Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (16 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (14 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (12 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (11 pkt.)

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2-0. Dwuletni zakaz stadionowy dla kibica zatrzymanego po meczu

Dwuletni zakaz stadionowy oraz grzywnę orzekł w poniedziałek poznański sąd wobec jednego z kibiców Lechii Gdańsk, zatrzymanego po niedzielnym meczu Ekstraklasy na stadionie w Poznaniu. Policja w związku z zajściami wylegitymowała pół tysiąca gdańskich kibiców.

Do incydentu doszło niedzielę w 64. minucie meczu Lech Poznań - Lechia Gdańsk, kiedy to fani gdańskiego zespołu odpalili kilkadziesiąt rac i zaczęli nimi rzucać na sąsiednie trybuny. Kilka z nich poleciało także na murawę. Ze względu na bezpieczeństwo piłkarzy, a także na duże zadymienie, sędzia Piotr Lasyk musiał przerwać mecz na ok. 12 minut.

Po zakończeniu spotkania wygranego przez gospodarzy 2-0, pół tysiąca kibiców Lechii zostało wylegitymowanych. Policja zatrzymała sześć osób, w tym mężczyznę, który zdaniem funkcjonariuszy był prowodyrem zajść; on trafił do aresztu. Pozostałe pięć osób zostało zwolnionych.

Reklama

Jak powiedział w poniedziałek rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak, mężczyzna, który miał prowokować zajście usłyszał m.in. zarzuty dotyczące uszkodzenia zabezpieczenia stadionu.

- Zatrzymany mężczyzna jest już po wyroku w trybie przyśpieszonym. Sąd orzekł wobec niego dwuletni zakaz stadionowy, 2 tys. zł grzywny, oraz obowiązek zgłaszania się do komendy policji podczas meczów piłkarskich Lechii Gdańsk - powiedział Borowiak.

Jak tłumaczył, do incydentów doszło już w przerwie meczu, gdy kibice gości wyłamali część ogrodzenia i próbowali przedostać się na sektor fanów Lecha.

- Ochrona skutecznie ich powstrzymała, ale sytuacja była na tyle napięta, że kierownik ds. bezpieczeństwa poprosił policję o wejście na stadion. Po wznowieniu meczu poznańscy kibice spalili dwie flagi-sektorówki należące do Lechii. One wcześniej zostały zabezpieczone i oddane do depozytu, bowiem ochrona nie zgodziła się na ich wniesienie na trybuny. Te oprawy zostały jednak skradzione i wniesione na trybunę numer dwa. Po jej spaleniu, kibice Lechii najwyraźniej nie wytrzymali i zaczęli rzucać racami - mówił Borowiak.

Policja nadal poszukuje sprawców incydentów na meczu m.in. na podstawie nagrań z monitoringu.

Ostatni raz tak poważne zakłócenie porządku na poznańskim stadionie miało miejsce w maju 2018 roku podczas meczu Lecha z Legią Warszawa. Sympatycy "Kolejorza" odpalili środki pirotechniczne i rzucali nimi na murawę, a także wyłamali bramę i wbiegli na boisko. Klub z Wielkopolski został ukarany walkowerem i wysoką grzywną, a stadion zamknięto dla publiczności pierwotnie na osiem meczów. Ostatecznie lechici rozegrali tylko trzy pojedynki przy pustych trybunach.

Sprawą incydentu podczas niedzielnego spotkania jeszcze w poniedziałek zajmie się wojewoda wielkopolski, który spotka się z przedstawicielami klubu oraz policji.

W przesłanym komunikacie wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk podkreślił, że "zachowanie części kibiców było karygodne i zagrażało bezpieczeństwu innych osób znajdujących się na stadionie".

- Jeśli kibice mogą bez żadnych przeszkód wnieść na stadion ponad sto rac, to powstaje pytanie, kto i w jaki sposób do tego dopuścił. Nie skupiam się na tym, kto kogo prowokuje i kto jest winny, ale na tym, jak zapobiec, a wręcz wyeliminować tak krytyczne i niebezpieczne wydarzenia podczas kolejnych meczów. Czekam na wyjaśnienia i precyzyjne wnioski, które doprowadzą nas do konkretnych decyzji - zaznaczył wojewoda.

Autorzy: Anna Jowsa, Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje