Beniaminek nowym liderem. Wygrana w doliczonym czasie gry
Lechia Gdańsk przegrała 0-1 u siebie z beniaminkiem I ligi Motorem Lublin. Goście zdobyli bramkę w doliczonym czasie gry. Więcej emocji niż podczas meczu było przed nim, gospodarze zgłosili widowisko jedynie na 8 tysięcy widzów, a chętnych by zobaczyć spotkanie było znacznie więcej. Wielu kibiców odeszło od kas z kwitkiem i prędko na stadion nie powrócą

Niesamowicie gra beniaminek I ligi, Motor Lublin. Tym razem wygrał 1-0 po golu Bartosza Wolskiego w doliczonym czasie gry na boisku spadkowicza z Ekstraklasy, Lechii Gdańsk, która ma bardzo wysokie aspiracje.
Motor Lublin liderem I ligi
Zainteresowanie pierwszym od 15 lat meczem Lechii Gdańsk na zapleczu Ekstraklasy przekroczyło najśmielsze zainteresowanie organizatorów. Trójmiejski klub zgłosił stosownym organom frekwencję w wysokości 8 tysięcy widzów - ta liczba została osiągnięta już kilka godzin przed meczem. Wystarczyła wygrana z Chrobrym w Głogowie, odejście Adama Mandziary, kilka transferów (w tym ten najgłośniejszy w osobie Luisa Fernandeza), by nagle kibice przypomnieli sobie o Biało-Zielonych.
W pierwszej połowie serca kibiców zabiły mocniej tak naprawdę jedynie dwa razy. Gdy Luis Fernandez kąśliwie uderzył z dystansu, a były bramkarz Lechii, Łukasz Budziłek, dość nieudolnie odbił piłkę na poprzeczkę. Pod koniec pierwszej połowy widzowie podziwiali pokaz pirotechniczny kibiców Biało-Zielonych. I to by było na tyle.
Maciej Słomiński, INTERIA











