Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 1-0. Nowak: Do przerwy to był mecz pod nasze dyktando

Trener Lechii Gdańsk, Piotr Nowak nieprzypadkowo porównał hitowe starcie w Lidze Mistrzów między Paris Saint-Germain i Barceloną do niedzielnego meczu Lecha z jego drużyną. Oba prowadził bowiem Szymon Marciniak. Nowak nie chciał otwarcie krytykować arbitra, ale dał do zrozumienia, że ogromna ilość kartek to również wynik pracy sędziego.

Lotto Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Reklama

14 lutego najlepszy polski arbiter świetnie poradził sobie na Parc de Princes w meczu PSG i Barcelony, które mistrzowie Francji wygrali aż 4-0. - Dwie drużyny, tyle samo fauli, tyle samo prowokacji. I jeżeli można ten mecz posędziować tak, jak PSG - Barcelona, to nie widzę przeszkód, aby tak się stało. Topowy mecz dwóch drużyn, które potrafią grać w piłkę, na trybunach 30 tysięcy ludzi. Piłkarze potrafią się wtedy wznieść na wyżyny, futbol powinien zwyciężyć, a tak się dzisiaj nie stało - mówił Nowak po niedzielnym hicie Lotto Ekstraklasy.

Szymon Marciniak wyrzucił z boiska dwóch jego piłkarzy, zresztą słusznie, a rezerwowy Vanja Milinković-Savić też zobaczył czerwoną kartkę. Do tego aż 11 graczy obu zespołów obejrzało żółte kartki. W paryskim hicie, o którym mówił Nowak, ukaranych było tylko czterech graczy - i to tylko żółtymi kartonikami.

- Co do kartek... Są emocje, ale emocje z czegoś wynikają, są skutkiem czegoś. Te, które dzisiaj zostały pokazane, były też czegoś konsekwencją. Tego, co się zdarzyło na boisku lub na ławkach rezerwowych. Czasami takie mecze się zdarzają, troszkę więcej wyrachowania jest potrzebne. I mądrości, zresztą z obu stron - mówił szkoleniowiec lidera Lotto Ekstraklasy. Nie chciał wprost skrytykować arbitra, ale robił to pośrednio.

Nowak chwalił też swoją drużynę i podkreślał, że w nawet w szatni powiedział piłkarzom, ze jest z nich dumny. - Mimo przeciwności losu, które na tej drodze będą nas jeszcze spotykać, wierzę w ten zespół. Z takim przekonaniem wyszliśmy na to spotkanie. Czeka nas wyboista droga i zdaję sobie z tego sprawę - powiedział trener Lechii.

Jego zdaniem, w pierwszej połowie gdańszczanie prezentowali się Lecha, choć Nowak stwierdził też, że rywal nie miał żadnej sytuacji bramkowej. Tu się pomylił, bo okazja Szymona Pawłowskiego z 15. minuty, który stanął oko w oko z Duszanem Kuciakiem, była jedyną przed przerwą z obu stron.

- Do przerwy to był mecz pod nasze dyktando. Mieliśmy dobrą organizację gry, byliśmy dobrze ustawieni, mądrze staraliśmy się grać piłką. Sytuacje jednych i drugich wynikały z przebitek - mówił Nowak, który dość nieoczekiwanie wystawił od początku Rafała Wolskiego i Gino van Kessela. - Bo staraliśmy się wygrać, mieliśmy ofensywne nastawienie. Ale to, co się zdarzyło w drugiej połowie, to... się zdarzyło - powiedział Nowak, który chyba nie chciał, aby z jego ust wypadło o jedno słowo za dużo.

Andrzej Grupa, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: Lechia Gdańsk | Piotr Nowak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje