Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Finał Pucharu Polski: Jagiellonia - Lechia. Grembocki kibicuje Lechii, ale szanse ocenia pół na pół

- To historyczny mecz i dla Lechii, i dla Jagiellonii. Po południu z drugiego triumfu w Pucharze Polski będą się cieszyli albo jedni, albo drudzy. Faworyta ciężko wskazać. - Ściskam oczywiście kciuki za Lechię, ale szanse oceniam 50 na 50 - mówi przed decydującym spotkaniem na PGE Narodowym Jacek Grembocki.

W 1983 roku młody, ledwie 18-letni wtedy Grembocki, później reprezentant Polski, stał za jedną z największych sensacji w pucharowych rozgrywkach. Z grającą wtedy w trzeciej lidze Lechią, awansował do finału Pucharu Polski. Po drodze jedenastka z Pomorza eliminowała wtedy kolejne drużyny z Ekstraklasy, silnego jak nigdy Widzewa Łódź, Śląsk Wrocław, Zagłębie Sosnowiec czy Ruch Chorzów. W finale rozegranym w czerwcu 1983 roku na stadionie w Piotrkowie Trybunalskim, rywalem był grający na zapleczu Ekstraklasy silny Piast. To gliwiczanie byli faworytem decydującej potyczki.

Reklama

- Wystarczyło spojrzeć na parkingi, jakimi samochodami jeździli piłkarze z Gliwic, a jakimi my. U nas samochód miał Lech Kulwicki, Jerzy Kruszczyński, który przyszedł do nas po tym finale, i Andrzej Marchel. Nie mogliśmy się równać w tamtym czasie finansowo z klubami z Górnego Śląska. Talony na samochody, mieszkania... Na Wybrzeżu było pod tym względem zupełnie inaczej, była posucha i kryzys. Wielu chłopaków mieszkało w hotelach robotniczych czy z rodzicami - wspomina dziś Grembocki.   

Gliwiczanie też nie sprostali rewelacji z Gdańska prowadzonej przez Jerzego Jastrzębowskiego. Skończyło się na wygranej 2-1 Lechii i sensacyjnym triumfie trzecioligowca, który później, w Pucharze Europy Zdobywców Pucharów zmierzył się z samym Juventusem Turyn.

- Przy 1-0 dla nas mogłem wpisać się na listę strzelców i przejść do historii. Ominąłem już bramkarza i uderzyłem na bramkę, ale w ostatniej chwili wybił ją Kałużyński czy Żemaitis. Potem, kiedy prowadziliśmy jedną bramką, był rzut karny dla nas. Miałem podejść do piłki, ale trener Jastrzębowski nie ryzykował i wyznaczył Andrzeja Salacha. Ten jednak nie wykorzystał szansy - opowiada Grembocki.         

Dziś albo Lechia, albo Jagiellonia po raz drugi sięgnie po Puchar Polski. Białostoczanie triumfowali poprzednio w 2010 roku, kiedy do sukcesu jedenastkę z Podlasia poprowadził Michał Probierz. 

- Zdecyduje podejście do meczu, forma fizyczna, dyspozycja dnia i regeneracja po ostatnim ligowym spotkaniu. Ściskam oczywiście kciuki za Lechię, ale szanse oceniam 50 na 50 - mówi Grembocki.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy