pauza to kontuzja barku rok temu jesienią.

- W moim przypadku groźne urazy zdarzają się na treningu. Zostałem pchnięty, źle upadłem w trakcie twardej walki o piłkę. Zwichnąłem bark, następnego dnia czekała mnie operacja. W lustrze nie był to przyjemny widok, aż mi się słabo zrobiło. Ręka wisiała jak urwana.

Niczym podczas święta Halloween. Wielkimi krokami idą święta Bożego Narodzenia. Pan już chyba wie, co będzie czekało pod choinką.

- Co roku dostaję papier toaletowy. Kiedyś na święta kupiłem kuzynowi zawiniętą piękną kokardą rolkę papieru. On miał wtedy siedem lat i śmiertelnie się obraził, ale potem mu przeszło. Od tego czasu nawzajem obdarowujemy się właśnie papierem toaletowym.

Na jakiej pozycji na boisku czuje się pan najlepiej?

- Zaczynałem w ataku. Moim idolem był Thierry Henry. Potem byłem ustawiany coraz głębiej, zmienił się też wzór - był nim Zinedine Zidane. Patrząc na trend, pewnie niebawem zostanę stoperem. Najlepsza moja pozycja to "8", gdy zespół gra na dwie "ósemki". Lubię schodzić do obrońców i dostawać od nich piłkę, sam decydować o akcji i rozgrywać. Lubię też odnaleźć się w polu karnym rywala i oddać strzał. Może dlatego tyle biegam, że łączę te dwie rzeczy? Miałem taki mecz w Lechii, graliśmy z Jagiellonią, rozegrałem piłkę pod naszym polem karnym, po akcji całego zespołu znalazłem się w polu karnym rywala i po rykoszecie zdobyłem gola. To był taki "taś-taś", piłka leciała pół kilometra na godzinę, ważne że wpadła, że ja zacząłem tę akcję i ją skończyłem. Nie należę do szybkościowców, ale umiem znaleźć się w grze z kontry.

Chciałem zapytać o pana relację z managerem Mariuszem Piekarskim? Jak się układa współpraca z człowiekiem, który, jak głosi obiegowa opinia, sprzedałby śnieg Eskimosom.

- Słyszałem różne opinie o nim, że każdego by, za przeproszeniem, sprzedał. Bardzo go lubię, często do niego dzwonię, rozmawiamy niekoniecznie na tematy piłkarskie. Mocno polecam tego menadżera.

Jeśli Piekarski faktycznie sprzeda każdego, to gdzie pan życzyłby sobie zostać sprzedany?

- Nie myślałem o tym. Teraz jestem w Lechii i na tym się koncentruję. Jeśli miałbym się gdzieś wybierać, to na pewno tam gdzie, by mnie chcieli. Lubię ciepłe kraje. Trzeba Kubę Araka zapytać, gdzie by mnie widział. On się bardzo dobrze zna na piłce nożnej. Często go testujemy w szatni, a on bez mrugnięcia podaje daty meczów, godziny ich rozpoczęcia, składy, wszystko. Łącznie z tym, ile meczów Górnik Łęczna zagrał w Lublinie. Portal 90minut w głowie jednego człowieka.

Rozmawiał Maciej Słomiński


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje