Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (16 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (13 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (12 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (10 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (10 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (9 pkt.)

Lechia Gdańsk - Broendby Kopenhaga. Gdańszczanie wracają do pucharów

36 lat czekali kibice Lechii Gdańsk, by ponownie ujrzeć swoją drużynę w meczu europejskich pucharów. Los postawił na jej drodze trudnego rywala, ale trener Piotr Stokowiec przekonuje, że jego drużyna nie jest skazana na pożarcie.

28 września 1983 roku - wtedy swój ostatni mecz w europejskich pucharach zagrała Lechia. Gdańszczanie przegrali wówczas 2-3 na własnym boisku ze słynnym Juventusem Turyn w rewanżowym meczu 1. rundy Pucharu Zdobywców Pucharów. Rewanż i tak był tylko formalnością, bowiem w pierwszym spotkaniu "Stara Dama" rozgromiła Lechię aż 7-0.

Reklama

Od tamtego czasu futbol przeszedł niewiarygodną przemianę. Wiele zmieniło się też w Lechii, która na początku XXI wieku została zmuszona budować swoją markę od początku. Klub w pięć lat awansował z klasy A do II ligi, a od sezonu 2008/09 jest stałym elementem Ekstraklasy.

Klub europejskie puchary miał zaatakować już dawno - na początku dekady Lechia nie żałowała grosza na transfery, ale jej działania na rynku nie zawsze okazywały się trafne. Kibice innych drużyn śmiali się, że piłkarze zwożeni są do Gdańska wagonami, a choć w drużynie pojawiały się głośne nazwiska, Lechia wciąż nie stawała się ligowym potentatem.

Dopiero przyjście trenera Piotra Nowaka spowodowało, że Lechia w sezonie 2016/17 otarła się o grę w europejskich pucharach. Po szalonej końcówce sezonu, gdy wciąż po 30. kolejce obowiązywał podział punktów, Lechia uplasowała się jedynie dwa "oczka" za mistrzem kraju Legią, lecz zajęła dopiero czwarte miejsce. Wyżej sklasyfikowane zostały - mające tyle samo punktów - Jagiellonia Białystok i Lech Poznań.

Żelazna ręka Piotra Stokowca

Początek kolejnego sezonu pod wodzą Nowaka okazał się jednak kiepski. Jeszcze gorszym pomysłem było zastąpienie go Adamem Owenem, który wcześniej pracował jako specjalista od przygotowania fizycznego. W momencie, gdy w marcu 2018 roku klub w roli strażaka obejmował Piotr Stokowiec, Lechia zajmowała miejsce tuż nad strefą spadkową, a jej piłkarze przypominali zbiór zblazowanych, pozbawionych ambicji podstarzałych grajków.

Stokowiec od początku swojej pracy nie bał się podejmować odważnych decyzji. Bez skrupułów zrezygnował z wystawiania byłego gwiazdora Juventusu Milosza Krasicia, czy niedawnych reprezentantów Polski - Sebastiana Mili, Jakuba Wawrzyniaka, czy Grzegorza Wojtkowiaka. 47-letni trener bez wahania zdecydował się też sprzedać krnąbrnego Marco Paixao, choć ten był najlepszym strzelcem drużyny. Wreszcie, w ubiegłym sezonie nie bał się odsunąć od składu Sławomira Peszki, gdy ten obraził członka sztabu szkoleniowego.

Dyscyplina wprowadzona przez Stokowca w szatni znajduje swoje odzwierciedlenie na boisku. Nie można powiedzieć, by Lechia grała pięknie, ale w żaden sposób nie można odmówić jej określonego stylu. Szczelna defensywa, zabójcze kontrataki i precyzyjne stałe fragmenty gry - tyle wystarczyło, by zespół z Gdańska w minionym sezonie długo był liderem w wyścigu o mistrzostwo Polski. Ostatecznie w ich ręce trafił krajowy puchar, a ligowe rozgrywki zakończyli na trzeciej pozycji.

