Reklama

Reklama

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 1-1 w 12. kolejce Ekstraklasy

Lechia atakowała, miała przewagę, ale tylko zremisowała u siebie 1-1 z Górnikiem. Broniący się przez większość spotkania zabrzanie mogli nawet odnieść drugą wygraną w tym sezonie, ale w ostatniej minucie pierwszej połowy karnego nie wykorzystał Mariusz Magiera. Doświadczony piłkarz fatalnie przestrzelił.

Mecz w Gdańsku rozpoczął się od ataków gospodarzy, którzy szybko chcieli zdobyć gola i podtrzymać ostatnią passę zwycięstw w lidze. Już w 4. minucie do siatki zabrzan trafił Rafał Janicki, ale wcześniej sędziowie słusznie dopatrzyli się pozycji spalonej środkowego obrońcy "Biało-zielonych". 

Lechia przeważała, atakowała, ale gdańszczanie nie potrafili sobie stworzyć klarownej bramkowej sytuacji. Strzały piłkarzy gospodarzy były albo niecelne, albo bez problemów radził sobie z nimi Grzegorz Kasprzik. 

Tymczasem jedna z niewielu kontr Górnika przyniosła mu prowadzenie. Roman Gergel pognał prawą stroną i zagrał w pole karne w kierunku Macieja Korzyma. Tam fatalnie zachował się Janicki, który przepuścił piłkę, a napastnik zabrzan nie miał problemów ze skierowaniem jej do siatki. 

Reklama

Po stracie gola obraz gry nie uległ zmianie. Lechia dalej zdecydowanie przeważała i wydawało się, że w 29. minucie w końcu doprowadzi do wyrównania. Makuszewski świetnie odegrał piłkę Arielowi Borysiukowi, ale ten w sytuacji sam na sam nie dał rady zaskoczyć świetnie interweniującego bramkarza Górnika. 

Bardzo ciekawie zrobiło się w końcówce pierwszej połowy. Jedenastce z Gdańska w końcu udało się zaskoczyć Kasprzika. Akcję lewą stroną zaczął Haraslin. Młodzieżowy reprezentant Słowacji zagrał do Adama Buksy, ten wyłożył piłkę Makuszewskiemu, a kapitan Lechii płaskim strzałem zaskoczył Kasprzika.    

W chwilę później wydawało się, że miejscowi będą grali w osłabieniu. Po kolejnym faulu Buksy prowadzący spotkanie Daniel Stefański zastanawiał się nad pokazaniem wysokiemu napastnikowi drugiej żółtej kartki. Ostatecznie skończyło się na upomnieniu, ale też przepychance na boisku pomiędzy zawodnikami obu zespołów. Żółtymi kartkami zostali ukarani Makuszewski i Gergel. 

Już w doliczonym czasie kolejną efektowną akcję przeprowadził Gergel. Wpadł w pole karne, gdzie zahaczył go Jakub Wawrzyniak, Arbiter nie miał wątpliwości i wskazał na jedenastkę. Karnego fatalnie wykonał jednak Mariusz Magiera. Uderzył w środek bramki na siłę, ale piłka zamiast w siatce, to wylądowała na trybunach.  


Po przerwie nie było już takich emocji, jak w pierwszej części, a gra była rwana, szarpana i ze sporą ilością fauli. Dobre i składne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki.   

Gdańszczanie świetną okazję mieli w 59. minucie, kiedy to po groźnym dośrodkowaniu Borysiuka zakotłowało się pod bramką zabrzan. Ostatecznie Kasprzik wybronił piłkę nogami. Z drugiej strony aktywny był Gergel, ale w atakach na bramkę Lechii słowacki skrzydłowy był osamotniony. W 80. minucie dał o sobie znać były piłkarz Lechii Rafał Kosznik. Lewy obrońca zabrzan strzelił z dystansu, ale Marko Marić był na miejscu. W odpowiedzi ponad bramką gości uderzał Mak.   

Dla Górnika remis z Lechią jest trzecim kolejnym w Ekstraklasie, po wcześniejszych z Lechem i Legią. "Biało-zielonym" nie udało się z kolei podtrzymać ostatniej serii zwycięstw. Dla zespołu Thomasa von Heesena to z kolei już szósty remis w tegorocznych rozgrywkach. Tyle samo mają ich na koncie zabrzanie. Pod tym względem oba zespoły należą do czołówki Ekstraklasy. 

Michał Zichlarz

Ekstraklasa - tabela, wyniki, terminarz, strzelcy

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 1-1 (1-1)

Bramki: 0-1 Maciej Korzym (18.) 1-1 Maciej Makuszewski (38.) 

Żółte kartki: Adam Buksa, Maciej Makuszewski, Ariel Borysiuk, Piotr Wiśniewski - Lechia. Roman Gergel - Górnik. 

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 10987 

Lechia: Marko Marić - Grzegorz Wojtkowiak, Gerson, Rafał Janicki, Jakub Wawrzyniak (77. Mario Malocza) - Maciej Makuszewski, Ariel Borysiuk, Piotr Wiśniewski (84. Daniel Łukasik), Michał Mak - Lukasz Haraslin (62. Sławomir Peszko), Adam Buksa. 

Górnik: Grzegorz Kasprzik - Paweł Widanow, Adam Danch, Ołeksandr Szeweluchin, Rafał Kosznik - Roman Gergel, Radosław Sobolewski (90. Robert Jeż), Aleksander Kwiek, Łukasz Madej, Mariusz Magiera (61. Mariusz Przybylski) - Maciej Korzym (69. Fabian Piasecki).  

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Powiedzieli po meczu:

Leszek Ojrzyński (trener Górnika Zabrze): - To był mecz do wygrania, który na pewno wyglądałby inaczej, gdyby Lechia musiała grać w osłabieniu. Moim zdaniem w pierwszej połowie zawodnik Lechii powinien otrzymać drugą żółtą kartkę. Nie wykorzystaliśmy także rzutu karnego. Pierwsze minuty były jednak w naszym wykonaniu fatalne, ale w drugiej połowie gra mojej drużyny wyglądała zdecydowanie lepiej. Ambicja, zaangażowanie i mądrość taktyczna pozwoliły nam wywieźć punkt z trudnego terenu w konfrontacji z bardzo dobrą drużyną, ale mimo wszystko szkoda, bo była szansa na wygraną.

- Byłbym też ciekaw, jak Lechia radziłaby sobie bez jednego zawodnika. Jako trener Podbeskidzia i Korony grałem w Gdańsku w +10+ i miałem nadzieję, że w trzecim meczu karta się odwróci, ale pan Buksa czerwonej karki jednak nie zobaczył. Przed spotkaniem zawsze mamy trzech zawodników wyznaczonych do strzelania karnych i to oni między sobą podejmują w danym momencie decyzję, kto będzie go egzekwował. Tym razem nie podszedł do niego Gergel, który wykorzystał +jedenastkę+ w meczu z Lechem Poznań. Roman był faulowany, a poza tym grał też z kontuzją. Najlepiej czuł się Magiera, który trafił z Piastem w Gliwicach, ale przestrzelił. Nie mam jednak o to do niego pretensji, bo chciał dobrze. Poza tym zawsze razem wygrywamy i razem przegrywamy.

Thomas von Heesen (trener Lechii Gdańsk): - To był dla nas bardzo trudny mecz. Brakowało nam zwłaszcza Grzegorza Kuświka, który spisywał się ostatnio świetnie i kreował wiele sytuacji. W pierwszej połowie graliśmy ofensywnie i mogliśmy oraz powinniśmy strzelić 2-3 gole. W tej sytuacji byłoby nam łatwiej, tymczasem sami straciliśmy bramkę i zrobiło się trudniej. Pierwsza połowa była ładna dla oka, ale druga przypominała gumę do żucia. Chodzi o to, że graliśmy zbyt głęboko i nie byliśmy tak ofensywnie zorientowani, za mało też było w naszych poczynaniach ruchu i zmian pozycji. Stosowaliśmy tylko przerzuty i dośrodkowania. Rozczarowujące były także zmiany, zwłaszcza ta w wykonaniu reprezentanta Polski, która powinna dać nam zdecydowanie więcej jakości. Te roszady niczego jednak nie wniosły, bo ostatnie 15 minut były w naszym wykonaniu bardzo słabe. Przed tym meczem miałem spore oczekiwania i generalnie jeden punkt często bywa ok, ale teraz razem z zawodnikami jesteśmy bardzo rozczarowani tym wynikiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL