Reklama

Reklama

Wołąkiewicz: 3:0 z Legią? Kibice byliby wniebowzięci

W niedzielę hit piłkarskiej Ekstraklasy - w obecności ponad 40 tysięcy widzów Lech Poznań zagra z Legią Warszawa, a stawką meczu może być fotel lidera. - To mecz, w którym może decydować jedna bramka - mówi stoper Lecha Hubert Wołąkiewicz.

W niedzielę hit piłkarskiej Ekstraklasy - w obecności ponad 40 tysięcy widzów Lech Poznań zagra z Legią Warszawa, a stawką meczu może być fotel lidera. - To mecz, w którym może decydować jedna bramka - mówi stoper Lecha Hubert Wołąkiewicz.

Niewiele brakowało, by obrońca "Kolejorza" obserwował to szlagierowe spotkanie z trybun. Dostał już bowiem w tym sezonie trzy żółte kartki, a przed tygodniem był bliski otrzymania czwartej w meczu z Widzewem Łódź. Pod koniec pierwszej połowy sfaulował rywala i sędzia z Warszawy Marcin Borski coś lechicie tłumaczył.

- Wcześniej sędzia odgwizdał mi delikatny faul, a ja powiedziałem, że nie było przewinienia. Arbiter się tylko uśmiechnął. W drugiej sytuacji, gdy już na pewno faulowałem, to podbiegł i się spytał, czy teraz też niczego nie było. Odparłem, że tym razem faul na pewno był. Pan Borski zagroził, że za kolejne nieczyste wejście może być kartka, a wtedy musiałbym pauzować w meczu z Legią. Na szczęście dotrwałem do końca, choć wcale nie myślałem o tym zagrożeniu - przypomina Wołąkiewicz.

Reklama

Obrońca Lecha w Ekstraklasie zdobył dotąd pięć goli, ale tylko jednego z nich strzelił z gry, a pozostałe z rzutów karnych. Stało się to w październiku 2010 roku, gdy był piłkarzem Lechii Gdańsk. Jego zespół wygrał przy Łazienkowskiej z Legią 3-0, a Wołąkiewicz zdobył drugiego gola.

- Oczywiście, że pamiętam tę bramkę, to jedyny mój gol z akcji. Rozegraliśmy akcję w trójkącie z Piotrkiem Wiśniewskim i Pawłem Nowakiem, nie tak łatwo to zapomnieć. No i do tego prawie nikt nie wygrywa na Legii 3-0. Gdybyśmy ten wynik powtórzyli w Poznaniu, to widownia byłaby wniebowzięta. Nam chodzi jednak o to, by zagrać mądrze i w ogóle wygrać, nawet jedną bramkę - mówi piłkarz z Poznania.

Atutem Lecha jest w tym sezonie defensywa, która dała się pokonać tylko w czterech spotkaniach, a w sumie Jasmin Burić wpuścił sześć goli. Za to Legia ma znacznie lepszy atak - zdobyła o 10 goli więcej od poznaniaków.

- Jak się robi tak dobrą obronę? To po prostu jest zgranie, w naszej obronie tylko Kebba jest nowym człowiekiem. Gramy ze sobą, dobrze się czujemy, wiemy na co kogo stać i jak ktoś się może zachować. Do tego dochodzi forma. Gdy byłem kontuzjowany, to wskoczył za mnie Marcin Kamiński, a teraz ja za niego i poziom pozostaje taki sam. Z tego właśnie możemy się cieszyć i oby tak było dalej, a wiemy doskonale, że trochę jakości musimy jeszcze dołożyć w przodach - przyznaje Wołąkiewicz.

Lech musi zwrócić szczególną okazję na Danijela Ljuboję. 34-letni Serb zdobył już dziewięć goli, zdążył też zmarnować rzut karny i kilka znakomitych okazji, choćby w poprzednim spotkaniu z Jagiellonią. "Kolejorz" tak klasowego piłkarza nie ma jednak w swoim ataku. - Wiemy jak Ljuboja gra, że jest niekonwencjonalny i potrafi z piłką zrobić różne rzeczy. Trzeba się nim zaopiekować i zwrócić uwagę, ale nie wiem, kto o to zadba. Mam nadzieję, że... Albo inaczej - wierzę, że nas nie przejdzie i znów zagramy na zero z tyłu - mówi Wołąkiewicz.

Legia poprzednie spotkanie przegrała z Jagiellonią, Lech z dwóch wyjazdów do Krakowa i Łodzi przywiózł sześć punktów. - Nie powiem, że Legia rozczarowała. To raczej postawa Jagi jest na duży plus. My też myśleliśmy, że będzie z nią łatwo, a tymczasem straciliśmy z nimi dwa gole, co się rzadko zdarza. Legia nie zagrała dobrego spotkania, liczę na jej podobną dyspozycję w niedzielę. Zobaczymy, jak będą nastawieni - czy będą chcieli grac ofensywnie czy nie. Wydaje mi się, że spróbują kontrować, a spotkanie będzie bardzo ciężkie. Tu jedna bramka może zadecydować o wyniku - kończy piłkarz Lecha.

Mecz Lech - Legia w niedzielę o godz. 14.30.

Andrzej Grupa

Zapraszamy na relację NA ŻYWO z meczu Lech Poznań - Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL