Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (24 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (22 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (19 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Cracovia (16 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (16 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (15 pkt.)

Widzew walczył jak lew, ale poległ w Poznaniu

Choć Lech Poznań przez prawie całe spotkanie grał z przewagą jednego zawodnika, omal nie został skarcony za swoją nieskuteczność. Po golu Łukasza Teodorczyka poznaniacy wygrali 1-0, a łodzianie tuż przed końcem dwa razy w jednej akcji obili poprzeczkę bramki rywali.

Nowy, a zapewne tymczasowy trener Widzewa Rafał Pawlak musiał podjąć decyzję, kogo wystawić na środku obrony za pauzującego za czerwoną kartkę Kevina Lafrance. Mógł przesunąć w to miejsce Povilasa Leimonasa, mógł też Rafała Augustyniaka. Zdecydował się na ten drugi wariant i... źle trafił. Już w 3. minucie Augustyniak podciął wybiegającego na czystą pozycję Łukasza Teodorczyka. Napastnik Lecha nie był jednak jeszcze w posiadaniu piłki - sędzia Tomasz Wajda uznał mimo wszystko, że byłby w doskonałej sytuacji bramkowej. Zapewne żółta kartka i rzut wolny byłaby w tej sytuacji adekwatna do winy widzewiaka, stało się jednak inaczej. Lech zyskał dodatkowy atut i go wykorzystał.

Trener Widzewa zawołał do siebie Mariusza Rybickiego, wytłumaczył, jak jego drużyna ma się teraz ustawić, ale to było za mało. Zmiana polegała na cofnięciu do obrony Leimonasa, za to w ofensywie wciąż byli dwaj napastnicy: Eduards Viszniakovs oraz Alan Melunović. Brakowało za to piłkarza w środku pola, co lechici widzieli. Poznaniacy napędzali akcje to prawą stroną, to lewą. W 9. minucie przechwyt na środku boiska zaliczył debiutujący w oficjalnym spotkaniu "Kolejorza" Barry Douglas, zagrał do Szymona Pawłowskiego, a ten po rajdzie uderzył zza pola karnego w słupek. Dwie minuty później po kolejnej ładnej akcji Gergo Lovrencsics dośrodkował z prawej strony, a zamykający akcję Łukasz Teodorczyk nie dał szans Maciejowi Mielcarzowi.

Lech miał w tym momencie już z górki - prowadził, grał z przewagą zawodnika. Kolejne bramki wydawały się kwestią czasu. Zareagował też jednak trener Pawlak - wprowadzenie Princewilla Okachiego uspokoiło trochę zapędy gospodarzy.

Reklama

Lech miał jednak sporo okazji bramkowych, ale skutecznością nie grzeszył. Celowali w tym Teodorczyk i Kasper Hamalainen. Ten pierwszy nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Mielcarzem w 28. minucie, drugi grał zbyt egoistycznie w polu karnym. Widzew nastawił się na kontrataki, mógł po nich wyrównać. Najbliżej tego był Okachi, którego strzał w 33. minucie kapitalnie obronił Gostomski. Okazje mieli też obaj bracia Viszniakovs, tyle że Eduardsowi zabrakło już siły na dobry strzał po długim rajdzie, a Aleksejsowi techniki przy przyjęciu piłki. Mógł być sam przed Gostomskim, a była to ostatnia minuta przed przerwą.

Po przerwie Lech dążył do zdobycia drugiego gola, ale w polu karnym rywali grał fatalnie. Okazji była masa - pudłowali Mateusz Możdżeń, Teodorczyk, Hamalainen. Łukasza Trałka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego główkował w słupek, zaś Mielcarz był lepszy także w pojedynkach jeden na jednego. W 85. minucie to łodzianie dostali wymarzoną okazję do zdobycia wyrównującego gola. Po rzucie rożnym Krystian Nowak z bliska trafił w poprzeczkę, ale do odbitej piłki dopadł Leimonas. Gostomski świetnie obronił jego uderzenie, ale Litwin dostał jeszcze jedną szansę. I tym razem ponownie piłka odbiła się od poprzeczki!

Kibice Lecha jak jeden mąż zaczęli gwizdać na swoich zawodników - ci we frajerski sposób mogli bowiem stracić punkty. Nie stracili, bo w bramce mieli znakomitego Gostomskiego, a gościom z Łodzi zabrakło trochę szczęścia. Kolejne kontry Lecha - nawet w przewadze - kończyły się anemicznymi, blokowanymi strzałami. Nic dziwnego, że kibice "Kolejorza" mieli pretensje do swoich zawodników, a goście dostali od swoich fanów brawa za walkę i ambicję. Punkty pozostały jednak w stolicy Wielkopolski.

Rafał Pawlak, trener Widzewa: - Nie chcę się wypowiadać co do sytuacji z czerwoną kartką, bo byłem daleko od niej. Prawdą jest jednak, że to było kluczowe wydarzenie dla całego spotkania. Nasza taktyka legła wtedy w gruzach. Nie jestem zadowolony z wyniku, ale z gry zespołu już tak. Byliśmy cierpliwi, dostaliśmy swoją sytuację. W końcówce meczu graliśmy trójką obrońców, wstawiłem dodatkowego ofensywnego piłkarza. W jednej akcji mieliśmy słupek, poprzeczkę i piłkę na linii bramkowej. Co mogłem zrobić więcej?

Mariusz Rumak, trener Lecha: Mecz szybko się ułożył, strzeliliśmy bramkę, przeciwnik grał w osłabieniu. Okazało się, że nie jest wcale tak łatwo wówczas atakować. Graliśmy za wolno. Momenty, gdy przyspieszaliśmy, dawały nam sytuacje. Zabrakło zimnej krwi. Cieszą trzy punkty, ale długa droga przed nami. Dobrze, że stałe fragmenty w ofensywie przynoszą nam strzały na bramkę, co oznacza, że praca w tym elemencie daje wyniki.
Martwi mnie nie tyle nieskuteczność, co wybory piłkarzy. Zamiast strzelać, można było grać wzdłuż linii i dobijać piłkę do pustej bramki. Nie byliśmy jak wytrawny bokser.

Andrzej Grupa

Lech Poznań - Widzew Łódź 1-0 (1-0)

Bramka: 1-0 Teodorczyk (11. minuta).

Lech: Gostomski - Możdżeń, Wołąkiewicz, Kamiński, Douglas - Pawłowski ŻK (73. Ślusarski), Trałka, Linetty (84. Jakóbowski ŻK), Hamalainen, Lovrencsics ŻK - Teodorczyk.

Widzew: Mielcarz ŻK - Bartkowski, Augustyniak CzK (3.), Jonathan de Amo, Kaczmarek - A. Viszniakovs (46. Alex Bruno ŻK), Leimonas, Nowak, Rybicki (78. Batrović) - Melunović (15. Okachi), E. Viszniakovs.

Sędziował Tomasz Wajda z Żywca. Widzów: 17 878.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje