Zmiana w bramce Lecha Poznań, wrócił weteran

Krzysztof Kotorowski nie liczy już nawet bramkarzy, którzy w rywalizacji z nim tracili pewną pozycję w bramce poznańskiego Lecha. Teraz 37-letni golkiper wygryzł ze składu Macieja Gostomskiego.

Kotorowski jest piłkarzem "Kolejorza" od 10 lat. Przez te wszystkie lata Lech ściągnął do siebie kilku bramkarzy, a każdy z nich ostatecznie przegrywał rywalizację z "Kotorem". Byli w tym gronie Emilian Dolha, Ivan Turina, Grzegorz Kasprzik czy Radosław Cierzniak. Był także Jasmin Burić, któremu w prowadzeniu Lecha do zwycięstw zwykle przeszkadzały kontuzje, a po tych urazach miejsca zyskiwał Kotorowski. Teraz 37-latek wykorzystał dość przeciętną formę Macieja Gostomskiego, który nie popełniał większych błędów w tej rundzie, ale też nie pokazywał niczego wielkiego.

Reklama

W Lechu oczekiwania są zaś takie, że bramkarz musi odbić kilka piłek niemal niemożliwych do odbicia. Przed poprzednim spotkaniem z Jagiellonią trener Mariusz Rumak zdecydował więc, że w bramce zagra Kotorowski. - Będę robił wszystko by tak zostało, a co będzie, życie pokaże. Historia świadczy o tym, że nie jest łatwo bronić w Lechu i trudno nawet w bramce dokończyć sezon. Konkurencja jest bardzo silna, szczególnie teraz - mówi Kotorowski, który do tej pory był zmiennikiem Gostomskiego. Wkrótce do rywalizacji dojdzie jeszcze Jasmin Burić - Bośniak już normalnie trenuje, a w sobotę ma zagrać w trzecioligowych rezerwach.

Kotorowski zdradził, że przed meczem z Jagiellonią trener Rumak wziął go na bok i oznajmił decyzję o zmianie w bramce. - Po to się trenuje, by doczekać się takiej decyzji. Ja się doczekałem. Dążyłem do tego, byśmy zagrali na zero z tyłu, bo za dużo już goli straciliśmy. Napierałem słownie na zespół by był czujny. Nie udało się nie stracić gola, żałuję tego. Uważam jednak, że karnego być nie powinno, to było przypadkowe odbicie piłki od ręki naszego obrońcy - opowiada Kotorowski, który w trakcie gry też miał trudne chwile. Po obronie zaskakującego strzału Joela Perovuo długo nie podnosił się z murawy. - Obrona była dobra, ale upadek niefortunny, straciłem kontrolę nad swoim ciałem. Jakiś chwilowy paraliż mnie przeszedł i choć plecy bolą, to chyba wszystko przejdzie - dzielił się wrażeniami.

Kotorowski nie boi się dalszej walki z Gostomskim i Buriciem. - Takie jest życie, że trzeba walczyć. Póki ja tu jestem, każdy bramkarz musi być czujny - mówi piłkarz Lecha, który nie może doczekać się meczu w ostatniej ligowej kolejce z Legią Warszawa. Rok temu przy Łazienkowskiej Kotorowski w samej końcówce przepuścił rzut karny, którym Ivica Vrdoljak praktycznie zapewnił swojej drużynie mistrzowski tytuł. - Już tydzień temu byłem gotowy do gry w Warszawie. Takie mecze wywołują dodatkowe emocje, a ja na nie jestem gotowy. Teraz mamy mecz z Górnikiem, a później siedem ligowych finałów. Każdy z nich będzie na wagę złota, po każdym sytuacja może się tasować. Liczę, że ostatni mecz z Legią będzie miał wielką stawkę - mówi Kotorowski.

W sobotę o godz. 18 Lech zagra w Zabrzu z Górnikiem.

Autor: Andrzej Grupa

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Krzysztof Kotorowski | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje