Reklama

Reklama

Zieliński: Myśli samobójczych nie mam!

- Absolutnie nie jest tak, że boję się wyjazdu do Białegostoku, bo zdaje sobie z tego sprawę, że mamy dobrą drużynę, ale ona wreszcie musi kolokwialnie mówiąc "zapalić" - mówi przed meczem z Jagiellonią Białystok Jacek Zieliński, szkoleniowiec Lecha Poznań.

- Absolutnie nie jest tak, że boję się wyjazdu do Białegostoku, bo zdaje sobie z tego sprawę, że mamy dobrą drużynę, ale ona wreszcie musi kolokwialnie mówiąc "zapalić" - mówi przed meczem z Jagiellonią Białystok Jacek Zieliński, szkoleniowiec Lecha Poznań.

- Mam nadzieję, że nastąpi to już w najbliższy weekend. Koszmarów nocnych czy myśli samobójczych jednak nie mam - dodał.

INTERIA.PL: Trenerze czy sobotnie spotkanie z "Jagą" w Białymstoku będzie dla Lecha kolejnym papierkiem lakmusowym aktualnej formy zespołu?

Jacek Zieliński: - To będzie dla nas bardzo ważny mecz. Ja uważam, że po tej przerwie to taki dobry mecz na to, by się przełamać, by wyjść z tego letargu w jakim ostatnio byliśmy pogrążeni. Gramy z zespołem, który co prawda w tabeli jest od nas znacznie niżej, ale tylko z tego powodu, że jest ukarany dziesięcioma punktami ujemnymi. Grają bardzo dobrą piłkę, także czeka nas w sobotę bardzo ciekawe spotkanie. My postaramy się zrobić wszystko, by z Białegostoku przywieść trzy punkty, bo z takim zamiarem oczywiście jedziemy.

Reklama

Lech po raz pierwszy od dłuższego czasu nie będzie faworytem meczu, gorzej to, czy może lepiej dla Pana zawodników?

- Trudno mi powiedzieć czy Lech jest faworytem, czy też nie. To są zawsze moim zdaniem jakieś teoretyczne niuanse. Czy lepiej, czy gorzej? Ja myślę, że przez ostatni czas Lech przyzwyczaił się to tego, że jest stawiany w roli faworyta. Rożnie z tym faworytem też wychodziło. Dla mnie to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Musimy wyjść na boisko i zagrać swoje, zagrać zdecydowanie lepiej, konsekwentniej niż w ostatnich spotkaniach. I wtedy myślę wszystko będzie dobrze.

Mieliście dwutygodniową przerwę do swojej dyspozycji, czy były jakieś rozmowy, dyskusje piłkarzy między sobą? Uproszczając to pytania, czy zawodnicy za ostatnie słabe wyniki uderzyli się w pierś?

- Ja myślę, że absolutnie tak. Fakt, że ostatnio rozmawialiśmy bardzo dużo o tym, co się ostatnio działo. Z tym że proszę pamiętać, że były to rozmowy w składzie okrojonym. Brakowało mam przecież pięciu kadrowiczów, którzy nie ma, co się czarować decydują o obliczu naszej drużyny. Oni dopiero dziś do nas wrócili. Sporo rozmawialiśmy, ale dla mnie jeszcze ważniejsze było to, że wreszcie od dłuższego czasu spokojnie trenowaliśmy. Mam tego ostatnio bardzo brakowało. W zasadzie ciągle tylko graliśmy i podróżowaliśmy. A chłopakom też tego było trzeba. Uważam, że ta przerwa dla nas była akurat dobra.

A o dyspozycję psychiczną po ostatnim dramacie w Maliborze poznańskich kadrowiczów Pan się nie boi?

- Na pewno to co się stało ostatnio w Maliborze to trauma dla całej naszej piłki. Natomiast jeżeli byśmy chcieli oceniać graczy indywidualnie, to ja myślę, że nasi gracze nie wypadli wcale tak źle. W marazmie jaki prezentowali ostatnio "Biało-czerwoni" nasi zawodnicy prezentowali się co najmniej przyzwoicie. Oczywiście zapewne i oni będą się podle po ostatnim występie czuć. Cała sztuka jednak w tym, żeby się szybko z tego otrząsnęli, bo życie toczy się przecież dalej. Poza tym nie ma teraz czasu, by zbytnio to wszystko rozpamiętywać.

Ostatnio za dużo w Lechu mieliśmy już opuszczone głowy. Najwyższy już czas, by te głowy wreszcie do góry podnieść. Mad tym będziemy pracować z kadrowiczami, ale również i z naszymi pozostałymi graczami.

Trenerze jest spore prawdopodobieństwo, że w Białymstoku nie zagra Hernan Rengifo. Jakiś pomysł na grę bez popularnego "Renifera" ma Pan już w głowie?

- Najpierw to my ze spokojem musimy się przejrzeć całej piątce kadrowiczów, bo prawda jest taka, że na kadrę z drobnym urazem pojechał Bartosz Bosacki. I praktycznie od minionego poniedziałku aż do czwartku był poza treningiem. W czwartek z kolei zagrał. Teraz jest pytanie, jak się on obecnie czuje, bo po każdym spotkaniu ligowym, miał duże problemy ze swoim stawem, czy swoją stopą. Seweryn Gancarczyk grał 60 minut i wyglądał dobrze, co do Roberta Lewandowskiego, to też nie ma żadnych problemów. Jakub Wilk praktycznie dwa mecze na trybunach. Mimo wszystko musimy zobaczyć, jak ci chłopcy wyglądają Wtedy będziemy mogli dopasować odpowiednią taktykę gry. Mogę jedynie na teraz zapewnić, że jesteśmy i będziemy dobrze do meczu przygotowani.

A co z Semirem Stiliciem, który ostatnio miał jakieś problemy z kolanami?

- Z powodu dolegliwości z kolanami nie pojechał na zgrupowanie swojej kadry. Podleczył się i obecnie trenuje z nami normalnie. Jest do mojej pełnej dyspozycji. Myślę, że ta przerwa reprezentacyjna też mu bardzo pomogła., bo wszedł w normalny trening. Ja myślę też, że pomału wraca do swojej optymalnej dyspozycji. Mam nadzieję, że w sobotę pokaże już pierwsze objawy powracania do swojej wysokiej formy.

Jakiś specjalne pomysły na zatrzymanie duetu Frankowski - Grosicki są już w głowie trenera Jacka Zielińskiego?

- Ja wiem czy ekstra pomysł jest potrzebny? Na pewno jest to czołowy duet napastników jeśli chodzi o naszą ekstraklasę. "Franek jest bardzo regularnym graczem, zresztą on zawsze taki był. Natomiast Kamil Grosicki, to powiew świeżości i dynamiki, który wnosi w swoją drużynę. Ja przyznam szczerze, że jakiegoś szatańskiego pomysłu na nich nie mam. To my musimy przede wszystkim zagrać to co najlepiej umiemy. Musimy zagrać to co sobie zakładamy na ten mecz. I konsekwentnie to wykonać. Jeśli to zrobimy to spodziewam się, że ta dwójka zostanie zatrzymana.

To nie jest jednak tak, że tylko ich się musimy obawiać. Cała drużyna naszego przeciwnika jest bardzo mocna. Oni bardzo dobrze prezentują się w środku pola, solidnie w szeregach defensywnych. "Franek" i "Groszek" tylko wykończają akcje całego zespołu.

Czy Pan jest obecnie spokojny o swoją posadę w Poznaniu? Bardzo Pana proszę o szczerą odpowiedź?

A ja proszę Pana, by Pan mi pokazał, gdzie jest w Polsce trener, który jest zawsze spokojny o swoją posadę. Ja myślę, że żaden trener z czystym sumieniem nie może powiedzieć, że jest spokojny o swoją pracę. Podobno trener jest tak dobry, jak wynik jego ostatniego meczu. Myślę, że my rzeczywiście ostatnio, ani kibicom, ani sponsorom, czy szefom klubu nie dostarczyliśmy wielu powodów do radości. Trudno więc spodziewać się, że Panu odpowiem, że wszystko jest w porządku, że się o nic się nie boję. Zaznaczam jednak, że absolutnie nie jest tak, że boję się wyjazdu do Białegostoku, bo zdaje sobie z tego sprawę, że mamy dobrą drużynę, ale ona wreszcie musi kolokwialnie mówiąc "zapalić". Mam nadzieję, że nastąpi to już w najbliższy sobotę. Koszmarów nocnych czy myśli samobójczych jednak nie mam.

Rozmawiał: Łukasz Klin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL