Reklama

Reklama

Daisuke Matsui wraca do składu Lechii Gdańsk

W środowym wyjazdowym meczu piłkarskiej ekstraklasy z Cracovią w Lechii nie zagra kontuzjowany Marcin Pietrowski. Po pauzie za żółte kartki do składu biało-zielonych wraca natomiast Daisuke Matsui. Do Krakowa gdańszczanie polecą we wtorek wieczorem samolotem.

W środowym wyjazdowym meczu piłkarskiej ekstraklasy z Cracovią w Lechii nie zagra kontuzjowany Marcin Pietrowski. Po pauzie za żółte kartki do składu biało-zielonych wraca natomiast Daisuke Matsui. Do Krakowa gdańszczanie polecą we wtorek wieczorem samolotem.

10 sierpnia w pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi zespołami Lechia wygrała na PGE Arenie 3-1.

"To był jeden z naszych najlepszych meczów, jakie rozegraliśmy w tym sezonie. W Krakowie będziemy chcieli ponownie pokonać Cracovię" - powiedział  trener gdańskiego zespołu Michał Probierz.

Z powodu kontuzji w rewanżu nie zagra zdobywca pierwszej bramki w sierpniowej konfrontacji Marcin Pietrowski. Nie wiadomo również, czy do Krakowa poleci autor trzeciego trafienia Paweł Buzała. Do składu gdańskiego zespołu wraca natomiast Daisuke Matsui, który z powodu nadmiaru żółtych kartek nie wystąpił w ostatnim ligowym meczu z Jagiellonią w Białymstoku.

Reklama

"Kilku innych zawodników również narzeka na różne urazy i dopiero po wtorkowym popołudniowym treningu ustalimy skład, który uda się na mecz z Cracovią. Po tych zajęciach jedziemy na lotnisko i wieczorem lecimy do Krakowa" - dodał szkoleniowiec.

W ostatnich czterech ligowych spotkaniach piłkarze Cracovii zdobyli tylko jeden punkt. Krakowianie są również drużyną, która najgorzej sobie radzi na własnym stadionie. W dotychczasowych meczach "Pasy" wywalczyły przy Kałuży zaledwie siedem punktów. Żadna drużyna nie straciła także tylu bramek przed własną publicznością ile ekipa trenera Wojciecha Stawowego - 17. A generalnie gorszą defensywę od najbliższego rywala biało-zielonych ma w ekstraklasie tylko Widzew Łódź i Korona Kielce.

"Nigdy nie sugeruję się takimi statystykami. Każdy mecz to przecież nowa historia. Nas też skazywano na porażkę z Jagiellonią, tymczasem pokonaliśmy gospodarzy 1-0. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w czwartek większa presja ciążyć będzie na rywalach, którzy ostatnio nie mogą pochwalić się najlepszą passą. Poza tym w meczach z Koroną Kielce i Ruchem Chorzów krakowianie pierwsi zdobywali bramkę, ale nie potrafili utrzymać prowadzenia" - zauważył.

W zdecydowanie lepszych nastrojach są z pewnością gdańszczanie, którzy w ostatnim swoim ligowym występie pokonali w Białymstoku Jagiellonię 1-0.

"Słyszałem opinie, że było to słabe spotkanie, ale ja z taką oceną absolutnie się nie zgadzam. Uważam, że to był właśnie bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Wiedzieliśmy co chcemy grać i ten plan doskonale zrealizowaliśmy. Wystarczy także spojrzeć, z jakim rozmachem i swobodą Jagiellonia poczynała sobie u siebie w konfrontacjach ze Śląskiem Wrocław oraz Wisłą Kraków i porównać, na co my pozwoliliśmy gospodarzom" - zauważył.

Trener nie zachłysnął się jednak wygraną w Białymstoku.

"Podchodzę do tego spokojnie i nie popadłem w samozachwyt. W Polsce nie potrafimy bowiem zachować emocjonalnej równowagi. Po jednym udanym meczu często wpadamy w euforię i stawiamy pomnik, a po kiepskim spotkaniu chcemy go od razu burzyć. A do prawdziwego sukcesu wiedzie tylko żmudna i długa praca" - podsumował Probierz.

Reklama

Reklama

Reklama