- Spotkanie z Broendby będzie w pewien sposób weryfikacją mojej półtorarocznej pracy z zespołem - zaznaczył na przedmeczowej konferencji Stokowiec. I przekonuje, że jego drużyna nie stoi na z góry straconej pozycji - Z szacunkiem podchodzimy do przeciwnika, ale polegamy na swojej pracy oraz organizacji. Zamierzamy też zademonstrować nasze walory i siłę, czyli solidność w defensywie i trochę polotu w ataku. Chcemy również pokazać piękny stadion oraz wspaniałych kibiców. Wierzę, że ta otoczka i nasza solidna gra poprowadzi nas do sukcesu - deklarował trener Lechii.

Trudne losowanie, a Polak Polakowi... Wilczkiem

Dzięki wygranej w finale Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok gdańszczanie rozpoczynają rywalizację w eliminacjach Ligi Europy od 2. rundy, jako ostatni z polskich klubów. Prócz nich w czwartkowy wieczór Legia Warszawa zmierzy się z fińskim KuPS, a Piast Gliwice podejmie łotewskie Riga FC.

Wydaje się, że oba pozostałe polskie kluby trafiły na łaskawszy los, niż ten, który przypadł Lechii. Broendby bowiem, choć w zeszłym sezonie zajęło dopiero 4. miejsce w lidze, jest zespołem ogranym w europejskich pucharach. Od sześciu lat nie zdarzyło się, by drużyna ta odpadła na tak wczesnym etapie eliminacji.

Najgroźniejszą bronią Duńczyków ma być reprezentant Polski Kamil Wilczek, który od początku sezonu jest też kapitanem zespołu. Polak rozpoczął sezon od dwóch bramek w dwumeczu 1. rundy z Interem Turku (4-1, 0-2), a także od strzelenia gola w meczu 1. kolejki ligi duńskiej z Silkeborgiem.

- Cieszę się z wylosowania polskiego zespołu, ale nie przyjechałem do Gdańska, żeby być miłym - zapowiedział Wilczek na przedmeczowej konferencji prasowej. Poza byłym królem strzelców zarówno Ekstraklasy, jak i duńskiej Superligi, polscy kibice z pewnością pamiętają Paulusa Arajuuriego, byłego obrońcę Lecha Poznań. Reprezentant Finlandii od dwóch lat jest podstawowym zawodnikiem Broendby.

Superpuchar wygrany, czas na prawdziwy sprawdzian

Trener Stokowiec z pewnością może być zadowolony, że przed meczem z Duńczykami ma do dyspozycji szeroką kadrę, która bardzo nieznacznie zmieniła się w stosunku do zeszłego sezonu. Wśród powołanych na mecz znalazł się m.in. Artur Sobiech, który jest łączony z niemieckim KFC Uerdingen.

Lechia może zaliczyć początek sezonu do udanych, bowiem już pierwsze spotkanie przyniosło jej pierwsze trofeum. W meczu o Superpuchar Polski drużyna Stokowca pokonała w Gliwicach 3-1 Piasta, a bramki dla Lechii zdobywali Lukasz Haraslin (dwie) oraz Jarosław Kubicki.

Nieco gorzej przebiegła inauguracja ligowego sezonu, bowiem sytuację gdańszczan szybko skomplikowała bezpośrednia czerwona kartka dla Żarko Udoviczicia. Serb za brutalny faul na Janie Grzesiku otrzymał karę czterech meczów zawieszenia, ale nie ma ona oczywiście przełożenia na europejskie puchary. Gdańszczanom, mimo osłabienia udało się zachować czyste konto i zremisować 0-0 z ŁKS-em.

Dziś Lechię czeka jeszcze trudniejszy sprawdzian, a słynąca z dobrej gry defensywa zostanie wystawiona na ciężką próbę. Początek spotkania Lechia - Broendby o godzinie 19. Relacja minuta po minucie w serwisie Interia.

Przewidywany skład Lechii na mecz z Broendby:

Duszan Kuciak - Karol Fila, Błażej Augustyn, Michał Nalepa, Filip Mladenović - Daniel Łukasik, Maciej Gajos, Jarosław Kubicki - Lukasz Haraslin, Flavio Paixao, Żarko Udoviczić.

Wojciech Górski

Liga Europy: sprawdź terminarz i pary eliminacyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje